Jak świat długi i szeroki, zawsze byli zwolennicy „pełniejszych” kształtów niewieścich i tych bardziej „skromnych”. W Afryce na przykład mieszka plemię Tuaregów. Znane jest z tego, że „tuczy” swoje kobiety od małego. Bo kobieta pulchna, to oznaka zdrowia i płodności.
Nie należałam i nie należę do grona szczupłych kobiet. Moja figura nie przypomina Twiggy, raczej skłaniam się do kształtów pani Lopez. Nigdy nie miałam z tym problemów. No może, poza małym incydentem w okresie dojrzewania. Popadłam wtedy w swoistego rodzaju nadwrażliwość dotyczącą wszystkiego, co było związane z moją urodą. Koleżanki miały to samo, a kolorowa prasa i zawarte w niej dobre rady, jak być szczupłą i ponętną, robiły swoje. Moje liczenie kalorii w pewnym momencie, o mało nie doprowadziło mnie do anoreksji. Na szczęście w porę się opamiętałam.
Ponownie problem kobiecego „rozmiaru” pojawił się w moim życiu znienacka i doprawdy był niezbyt przyjemnym wydarzeniem. Otóż, oddawałam się przyjemności, jaką jest surfowanie po internecie, czytałam ploteczki ze świata wielkich i sławnych, gdy…natrafiłam na wypowiedź jednego z czołowych polskich projektantów mody, niejakiego Dawida W. Jegomość ten, słynący skądinąd z najbardziej wydatnych małżowin usznych w świecie projektantów, postanowił podzielić się swoimi przemyśleniami na temat kandydatek na modelki. I nie byłoby w tych przemyśleniach niczego aż tak ciekawego i szokującego, gdyby nie jedno zdanie :” Nie mówię tu o grubaskach, dziewczynach w rozmiarze 40, bo one się nie nadają do prezentowania mody…”.
Auć! Zabolało i to mocno. Zwłaszcza, że przeczytała to właśnie „grubaska w rozmiarze 40”! W pierwszej chwili rzuciłam wiąchą pod nosem i chciałam wyłączyć tę stronę. Następnie zrodziła się we mnie chęć popełnienia seppuku otwieraczem do konserw. W końcu taki „grubas” jak ja, nie powinien swoim wyglądem zaśmiecać świata, po którym stąpa niejaki Dawid. W. Po dłuższej chwili, gdy emocje moje trochę opadły, w ramach pocieszenia, zaaplikowałam sobie sporą porcję lodów śmietankowych oraz dodatkowo w formie dopalacza, dodałam jeszcze mleczny baton z nadzieniem. Polecam. Nic tak nie polepsza samopoczucia jak ten wyżej wymieniony zestaw.
Posilona i uspokojona zasiadłam ponownie przed monitorem komputera i postanowiłam przeanalizować sens wypowiedzi owego projektanta.
Przecież możemy przyjąć, że pan wypowiadał się tylko i jedynie o kobietach, chcących pracować jako modelki. Wtedy rzeczywiście rozmiar się liczy, bo jak wiadomo projektanci uwielbiają tworzyć dla kobiet - wieszaków. Jednakże, czy modelka w rozmiarze 40, to przesada? Dlaczego przyjęło się uważać, że górna granica rozmiaru, która przysługuje pięknej kobiecie to rozmiar 36? Czy piękno powyżej tego rozmiaru nie istnieje? Czy rozmiar 40 to wstyd? Dlaczego modelki są takie chude? Ilość pytań, dotyczących tematu kobiecego rozmiaru, nie ma końca.
Jakiś mądry „modowy guru” wymyślił, że tylko chude jest piękne i godne pożądania. Reszta, jakby pozbawiona swojego zdania, poddała się temu trendowi i dryfuje na oceanie głupiej mody. Co najgorsze, styliści zabrnęli już tak daleko w swoich teoriach na „chude” piękno, że stało się ono zasadą. Obecnie, gdy znajdzie się śmiałek, który zechce wyłamać się z ogólnie przyjętych kanonów, jest natychmiastowo uznawany za oryginała.
Być może łatwiej jest projektować mniejsze rozmiary, ale czy właśnie miarą projektanckiego kunsztu nie powinna być umiejętność tworzenia dla kobiet o pełniejszych kształtach? Co za sztuką bowiem jest udrapowanie na tyczce tkaniny wielkości chusteczki do nosa?
Przez egoizm i wygodę projektantów, stworzono modelki - anorektyczki, na których można policzyć cały kościec. Gdyby jeszcze ten trend chudości był tylko i wyłącznie obecny na wybiegu. Ale nie, on wyszedł na ulice, rozpanoszył się w mediach, na okładkach kolorowych pism. Młode kobiety wchodzące w życie, pozbawione zostały możliwości racjonalnego postrzegania swojego ciała. Wmówiono nam, że rozmiar większy niż 36, to już otyłość, a otyłość wiąże się z zaniedbaniem, obżarstwem i jest po prostu fe. Gdzieś po drodze pomiędzy szczupłą sylwetką, a otyłością zgubiono rozmiary ”kobiece”, które posiada większość z nas.
Tak naprawdę, to dobrze się stało, że pan Dawid W. powiedział to, co powiedział. Teraz kolej na nas - kobiety. Powiedzmy wreszcie stanowcze ”nie” głupocie mody na chudość. Zacznijmy obnosić się z naszymi rozmiarami i bądźmy z tego dumne. Po coś w końcu matka natura obdarzyła nas krągłymi biodrami i pełnym biustem.
A do pana Dawida W. kieruję jedno pytanie: czy równie otwarcie jak o rozmiarach kobiecych, potrafi mówić o męskich? Zwłaszcza o rozmiarach, które zdaje się niezbyt chętnie szufladkuje się w kategorii „małe”?
Katarzyna Redmerska
(katarzyna.redmerska@dlalejdis.pl)
Komentarze