Płeć piękna - pewność siebie i życiowa siła

Runmageddon - największy w Polsce i najbardziej ekstremalny w Europie cykliczny bieg przez przeszkody.
- Mówi się o nas „płeć piękna”, ale poza urodą największym pięknem jest pewność siebie i życiowa siła - stwierdza biegaczka OCR-owa.

W Runmageddonie rocznie startuje kilkadziesiąt tysięcy kobiet, które swoim udziałem potwierdzają, że Runmageddon to wyzwanie dla nich. Mierzą się z przeszkodami na trasie, a to doświadczenie uczy ich walczyć z przeciwnościami w życiu, bo jak mówi Klaudia: - Siła fizyczna przenosi się na tę psychiczną. Historia Runmageddonki, zawodniczki OCR idealnie pokazuje siłę, jaka drzemie w kobietach.

- Nie przypuszczałabym nigdy, że jeden bieg zrobi takie zamieszanie w moim życiu, że odkryję nową pasję i zacznę ścigać się z najlepszymi - mówi Klaudia, lat 26, audytor.

- „Ja na Runmageddonie? To nie dla mnie.” - a przynajmniej jeszcze kiedyś tak myślałam. Znałam kilka osób, które uprawiły ten ekstremalny sport. Myślałam sobie, że jeśli oni - sportowcy z krwi i kości - dobiegają na metę tak zmasakrowani, to jak ja bym się na niej czuła? Słyszałam tylko, że jest mega ciężko, ale trud rekompensuje ekscytująca przygoda. W końcu za namową znajomych, podjęłam rękawice.  Miałam tylko dwa tygodnie na przygotowanie i przestrach w oczach. Wybrałam się na zajęcia prowadzone przez Jakuba Zawistowskiego #gładkoprzezprzeszkody. Na treningu bałam się nawet doskoczyć do uchwytów przeszkody „Monkey bar”, dlatego Jakub podnosił mnie, abym chwyciła drążki, z których i tak po chwili spadałam. Chwyt, czyli najważniejszy atrybut Runmageddończyka, miałam zerowy. To Kuba wprowadził mnie w techniczne tajniki pokonywania przeszkód. Nie byłam nigdy typem siłacza, ale zobaczyłam, że w technice siła i z tą wiedzą było mi o wiele łatwiej. Trenowałam więc dalej - opowiada.

Zerwane pęcherze
- Dwa dni przed startem, na treningu pękły mi odciski na dłoniach. Ja, kobieta z zerwanym pęcherzami. To była bolesna próba charakteru, jednak nie zmieniła moich planów. Zakleiłam dłonie plastrami i stanęłam na linii startu wrześniowego Runmageddonu w Lesznowoli. Pokonałam Classic’a - 12 kilometrów z 50 przeszkodami. Jak było? Fantastycznie i męcząco. Tego nie da się opisać słowami. To trzeba przeżyć. Z jednej strony czułam się, jak dziecko, które w końcu bez rodzicielskich zakazów może taplać się w błocie, wspinać na ściany i skakać z nich. Z drugiej - byłam z siebie dumna, bo podchodziłam do przeszkód i pokonywałam je, najczęściej bez pomocy innych. Zdarzały się oczywiście kryzysy. Do dziś pamiętam, jak weszłam na Atak Szczytowy i bałam się zejść. Wtedy pojawiła się blokada w mojej głowie i myślałam, że to już koniec. Jednak, po kilku minutach zjechałam trzymając się liny i... okazało się, że nie było tak źle! Dziś pokonanie tej przeszkody zajmuje mi 10 sekund i nie ukrywam, że jest ona jedną z moich ulubionych. Większość z przeszkód na trasie widziałam pierwszy raz, ale różnymi sposobami dawałam sobie z nimi radę. To uczucie, kiedy stajesz przed wyzwaniem i przekonujesz się na własnej skórze, że możesz to zrobić. Ty, kobieta, jesteś w stanie wdrapać się na 3-metrową ścianę i przeskoczyć ją. A gdy dobiegasz do mety przeżywasz katharsis. Dopiero w domu, po kilku dniach dociera do Ciebie, co zrobiłaś, a twoja samoocena rośnie. Wzrasta pewność siebie. Wiesz, że stać Cię na wiele, a to co krępowało twoją wartość do tej pory, to tylko niepotrzebne obawy - opowiada Klaudia.

Narodziny pasji
Miesiąc później po pierwszym Runmageddonie ruszyłam z koleżanką na Kocierz. Przed nami Górski Runmageddon i formuła Rekrut. To był drastyczny wycisk, niby 6 kilometrów, ale to była już późna jesień, pogoda nie dopisała, było mnóstwo podbiegów i wymagające przeszkody. Po zdobyciu mety miałam dość, ale z drugiej strony doświadczając trudności tego biegu, wiedziałam, że dałam radę i znowu czułam to uczucie dumy. Przy totalnym zmęczeniu uśmiech nie schodził mi z twarzy. Był napędzany poczuciem ogromnej satysfakcji. Po dwóch startach, które pokazały, że mam siłę i charakter przyszedł ten, który źle zinterpretowany mógłby mnie ich zupełnie pozbawić. Siedlce - Finał Ligi Runmageddon. Praktycznie od początku nic się nie układało tak, jak chciałam. Było przenikliwie zimno, spadł pierwszy śnieg, a przyprószone nim przeszkody były nie do przejścia. Po ostatnim starcie w sezonie 2018 postanowiłam sobie, że przez zimę solidnie potrenuję, a na wiosnę wrócę i.... „spalę tę budę!”.

Miejsce w elicie
We Wrocławiu, w kwietniu dla rozgrzewki pobiegłam tak, jak większość startujących, w serii Open. Zależało mi, aby samodzielnie pokonać wszystkie przeszkody. Tym razem wszystko szło jak z płatka. Dobiegając na metę uściskałam z radości stojącą tam wolontariuszkę. Zrobiłam to! Dlatego na następnym biegu, w Ełku postanowiłam wystartować w serii Elite. W maju 2019 stanęłam na starcie fali dla elity biegów przeszkodowych. Zdecydowałam się zacząć z wysokiego C i na początku swojej przygody z seriami Elite pokonać... formułę Hardcore. To był bieg ligowy, więc obok mnie na linii startu stanęły najlepsze OCR-owe zawodniczki Polski. One chciały wygrać, a moim celem było po prostu doniesienie opaski. Byłam ciekawa, jak sprostam temu zadaniu. Mogłabym powiedzieć – udało się. Ale nie, nie udało się - ja to zrobiłam. I wtedy uwierzyłam, że zrobię to jeszcze nie raz. Poradziłam sobie ze wszystkimi przeszkodami wg regulaminu i z ósmym czasem dotarłam na metę. To był mój sukces, który zapoczątkował sportową pasję i jednocześnie dał wstęp do biegów na poziomie mistrzowskim. To w Ełku, w fali Elite zdobyłam kwalifikację na Mistrzostwa Europy i Mistrzostwa Polski. Na tamten czas to nawet nie był mój plan, a bardzo odległe marzenia.

Runmageddon = misja
W 2019 roku pokonałam łączenie około 19 biegów przeszkodowych, w tym 12 Runmageddonów i z całkowitą pewnością mogę potwierdzić, że Runmageddon to sport dla kobiet.  Cały czas, panuje społeczne przekonanie, że kobiety są słabsze, że nie dadzą rady mierzyć się z „przeszkodami” i co najgorsze – kobiety same w to wierzą. Prawda jest jednak taka, że te słowa blokują w nich odwagę i ogromne pokłady energii, która w nich drzemie.  Dementuje: Runmageddon to nie jest typowo męski sport, a odwaga, siła i charakter to nie są cechy zarezerwowane dla konkretnej płci. Siła tkwi w nas i warto ją sobie uświadomić choćby startem w ekstremalnym biegu. Mówi się o nas „płeć piękna”, ale poza urodą największym pięknem jest pewność siebie i życiowa siła - konkluduje Klaudia.

Fot. Runmageddon
Informacja prasowa



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat