„O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu” – recenzja

Recenzja filmu „O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu”.
Kino orientalne rzadko zyskuje międzynarodowe uznanie, dlatego jeśli do szerokiej dystrybucji wchodzi film irański, to można być pewnym, że naprawdę warto go obejrzeć.

Reżyserka Ana Lily Amirpour miała wyjątkową szansę dorastać w różnych światach – Iran, Europa, Stany Zjednoczone uczyniły ją prawdziwą obywatelką świata, która garściami czerpie z tradycji poszczególnych kultur. Zakochana w USA widzi w tym kraju zarówno dobre, jak i złe strony. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” mówiła:
- Ameryka jest wspaniałym miejscem, choć skomplikowanym i niedoskonałym. USA są młode. Mieszkałam m.in. w Niemczech i na południu Europy - nigdzie nie ma takiego miksu kulturowego jak w Stanach, gdzie w każdym mieście są wszyscy zewsząd. Ludzie chcą żyć w bajce, wierzą, że zasadą funkcjonowania winna być harmonia - ale tak się nie da. Zgadzam się z tym, co powiedział kiedyś Werner Herzog: wspólnym mianownikiem świata są chaos i destrukcja. Ameryka ma mroczne i jasne strony, jak każdy człowiek. A jedynym człowiekiem, nad którego życiem mam władzę, jestem ja sama.

Zafascynowana życiem i jego wielowymiarowością stworzyła obraz będący miksem zdziwienia, złości i nadziei, czyli uczuć i emocji, które pod każdą szerokością geograficzną mogą wywołać prawdziwy chaos.

Niepokorna artystka w swoim wyjątkowym filmie bardzo mocno odwołała się do topowych tradycji amerykańskiej popkultury – wampiry to motyw ostatnimi laty szalenie modny, deskorolka to symbol wielkiej subkultury hiphopowej, a długi, powiewający płaszcz to nieodzowny element stroju jednego z najbardziej rozpoznawalnych superbohaterów, czyli Batmana. Tym zestawem cech zostaje obdarowana niepozorna irańska dziewczyna, która spowita w czador przemierza nocami ulice Złego Miasta, kojarzącego się ze słynnym Sin City (Miastem Grzechu), znanym z kultowych komiksów Franka Millera. Czarna kreska na oku i czerwona szminka na ustach podkreślają bladość jej wampirzej skóry i stanowią mocny kontrast w tym czarno-białym obrazie.

„O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu” to film nietuzinkowy, wyjątkowy, bardzo oszczędny w słowach, ale niesamowicie bogaty w grę światłem, cieniem i dźwiękiem. Niepokojąca muzyka towarzysząca najważniejszym scenom w filmie nie pozostawia widza w niepewności co do odczuć głównych bohaterów względem siebie nawzajem. Bo Arash, chłopak przypadkowo „uratowany” przez spotkaną na ulicy wampirzycę, zakochuje się w tajemniczej postaci w czadorze. Ona sama, mimo swojej złowieszczej natury, atakuje tylko osoby jednoznacznie złe. Ci, którzy nawet czynią zło, lecz wynika to z ich sytuacji życiowej, zostają oszczędzenia, tak jak Atti, w której dziewczyna nie widzi prostytutki i narkomanki, lecz nieszczęśliwą, smutną kobietą.

Przejmujący, momentami zabawny, ironiczny, emocjonalny film, w którym światło nie zawsze ujawnia sekrety, to wyjątkowa lekcja dla wielbicieli mocnego kina amerykańskiego z szybką akcją, strzelaniną i przegadanymi dialogami. Oszczędność, emocje i artyzm w połączeniu ze znanymi, oklepanymi popkulturowymi motywami to naprawdę wspaniała mieszanka, która udowadnia, że  Ana Lily Amirpour to obywatelka świata o duszy zainfekowanej irańską nostalgią. Piękny, subtelny i eklektyczny – film „O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu” naprawdę wart jest obejrzenia!

Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)

„O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu”, reż.  Ana Lily Amirpour



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat