Wraz z poszczególnymi epokami zmieniały się także kanony piękna. Każdy chciał, w mniejszym lub większym stopniu, upodobnić się do obowiązującego ideału. Dotyczyło to zarówno mężczyzn – którzy obecnie coraz częściej podążają w kierunku „metrokultury” – jak i kobiet, choć to właśnie panie częściej padały „ofiarami” panującej mody. W dzisiejszym świecie mamy do czynienia z typowym pokoleniem konsumpcjonizmu i współczesnej kultury masowej, w której liczy się pieniądz i wygląd – solarium, tipsy, powiększone wypełniaczami usta, farba na włosach oraz markowa odzież. Najbardziej widoczne jest to w pokoleniu nasto- i dwudziestolatków, aczkolwiek starsza generacja również przejawia tego rodzaju zachowania, które zapewne docelowo mają za zadanie „cofnięcie” czasu i odjęcie lat, nawet jeżeli tylko pozornie.
Trudno jednoznacznie stwierdzić, jakimi motywami kierują się ludzie, którzy – śledząc najnowsze trendy – starają się za nimi nadążyć. Chyba jednym z najbardziej prawdopodobnych założeń jest chęć odznaczenia się i zwrócenia na siebie uwagi. Jedyne, czego „trendsetterzy” nie biorą pod uwagę, jest fakt, że właściwie niczym się nie wyróżniają, ponieważ aktualnie tego typu osobowości jest „na pęczki”. Mało tego – wszyscy wyglądają niemal identycznie, jeśli nie tak samo.
Duży udział w kształtowaniu współczesnych postaw i charakterów odgrywa internet oraz dostępne portale społecznościowe, które prześcigają się w rankingu popularności. Znacznie mniejszy bowiem jest procent osób, które nie mają swojego profilu na żadnym z nich, zaś niejednokrotnie zdarza się, że na jedną osobę przypadają co najmniej dwa serwisy. Jednymi z bardziej znanych są Facebook i Instagram. Pierwszy z nich – prócz możliwości dodawania postów i zdjęć, umożliwia kontakt z ludźmi poprzez aplikację „chat”, natomiast drugi z założenia jest typowo wizualny, czy też – jak kto woli – obrazowy. Każdy może dać znać, co w danej chwili robi i załączyć do tego zdjęcie. Najpopularniejszą formą przedstawiania fotografii w dzisiejszym świecie, jest, nie – jak niegdyś – zdjęcie z „albumu rodzinnego”, lecz tzw. „selfie”, czyli przedstawienie swojej osoby w „obiektywie samodzielnym”. Drugie miejsce, zaraz po nim, zajmuje prawdopodobnie ukazywanie posiłków, czyli „porn food”. Wszystko oczywiście odpowiednio „otagowane”, jakże by inaczej. Każdy moment jest dobry, by przedstawić go światu. Naturalnie – z jak najlepszej strony, a więc właściwie wyedytowany – podkolorowany i wygładzony. Przecież życie ludzi „na czasie” musi być idealne, a przynajmniej na takie wyglądać.
Perfekcyjna fryzura, makijaż i strój, a do tego „fachowa” fotoedycja dają poczucie bezpieczeństwa we współczesnej brutalnej egzystencji. Ludzie wyglądają jakby dopiero co wyszli z jednej fabryki, w której – prócz wymienionych czynników powierzchownych – dużą rolę odgrywa „pseudointeligencja”, która de facto niczym nie różni się od głupoty. Niestety.
Użytkownicy portali społecznościowych nawet nie zdają sobie sprawy z faktu, że sami dostarczają wszelkiego rodzaju informacji o sobie, różnego rodzaju agendom i że – prędzej, czy póżniej – może to zostać wykorzystane przeciwko nim. Ale to już właściwie inna historia.
Magdalena Piechowiak
(magdalena.piechowiak@dlalejdis.pl)
Fot. pixabay.com
Komentarze