Śledząc relacje dziennikarskie z ogarniętego powodzią kraju, nawet nie byłem zbytnio przejęty. Przecież co roku zalewa południe, przecież co roku ktoś tonie, ktoś traci dach nad głową, ktoś traci wszystko, co ma. Dlaczego teraz miałoby być inaczej, czyżby o wszystkim decydowała skala? Zainteresowanie nas Polaków rośnie w miarę narastających strat. Przypuszczalnie, już niedługo ktoś okrzyknie rok 2010 rokiem narodowych tragedii i będzie nas straszył tymi czterema cyferkami jeszcze przez kolejne lata, do następnej wielkiej wody, do następnej narodowej tragedii. Nie można nie współczuć powodzianom, ale czy wszystko dzieje się bez przyczyny, czy o wszystkim decyduje tylko nieokiełznana siła natury?
Wiele osób bulwersuje się, słysząc komentarze odnośnie wałów, odnośnie tego że niby za stare, nie modernizowane, nie spełniające norm. Ich argument jest żelazny i trudny do obalenia, a mianowicie: ?Po cholerę budowali się na terenach zalewowych?!? Trudno polemizować z czysta logiką i w obliczu niej budowa nowych tam, zbiorników retencyjnych staje się bezsensowna, po prostu oddajmy rzekom to co ich. Tutaj pojawia się problem, czynnik ludzki, który pcha społeczeństwo do ryzykowania, a to dla ładnego widoku, a to dla komfortu, a to, że od zawsze tam mieszkali. Ryzyko jest wpisane w koszta i wielu z powodzian, którzy mają niejedną powódź za sobą dobrze o tym wie.
Określenie, co właściwie możemy zrobić, czy stanie bezradnie jest jedynym rozwiązaniem wobec sił natury, jest bardzo trudne. Z jednej strony nie możemy mieć pretensji do nikogo. Wiem,y gdzie są tereny zalewowe, teraz tylko kwestia, co zrobimy z posiadaną wiedzą. Z drugiej strony, gdy wszystko tonie, chcemy pomocy, rozpaczliwie rozglądamy się za społeczną solidarnością i wsparciem, które pomoże przetrwać najtrudniejsze. Wydaje mi się, że nie ma większego sensu rozbudowa i rozdmuchiwanie problemu braku infrastruktury przeciwpowodziowej czy też strat. Woda przecież opadnie, a na wały, nieważne jakie by nie były, zawsze znajdzie się fala. Najlepszą ochrona będzie świadomość ludzi, oswojenie się z żywiołem, samo przygotowanie. Nie ma co obwiniać innych za coś, co mogło się przewidzieć samemu. Wystarczy sprawdzić na mapie rozpiętość terenów zalewowych, czy też obserwować rzekę i pogodę.
Patrzyłem, jak ludzie koczowali w swoich odciętych od świata domach, opuszczając je dopiero w ostatniej chwili, gdy już nie było innej opcji. Zapominamy, że my jesteśmy najważniejsi, że to dzięki nam gromadzi się bogactwo ? życie przede wszystkim, więc nie rozpaczajmy za martwym dorobkiem, bo to on jest teraz pod wodą, a nie my. Na koniec, oswójmy się z samą rzeką, ona była tu od zawsze, my jesteśmy tylko przejazdem. Zachowajmy się odpowiednio wobec jej majestatu i siły w niej drzemiącej.
Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)
Komentarze