Nagość jest częścią nas. Czymś, od czego nie jesteśmy w stanie się oderwać. Ergo: jest koniecznością. Ale i potrzebą. Jej "funkcjonalność" jest bogata. Z nagości czerpią między innymi: medycyna, dla której staje się ona obiektem badań lekarskich, zespołem organów biologicznych. Psychologia - wówczas nagość nas identyfikuje, określa naszą tożsamość. Dialog z nią okazuje się niezbędny podczas programów terapeutycznych stawiających sobie za cel akceptację swego ciała? Co oczywiste, nagość pełni funkcję prokreacyjną, wiąże się nierozerwalnie z erotyką. No i w końcu - sztuka (malarstwo, rzeźba, fotografia). Cóż jest bowiem największym dziełem świata tuż po samym świecie, jak nie człowiek?
Afirmacja nagości
Nagie ciało to nagie piękno. Anatomiczna geometria. Konfiguracja masy elementów, które składają się na tę subtelną, cielesną całość. To jej faktura, barwa, proporcje, pozy, sposób ekspozycji w przestrzeni. Nie bez przyczyny tym "nagim aspektem" życia fascynował się Antyk ukazujący doskonałość ciała, poprzez jego rzeźbienie w marmurze. Nie bez powodu Renesans, zdejmując epoce Średniowiecza z oczu okulary "skromności", z takim zapałem oddawał się malarstwu nagich ciał. I choć nagość niejednokrotnie i z różnych względów jawnie doświadczała kryzysu tożsamości, za drzwiami sypialni od wiek wieków jest przedmiotem afirmacji.
Nagość wstydliwa, nagość skompromitowana
Wstydzimy się, bo czegoś nam brakuje, bo coś nie jest w nas takie, jak byśmy chciały, bo patrzymy i widzimy. Co więcej widzimy lepiej. Wstydzimy się także, kiedy nie chcemy, aby kto inny coś zobaczył. Nie od dziś jednak wiadomo, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a punkty widzenia nierzadko też są zwyczajnie skrzywione bądź mylne. Niemniej samo uczucie wstydu jest niejako w nas wpisane, a to, że takimi nas Pan Bóg stworzył, jakimi nas stworzył, wcale nie oznacza, że inni muszą nas takimi właśnie oglądać. Zwłaszcza nago. Nie muszą - fakt, ale mogą i często to robią. Sęk tylko w tym, w jaki sposób i czy za przyzwoleniem wyeksponowanego nagusa.
Wstyd to jedno, kompromitacja - drugie. W dobie cyberświata, rzeczywistości wirtualnej, wystarczy kliknąć w odpowiedniego linka, wejść na właściwą stronę, otworzyć określone okienko, a oczom naszym ukaże się nagość skompromitowana. Nagość, ale już nie jako sfera człowieka - podmiotu, ale jako człowieka - przedmiotu. Nagość, jak i sam nagus, stają się tu produktem na sprzedaż. I tak śledzimy w Internecie kompromitujące filmiki, zdjęcia, ale również kompromitujące komentarze pod nimi. Nie tylko materiały pornograficzne ciężkiego kalibru i stopnia ich profesjonalizmu czy amatorstwa, ale także te pokazujące w sposób komiczny lub/jednocześnie deprymujące zdefektowaną nagość człowieka - nagość wystawianą na pośmiewisko.
Nagość potępiona
W zależności od emocji, jakie nagość w nas wzbudza, a także od innych czynników na te emocje wpływających, chyba każdy z nas jakieś tam oblicze nagości potępia. Może nawet nie nagość sensu stricto, ale formę i sposób jej przedstawiania. I tak, ryzykownym co najmniej byłoby twierdzić, że rodzaj dewiacji seksualnej (parafilii, zaburzenia preferencji seksualnych), jaką jest ekshibicjonizm, mógłby być odczytywany jako rodzaj afirmacji. Należy zaznaczyć, że dewiacja, jako odszczepienie od normy jest społecznie nieakceptowana. Tym bardziej dewiacja na tle seksualnym. Niespodziewane spotkanie z ekshibicjonistą w pierwszej chwili szokuje, w drugiej przeraża. I mimo, że jest to dewiacja całkiem niegroźna (obnażający się z reguły nie ma na celu zrobienia krzywdy swojej ofierze), występują formy związane z przymuszaniem ofiary do oglądania tego spektakularnego nagiego show, co się wiąże z wywoływaniem w niej lęku.
Zarówno ekshibicjonizm, jak i różne formy molestowania seksualnego są bowiem nieproszonym wejściem w sferę nagości drugiego człowieka, czyli niczym innym, jak przemocą. A ta bez względu na jej rodzaj, wiąże się z potępieniem.
Promocja nagości i promocja przez nagość
Słowo "promocja" kojarzy się jednoznacznie: zabieg marketingowy. Marketing z kolei to forma handlu, a handluje się z reguły czymś. Tym samym mówiąc o promowaniu nagości, znów sprowadzamy tę sferę do pozycji przedmiotowej. Człowiek, którego nagość się pokazuje, reklamuje, promuje?, którego nagością prowokuje się do czegoś, co ma przynieść zyski materialne, sprowadzony jest do statusu produktu. Promocja nagości będąca formą torowania sobie drogi do kariery: sesje zdjęciowe, których soczyste efekty oglądamy później na łamach gazet. Reklamy, które nagość i automatycznie sączący się z nich erotyzm wykorzystują do celów sprzedażowych. A także wynikająca z tego wszystkiego moda, sposób kreowania siebie poprzez odsłanianie coraz to intymniejszych kawałków swego ciała. To wszystko sprowadza nas do stwierdzenia, że promowana nagość staje się jednym z instrumentów oddziaływania danego przedsiębiorstwa na rynek. Co więcej, poprzez trendy w modzie, promowane style tzw. noszenia się osób publicznych, przedsiębiorstwa owe nakłaniają odbiorców do odkrywania coraz to liczniejszych fragmentów naszego ciała. Tu krótsza spódniczka - widzimy całe udo, tu kusa bluzeczka - oczom naszym ukazuje się brzuszek, tam głęboki dekolt - szyja, ramię obnażone, do połowy nagie piersi, spodnie biodrówki - boczki na wierzchu, stringi - przy spodniach biodrówkach i krótkim sweterku nie sposób ich nie zauważyć.
Nago, namiętnie, zmysłowo?
Pisać na ten temat można by długo i namiętnie. Właśnie - namiętnie. Nagość, jak wiadomo, przywodzi na myśl burzę zmysłów, szał namiętności, falę ekstazy. Czegokolwiek by o niej nie pisać, zawsze będzie to sfera zarówno bardzo delikatna, jak i niezmiernie ważna w naszym życiu. Więc badajmy ją i poznawajmy, jak tylko umiemy, ale przede wszystkim świadomie ją wykorzystujmy i brońmy do niej dostępu, kiedy ktoś nieproszony próbuje w nią wtargnąć. Pielęgnujmy ją, dbajmy o nią, bądźmy z niej dumne i... kochajmy ją. Jest bowiem poniekąd nami, a podobno tylko wtedy, kiedy pokochamy same siebie, będzie nas w stanie w pełni pokochać ktoś inny.
Iga Zakrzewska
(redakcja@dlalejdis.pl)
Komentarze