Od dawna nie było takiego filmu, który byłby w stanie w tych kategoriach pozytywnie zaskoczyć polskiego widza. Aż do teraz.
Trudno było się domyślić jak będzie wyglądał projekt realizowany przez Muzeum Postania Warszawskiego. Niemniej zapowiadało się ciekawie. Odświeżone zdjęcia, pokazanie sedna rzeczy w kolorze w sposób nowoczesny. Nikt nie mógł przewidzieć, że to, co jest wyświetlane w kinach, okaże się taką petardą.
„Powstanie Warszawskie” jest splotem scen wyciętych z powstańczej kroniki filmowej z fabularyzowanym głosem narratorów – Karola i Witka, mających za zadanie nagrywanie wydarzeń ostatnich niespokojnych dni. Tworzą film krzepiący serca Polakom walczącym, a jednocześnie komentują wszystko na bieżąco, reprezentując dwa różne podejścia do wojny.
Trzeba przyznać, że odświeżone zdjęcia są niebezpiecznie filmowe. Siadając w kinie nie ma poczucia dokumentu, kroniki będącej zwierciadłem dawnych czasów. Z czystym sercem sięga się po popcorn i czeka na efekty specjalne. Tylko tutaj nie ma efektów specjalnych, nie ma statystów i wszystkie kwestie, prócz kwestii narratorów, zostały pieczołowicie odczytane z ruchu warg. Aktorzy tylko nadali dźwięki niemym słowom. Efekt jest miażdżący i przedstawia wojnę w innym świetle. Namacalną i niehollywoodzką. Brzydką, brudną wojnę, gdzie śmierć jest naprawdę, a ludzie sfilmowani są identyfikowani do dziś.
Można zadać pytanie po co to. Wojna, odległa sprawa z narodem obecnie partnerskim. Dawna sprawa zacierająca się powoli w pamięci. Nic bardziej mylnego. Przedstawienie polskiego heroizmu w obliczu wojny i podanie tego w nowoczesnej, strawnej dla nowych pokoleń formie, jest niesłychanie ważne. A szczególnie krzepiące jest to, że forma jest perfekcyjna, zasługująca jedynie na pochwały.
Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)
„Powstanie Warszawskie”, Polska 2014
Komentarze