Nie ma co kwestionować oczekiwania świata na każdy kolejny film z agentem 007. Daniel Craig świetnie wpisuje się w rolę, wprowadzając powiew świeżości do zblazowanej postaci Bonda przeświadczonego o własnej niesamowitości. Jest wyrazisty i realny dla przeciętnego odbiorcy. Jego wzloty i upadki zbliżają go do odbiorcy, dając uczucie realizmu, które zazwyczaj było gdzieś poza filmami z Jamesem Bondem.
Fabuła „Skyfall”opowiada, jak zawsze, o niesamowitym super złoczyńcy, który chce zaszkodzić światu i MI6, albo właściwie raczej MI6 i szefostwu organizacji. Przeciwnik ciężki, a jedyną odpowiedzią, jaką może wystawić organizacja rządowa Jej Królewskiej Mości to właśnie James Bond. Niestety, nadzieja Brytyjczyków po ostatniej nieudanej akcji wywiadowczej jest mocno wstrząśnięta, a nawet zmieszana i nie jest pewne czy uda mu się podołać trudnej i wymagającej misji. Akcja niczym nie odbiega od sztampowych szkieletów kina sensacyjnego.
Nie można powiedzieć, by prawie 2,5 godziny filmu się dłużyło, ale też nie porywało i nie sprawiło, by chciało się wracać do opowieści o 007. Nie okrzykiwałbym „Skyfall” najlepszym filmem z Danielem Craigiem, nie spisywałbym na straty – trzyma poziom. Brak świeżości można tłumaczyć niekończącą się serią o agencie brytyjskiej korony albo powtarzalnym i przewidywalną ramą filmu. Nieprzewidywalne są tylko niuansiki.
Nie jest to najlepszy film sensacyjny na przestrzeni ostatnich lat. Można iść do kina, popatrzeć na serię pocisków przelatujących po ekranie i zapomnieć. Niemniej filmy z Bondem, jak i Martini, nie nudzą się, tylko powszednieją.
Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)
„Skyfall”, reż. Sam Mendes, USA 2012
Komentarze