Robert Downey Jr. już po kolejny wcieli się w tytułowa rolę Żelaznego Człowieka i po raz kolejny postara się uratować świat.
Fabuła trzeciej odsłony serii Iron Man opiera się na tym, że główny bohater Tony Stark musi odeprzeć zło w postaci organizacji terrorystycznej prowadzonej przez demonicznego Mandaryna. Jawnie rzuca wyzwanie swojemu przeciwnikowi i w pierwszym starciu ponosi sromotną porażkę. Niestety, Iron Mana dręczy dodatkowo trauma po Avengersach, gdzie spotkanie nordyckich bogów, innych super bohaterów i najeźdźców z kosmosu echem odbija się na jego pewności siebie i wywołuje panikę. Iron Man, tym razem musi zmobilizować w pełni swoje siły, by sprostać przeciwnościom.
Fabuła filmu jest schematyczna i sztampowa. Podobne kalki można wyłuszczyć z większości amerykańskich filmów akcji, czy też ostatniej odsłony Batmana. Co innego, że w przeciwieństwie do większości filmów tutaj, tak jak i w przypadku filmu „Mroczny Rycerz Powstaje” wszystko trzyma się kupy i motor w postaci terroryzmu wymierzonego przeciwko Stanom Zjednoczonym Ameryki jest istotny i daje trzeciemu Iron Manowi niesamowitego kopa. Innym miłym zaskoczeniem jest uraz psychiczny Tonniego Starka, który staje się istotnym elementem filmu i jednym z motywów jego działania. Główny bohater przestaje być sarkastyczną wydmuszką, która ma tylko przebłyski człowieczeństwa a staje się realną kreacją, która przyciąga widza. Efekty specjalne, no cóż –jest kolorowo i fenomenalnie.
Shane Black, głównie błyszczał jako scenarzysta ale trzeba przyznać, że trzecia i zarazem, jak się wydaje, ostatnia seria pod szyldem „Żelaznego Człowieka” wyszła mu wyśmienicie. Film zarabia niewyobrażalne pieniądze i cały czas przesuwa się w górę na liście najbardziej kasowych filmów wszech czasów. Chce się powiedzieć, szkoda że tylko ostatnią częścią się zaopiekował, bo poprzednie mogłyby być jeszcze lepsze.
„Iron Man 3” jest niewątpliwie najlepszym z tytułowej serii filmem. Zaskakujące jest, że po 5 latach od pierwszej odsłony dostajemy film, gdzie Tony Stark nie jest tylko genialnym, śpiącym na gotówce cynikiem swoich czasów, ale ma głębię i coś, co sprawia, że staje się osiągalny dla widza. Film ocieka akcją i nie pozwala oderwać się nawet na chwilę. Trudno powiedzieć, czy w tym roku znajdzie się jakikolwiek film o superbohaterach mogący pobić sukces Żelaznego Człowieka.
Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)
„Iron Man 3”; Shane Black, 2013 USA/Chiny
Komentarze