Czy którakolwiek kobieta, myśląc o George Clooneyu – jednym z najprzystojniejszych i najseksowniejszych mężczyzn na świecie, wyobraża go sobie jako podtatusiałego, zdradzanego ojca nastoletnich dzieciaków? Z całą pewnością nie! Ale Clooney nie raz już zaskakiwał, drwiąc czasami okrutnie ze swej doskonałej powierzchowności. Taki wizerunek Georga możemy zobaczyć w filmie Alexandra Payne`a „Spadkobiercy”. Bynajmniej jednak nawet ucharakteryzowany na tatuśka, nie traci nic ze swojej atrakcyjności.
Fabuła „Spadkobierców” nie jest ani skomplikowana, ani zbyt wyszukana. Podobna tematyka przewijała się już niejednokrotnie w lepszych bądź gorszych obrazach. Otóż Matt King (Clooney) jest ojcem dwóch nastoletnich dziewczyn tylko jakby na pół etatu, wiecznie zajęty sprawami zawodowymi (prowadzi kancelarię prawniczą). Dopiero tragedia rodzinna – żona ulega wypadkowi na motorówce i zapada w śpiączkę – sprawia, że zmienia się jego nastawienie i zbliża się do córek. W międzyczasie, odkrywając, że żona rozumiała przysięgę wierności małżeńskiej nieco odmiennie od niego. Do tego dochodzi jeszcze pokaźnych rozmiarów spadek.
Walorami odróżniającymi ten film od szeregu podobnych, są: po pierwsze świetnie napisany scenariusz z ciekawymi, często zabawnymi dialogami (oparty na bestsellerowej książce Kaui Hart Hemmings pod takim samym tytułem) i sceneria, w której rozgrywa się akcja, a mianowicie – malownicze Hawaje. Największy atut „Spadkobierców” to rzecz jasna sam George Clooney, który potrafi wcielić się po mistrzowsku w każdą niemal postać, nic dziwnego, że otrzymał nominację do Oskara (a być może zgarnie tę statuetkę po raz kolejny).
Oglądając „Spadkobierców” przyjemnie spędziłam czas. Nie jest to film, który zapada głęboko w pamięć, wywołując poruszenie naszych szarych komórek mózgowych. Niemniej jednak nie takie było jego przesłanie. To familijna opowieść, pełna pozytywnych akcentów, którą miło się ogląda.
Jowita Kubiak
(jowita.kubiak@dlalejdis.pl)
„Spadkobiercy”, reż. Alexander Payne
Komentarze