Powojenna sekta naprawia świat

Recenzja DVD „Mistrz”.
Czego ludzie poszukują w sektach: bezpieczeństwa, jasnego obrazu świata, akceptacji? To jedno z wielu pytań, które w swoim nowym filmie pt. „Mistrz” stawia Anderson.

Ponad dwugodzinny seans przenosi nas w lata 50. Ameryka podnosi morale swoich bohaterów, którzy walczyli na wojennych frontach. Jednym z nich jest Freddie Quell (Joaquin Phoenix). Młody mężczyzna, który pracuje na statku. Jego surowa ociosana twarz jest taka jak życie marynarza. Mroczne, pełne skrywanej agresji, problemów z alkoholem, seksem, nieradzeniem sobie z nienawiścią do świata i samego siebie. W czasie jednej z ucieczek przed ludźmi trafia przypadkiem do miejsca, które stanie się na dłużej jego całym światem. Sekta zgromadzona wokół Dodda (P. Seymour Hoffman), tęgawego mężczyzny w średnim wieku, wierzy w Sprawę. Źródłem ich działań jest projekt dotyczący podróży w czasie, oczywiście tych mentalnych, które ułatwią rozpoznanie poprzednich wcieleń. To z kolei pozwoli i na uleczenie chorób, rozpoznanie ich przyczyn jak i na wydobycie z siebie sedna własnej istoty. Wyznawcy sponsorują swojego guru. Organizują wiece, spotkania w prywatnych domach. Ci, którzy wykażą choćby cień wątpliwości, na pewno nie zasłużą sobie na miłość. Nawet w życiu pozagrobowym.

Film ”Mistrz” porusza wiele wątków. Ujawnia procesy funkcjonowania sekty, werbowania ludzi, zbierania funduszy. Rysuje także kontrowersyjność przywódcy. Ten pozornie dobroduszny człowiek potrafi z żelazną logiką głosić i praktykować całkowicie odmienne poglądy. Jego relacja z Freddim jest również zastanawiająca. Daje szansę złamanemu człowiekowi na powrót do świata zwykłych ludzi. Chce wpłynąć na jego socjalizację, wytłumić agresję. Jednocześnie traktuje go jak wiernego ucznia, syna, asystenta oraz wspaniały materiał do poglądowych lekcji pokazujących jak bardzo jego metoda „leczenia” ludzkich znarowionych charakterów jest doskonała. Między obojgiem zawiązuje się silna więź, prawie uczucie. Freddie staje się więc z czasem królikiem doświadczalnym oraz obrońcą wiary w Dodda.

Opowieść o Mistrzu i uczniu rozgrywa się na tle lat 50. Dzięki temu mamy okazję obejrzeć wysmakowane wnętrza, pełne szykownie ubranych dam i dżentelmenów. Również muzyka jest istotnym elementem obrazu. Pojedynek aktorski, jeśli można tak go nazwać, stanowczo wygrywa Joaquin Phoenix. Powolnie, nieśpiesznie prowadzona narracja jest jednym z atutów „Mistrza”. Jednocześnie  również powoduje rozmycie się całej historii. Po półtorej godzinie opowieść ciągnie się i ciągnie, i można już tylko zgadywać kolejne ruchy bohaterów. Zakończenie nie jest wprawdzie oczywiste, co jest dla widza miłe. Ponoć pierwowzorem „Mistrza” była sekta scjentologów oraz życie jej założyciela. Anderson pokazuje wielopoziomowy obraz ludzi uwiedzionych przez wiarę, której podwaliny czasem wymyśla się na bieżąco. „Mistrz” z całą pewnością daje widzom do myślenia i buduje świetnie wykreowany świat. Mimo swej precyzji i wyrazistości, moim zdaniem niestety do arcydzieł się nie zalicza. Z całą pewnością jest natomiast co najmniej godzien obejrzenia jako jeden z  nielicznych filmów, który tak wielostronnie pokazuje zależności między manipulacją a szukaniem własnego miejsca na świecie.

Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)

DVD „Mistrz”, reż. T. Anderson, Gutek Film



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat