„Piąta fala” – recenzja

Recenzja filmu „Piąta fala”.
Kolejna adaptacja książki, wokół której jest wiele kontrowersji. „Piąta fala” zebrała niskie oceny, choć powstała na podstawie bardzo dobrej powieści. Co z nią więc jest nie tak?

W kinach możemy oglądać ekranizację książki Ricka Yanceya i jak to często z adaptacjami powieści bywa, odbiegają od papierowego pierwowzoru. Wyreżyserowane przez J. Blakesona kino nie dość, że nie pokrywa się z powieścią, to na dodatek nie ma w nim nic, co mogłoby zaskoczyć widza. W głównych rolach zagrali między innymi Chloe Grace Moretz, Nick Robinson i Alex Roe.

Ziemia zostaje zaatakowana przez obcych, przez co 98% populacji zostaje zniszczone. Kosmici uderzyli w Ziemię pięcioma falami – ciemnością, zniszczeniami, epidemią i inwazją. Ostania fala ma sprawić, że świat, który znamy, przestanie istnieć. Szesnastoletnia Cassie Sullivan przetrwała kataklizmy i z pogodnej nastolatki zmieniła się w pozbawioną zahamowań samotną kobietę. Przy życiu trzyma ją jedynie nadzieja na odzyskanie brata, którego zabrało amerykańskie wojsko. Cassie wyrusza więc do bazy, choć przed nią długa i niebezpieczna droga. Jej brat już może nie żyć, ale dziewczyna nie poddaje się tak łatwo. Pomocą służy jej tajemniczy Evan.

Pomysł na film ciekawy, choć już wiele podobnych produkcji powstało. Niestety wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Ciekawy początek sprawia, że widz zaczyna wiele oczekiwać od reszty. Niestety miałam wrażenie, że „Piąta fala” była złożona z przypadkowo nakręconych scen, które zupełnie nie były ze sobą powiązane. Minusem było również podanie całkowitego minimum informacji, co w innym wypadku może zachęciłoby do obejrzenia kontynuacji. Tutaj zadziałało odwrotnie, a widz po obejrzeniu nie miał pojęcia, o co tak naprawdę chodziło w filmie. Nijaki koniec zapowiada oczywiście kolejną część, ale czy to będzie opłacalne? Dopiero się okaże.

Oprócz jednak mało polotnego wykonania widzowie dostaną również sporą dawkę strzelaniny, trochę wszystkomogącego amerykańskiego wojska oraz dużą emocjonalną bombę. Według mnie jedyny wątek, rzeczywiście zasługujący na uwagę, to właśnie ten, w którym emocje królują nad resztą treści. Przedstawienie miłości siostry do brata i ukazanie jej w taki sposób, że wyciska łzy z oczu – przynajmniej wrażliwszej części widowni – trochę wzbogaca cały film. Mało tego... Sprawia, że tylko dlatego człowiek powstrzymuje się przed wyjściem w środku seansu.

Główna bohaterka jest ciągle w centrum uwagi, a jej emocje są bardzo dobrze wyeksponowane. Tutaj brawa należą się Moretz, która doskonale wcieliła się w rolę cierpiącej siostry. Niestety skupienie na Cassie sprawiło, że pozostałe postaci zostały potraktowane trochę po macoszemu w tym tajemniczy Evan, mający w sobie niesamowity potencjał. Na nieszczęście i akcja filmu na tym ucierpiała.

Na pochwałę zasługują efekty specjalne, które możemy oglądać na początku tej ekranizacji. Pokazanie klęsk żywiołowych, pękającej ziemi, a nawet statku kosmicznego bardzo urozmaiciło obraz, aż szkoda, że film nie miał w sobie więcej takich momentów. Tym bardziej, że sceneria nie pokazuje końca świata. Bohaterka biega po lesie, piękne słońce przenika przez korony drzew i co jakiś czas widać porzucone na drogach samochody. Do tego dodajmy niepowiązane ze sobą dialogi kosmitów, którzy są, ale jednocześnie nie wiadomo, o co z nimi chodzi i silną bohaterkę, będącą wciąż w centrum uwagi, a otrzymamy „Piątą falę”. Czy warto poświęcić na nią czas? Oceńcie sami.

Katarzyna Łochowska
(katarzyna.lochowska@dlalejdis.pl)



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat