Panem to państwo podzielone na dwanaście dystryktów. Co roku każdy z nich musi zgłosić dziewczynę i chłopaka w wieku 12 do 18 lat, by wzięli udział w krajowych igrzyskach. Stawką jest śmierć i życie: zwycięzca może być tylko jeden. Udział jest obowiązkowy i ma przypominać o stłumionym kiedyś buncie jednego z dystryktów. Chociaż większość z zamieszkujących kraj ludzi to biedni (i żyjący niczym dziewiętnastowieczni) robotnicy, w stolicy dominuje feeria barw oraz najnowsze technologie. Politycy wraz z prezydentem na czele rządzą krajem, do propagandy wykorzystując telewizję. Dlatego też igrzyska są w całości kontrolowane, realizowane oraz emitowane nawet w lichej chatce górników z dystryktu dwanaście. Stąd właśnie pochodzi Katniss Everdeen (Jennifer Lawrence – pamiętna z głównej roli w „Do szpiku kości”), pierwsza w historii ochotniczka. Jej partner w walce to Peete (Josh Hutscherson). Wybrani i skazani jadą razem do Capitolu. W luksusowym pociągu poznają swojego mentora, który sam kiedyś był zwycięzcą. Pozorny alkoholik wykaże się jednak nie tylko marnymi poradami typu „jeśli nie zginiesz od razu”. Igrzyska to show pod każdym względem Trzeba dobrze się zaprezentować i ubrać, wykazać odpowiednio medialną postawą. Sprzedać własne życie w otoczce blichtru. To może zachęcić sponsorów do pomocy, nie tylko finansowej, ale i takiej, która całkiem nieoczekiwanie spada z nieba na ziemię. Bohaterowie mogą przekonać się o tym, jak bardzo jest ważne, zwłaszcza gdy śpi się na drzewie, a zraniona noga uniemożliwia dalszą ucieczkę.
„Igrzyska śmierci” to opowieść zrobiona z rozmachem. Życie w reżimie, bo na takie państwo wygląda Panem, nie jest łatwe. Przed wyborem na trybuta Katniss polowała z łuku, by dokarmić rodzinę. Poważna, prostolinijna, skupiona na wspieraniu matki. Wie, czym jest śmierć, ale nie chce zabijać ludzi. Rozumie jednak, tak jak i Peete, że w tej walce przegrać znaczy zginąć. Mimo pewnej prostoty całej opowieści film pozytywnie zaskakuje niektórymi dwuznacznościami. Dzieje się tak m.in. w przypadku wątku miłosnego między trybutami, niezbyt oczywistymi koalicjami między uczestnikami igrzysk, jak i zakończeniem. Wygrana poza oczywistym faktem zwycięstwa, jak się prawdopodobnie okaże, nie będzie wcale łatwa do zaakceptowania przez władze. To otwarte zakończenie jest ciekawe, ponieważ stawia przed widzem pytanie, czym rozpocznie się następna część trylogii. Również mimo tego, że jest to superprodukcja o wielomilionowym budżecie, możemy znaleźć gdzieniegdzie metafory czy pytania odnoszące się także do naszego życia. Na ile kontrolowane jest ono kontrolowane, na ile jesteśmy sobą, jak wiele zależy od kulturowych uwarunkowań, czy akceptujemy przemoc w naszym otoczeniu. Scenariusz do tej części filmu powstał na bazie książki o tym samym tytule. Ci którzy nie znają dzieł Suzanne Collins, będą mieli okazję się z nimi zapoznać, także w kinie, ponieważ są planowane realizacje pozostałych dwóch części z trylogii. Warto ten film zobaczyć także z powodu dobrej drugoplanowej obsady (m.in. Lenny Kravitz, Woody Harrellson, Donald Sutherland), ale i w szczególności młodych aktorów grających główne role (średnia wieku to dwadzieścia lat).
Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)
„Igrzyska śmierci” (The Hunger Games) USA 2012
Komentarze