Wybredna vege Marta
Pierwszą gospodynią piątego odcinka Ugotowanych była białogłowa projektantka i właścicielka marki odzieżowej. Z wykształcenia dziennikarka, dziś jednak wiążąca życie wyłącznie z modą. Lubi oryginalność i kolory, jej kuchnia zaś jest "ekstrawagancka", czyli ostra, smaczna i pełna bałaganu, a do tego wegetariańska. W trakcie trwania odcinka Marta, choć z pozoru sympatyczna, dała się poznać jako osoba bardzo wybredna i drobiazgowa. Swym gościom wytykała, oczywiście wyłącznie będąc "sam na sam" z kamerą, najmniejsze wady i niedociągnięcia. Sama zaś podała im Beta vulgaris, Warzywną pasmanterię i Puchowe etole. Atrakcji nie zapewniła żadnej. Zdobyła 21 punktów, łapiąc po szczęśliwej siódemeczce od każdego z rywali. Nie jest to wynik wybitnie wysoki, ale niech was to nie zwiedzie, gdyż w tym odcinku noty były zaskakująco marne.
Mięsożerny Wojciech ze strzelbą
Drugim gospodarzem był wątpliwy etycznie - oczywiście patrząc okiem Marty - Wojciech, który mięsem nie tylko nie pogardzi, ale również z chęcią sam na nie zapoluje. Mężczyzna jest bowiem myśliwym. Do tego prowadzi rodzinną piekarnię, jest kawalerem, człowiekiem-orkiestrą, golfistą oraz producentem przysmaków dla koni. Lubi rywalizację, w kuchni nigdy nie trzyma się przepisów, a jeśli chodzi o gust kulinarny, to ponad wszelką miarę kocha kuchnię polską. Swych gości uraczył Czosnkowym paluchem bożym, Dzikim zachodem oraz Francuskim jabłkowym rarytasem. Zapewnił także rozrywkę, ucząc ich gry na rogu, a także przyjmując w myśliwskim mundurze. Niestety, efekt jego starań został oceniony tylko na 16 punktów, co dało mu ostatnie miejsce.
"Kochana gospodyni" Klaudia
Trzecią gospodynią była trenerka myślenia wizualnego, zarabiająca na życie rysując kredkami. Klaudia lubi też medytację, w kuchni umie podobno wyczarować coś z niczego, a jej rywalka Marta określiła ją w trakcie kolacji jako "kochaną gospodynię". Dla gości ugotowała Ofiary zwinnej dzierzby, Co ty pierniczysz? oraz Brązowy kwadrat słońcem zabarwiony. W ramach atrakcji, by dać współzawodnikom pretekst do podwyższenia punktacji, zaproponowała kulinarne kalambury. Chciała tym sposobem udowodnić, że nie ma rzeczy, których nie można narysować. Plan się powiódł, narysowane zostało wszystko, a noty rzeczywiście poszły w górę. "Kochana gospodyni" otrzymała 19 punktów.
Orientalno-sportowy Michał
Ostatnim gospodarzem w tym odcinku był sprzedawca w firmie komputerowej, z wykształcenia inżynier, a ponadto miłośnik wszelkiego rodzaju sportów, z naciskiem na te ekstremalne. Zaproponowanym gościom menu nawiązał do orientu oraz swego dzieciństwa i smaków, które mu się z nim kojarzą. Podał Zapach Wietnamu, Tajski smak dzieciństwa oraz Malezję, która leci w kulki. Atrakcji zabrakło, jednak z racji, iż był to finisz odcinka, Michał przyniósł tacę i odczytał wyniki. Mina mu nieco zrzedła, gdy okazało się, że ze swoimi 18 punktami wylądował na trzecim miejscu, a wygrała wcale nie wybitnie uzdolniona Marta, no ale cóż. Tym razem do pojedynku stanęły średnie osoby, albo po prostu tak je pokazano w telewizji. Atrakcji było mało, a jeśli się już pojawiły, to wcale nie zachwycały. Być może Warszawiacy uznali, że do zbudowania niecodziennej atmosfery wystarczy im miejsce zamieszkania. Nie ma jednak tak łatwo! Stanęli jak równy z równym, a otrzymując noty - nawet tak zaskakująco niskie - sami wybrali, kto gotował najlepiej i ugotował resztę.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze