To bardzo dobry, głęboki film o relacjach między ludźmi, którzy choć powinni być sobie bliscy, czasem zupełnie niepotrzebnie się od siebie oddalają.
Każdy z trójki bohaterów kogoś stracił. Jack (Mark Duplass) musi się uporać ze śmiercią brata, co przychodzi mu z wielką trudnością, ponieważ wydaje mu się, że nie ma w swoim otoczeniu nikogo, z kim mógłby swój żal dzielić. Iris (Emily Blunt) również przeżywa bolesne chwile, bo zmarły mężczyzna był jej chłopakiem. Widząc jednak, w jakiej rozsypce jest Jack, proponuje mu samotny wyjazd w odludne miejsce, w którym będzie mógł uporać się ze swoimi uczuciami i nabrać dystansu do świata. Początkowo niechętny, mężczyzna wyrusza na swoim czerwonym rowerku do domku w lesie. Zbieg okoliczności sprawia jednak, że samotność staje się niemożliwa, bo ktoś wcześniej przybył do tego miejsca, w którym nie ma nic poza tequilą i resztkami w lodówce.
Hannah (Rosemarie DeWitt) właśnie rozstała się z ukochaną po wielu latach wspólnego życia. Rozgoryczona, smutna i niespełniona, stara się oderwać od smutnych wydarzeń i pomyśleć w ciszy i spokoju nad kierunkiem, w którym zmierza jej życie. I zdecydowanie nie potrzebuje do tego obecności faceta, który tak samo jak ona potrzebuje pomocy. Jednak wbrew wszelkiej logice, na przekór rozsądkowi i za przyczyną zbyt wielu zwierzeń przy kieliszku, Jack i Hannah lądują w łóżku. Dwoje ludzi, przepełnionych żalem i złością, ujawnia swoje wielkie, przemożne pragnienie bliskości drugiego człowieka i więzi z nim. W przypadku tej dwójki nie ma znaczenie orientacja seksualna, wcześniejsze doświadczenia czy uczucia, którymi darzą innych – oboje zranieni i przetrąceni przez trudną sytuację szukają zupełnie naturalnej, a wręcz niezbędnej bliskości. Jednak jedna noc okazuje się zmieniać o wiele więcej niż początkowo się bohaterom wydaje.
Do Jacka i Hannah dołącza Iris, która również szuka chwili wytchnienia poza miastem. Zakochana w Jacku, ma nadzieję otworzyć przed nim serce, jednak gdy okazuje się, że jej siostra-lesbijka przespała się z nim, czuje się oszukana i bezbronna. Ma ogromny żal do siostry, która przecież kiedyś była jej najlepszą przyjaciółką. Z czasem daje jednak dojść do głosu obojgu winnym i wówczas na jaw wychodzi coś zupełnie nieoczekiwanego, co zmienia relacje całej trójki. Jednocześnie światło kolejnego dnia ujawnia moc pragnień, nad którymi nie zawsze można zapanować. Z drugiej strony pojawia się pytanie o to, czy warto poświęcić jedne relacje dla drugich i czy odpowiedzialność zawsze równo ciąży na każdej stronie „zbrodni”.
„Siostra twojej siostry” to prosty, ale niezwykle wartościowy film. Wszystko w nim jest prawdopodobne i prawdziwe, „napisane od serca”. Wiele scen stanowi niemal zapis codzienności, w której parzy się kawę i wieczorem chodzi w piżamie i bamboszach. Dlatego film Shelton tak mocno działa na emocje. W każdej z postaci można odnaleźć cząstkę siebie – w Hannah tą, która walczy, nie zawsze uczciwymi metodami, o swoje szczęścia. W Iris tą, która kocha rodzinę i jest w stanie wiele wybaczyć tym, na których jej zależy. W Jacku tego, który rozdarty nie wie, w którą stronę pójść, bo boi się, że samodzielne decyzje sprowadzą go na drogę cierpienia.
Shelton wyznała w jednym z wywiadów, że wiele scen jest totalną improwizacją i dzięki temu wrażenie autentyczności jest tylko wzmocnione. Reżyserka podkreśliła również, że efekt końcowej naturalności to wielka zasługa aktorów, którzy dali się ponieść historii i niekiedy zmieniali scenariusz na rzecz improwizacji. Efekt jest jednak świetny. Bo cóż bardziej naturalnego niż siostrzane nocne pogaduszki o chłopakach i marzeniach?
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
Komentarze