Odyseja Phillipsa

Recenzja filmu „Kapitan Phillips”.
Film zebrał wiele pozytywnych recenzji, ale nie wydaje się niczym nadzwyczajnym.

Nie trzeba było długo czekać, aż głośne pirackie napady na statki u wybrzeży Somalii zostaną sfilmowane i przedstawione na srebrnym ekranie. Wystarczyło, że porwano pewnego kapitana o nazwisku Phillips.

Hollywood uwielbia filmy oparte na faktach, szczególnie dramaty biograficzne. Dlatego postanowiono porządnie się przyłożyć, zorganizować statki, wypłynąć w może, zatrudnić super ekstra gwiazdorską obsadę… no, może jednego super ekstra aktora, i przepis na sukces porywający ludzkie serca zagwarantowany. Ale czy na pewno?

Film opowiada historię kapitana żeglugi wielkiej Richarda Phillipsa, który w 2009 roku wyruszył w rejs z nieoczekiwanym zakończeniem. Podczas rutynowej trasy statkiem kontenerowym MV Maersk Alabama doszło do ataku statku pirackiego na jednostkę. Po niespecjalnie długiej ucieczce i szamotaninie na pokładzie grupka 4 piratów opanowuje statek. „Dzicy,” bo tak należy oceniać profesjonalizm adwersarzy, tak szybko jak się na statku znaleźli, tak samo szybko zostają z niego usunięci podstępem. I tutaj zaczyna się odyseja kapitana Phillipsa, który zostaje uprowadzony i wraz z piratami uwięziony na tratwie ratunkowej. W filmie oczywiście nie zabraknie dzielnych amerykańskich chłopców w mundurach z ich wielkimi pukawkami.

W rolę główną wcielił się Tom Hanks i tutaj kończą się możliwości wymieniania plejady gwiazd. Reszta aktorów nie pochodzi z tej samej ligi, szczególnie dzicy piraci, o których, prócz wymienienia imion i nazwisk, nie można powiedzieć właściwie nic więcej. Na pewno dzięki takiemu zabiegowi dało się oszczędzić sporo pieniędzy. Ale czy to oznacza, że obsada zawodzi widza? Oczywiście nie! Już same cechy wizualne aktorów budują niesamowity klimat, a z pewnością ciężko byłoby dobrać sławnego aktora o aparycji przeciętnego somalijskiego pirata.

Zdjęcia są przede wszystkim obrazem marynistycznym koncentrującym się na oceanie i kilku jednostkach pływających. Widz przez chwilę może podziwiać piaszczyste plaże Somalii i amerykańską autostradę, ale to morze jest głównym tłem wydarzeń.

Film zebrał wiele pozytywnych recenzji, ale nie wydaje się niczym nadzwyczajnym. Kino zna wiele przypadków, w których motywem przewodnim stają się relację porywaczy i porwanego – niezwykłe jest tylko tło. Porwanie Richarda Phillipsa nie ma znamion niezwykłości, a morze nie jest na tyle pociągające, by nazwać ekranizację powieści autobiograficznej wybitną.

Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)

„Kapitan Phillips”, reż. Paul Greengras, 2013 USA



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat