Pracodawca wszechmogący?

Praca w korporacji.
Wysoka brunetka leniwym krokiem wspięła się po marmurowych schodach. Otworzyła drzwi, potem kolejne, następnie użyła swojej karty "wejść i wyjść" i skrzywiła się.

Właśnie stała w ogromnej hali, pełnej stanowisk pracy oddzielonych od siebie cienkimi ściankami, z których każde wyglądałoby w zasadzie identycznie, gdyby nie osoby zasiadające przed monitorami.

Dziewczyna usiadła na krześle, ukrytym za jedną z tekturowych ścian, włączyła komputer i spokojnie oczekiwała, aż na monitorze pojawi się informacja o możliwości rozpoczęcia pracy. Czuła się fatalnie ze świadomością spędzenia kolejnych ośmiu godzin wyłącznie wśród dźwięku stukających klawiszy. Doskonale wiedziała, że musi zacząć wypełniać swoje obowiązki, bo kamera nad jej głową śledzi każdy ruch, każdą wykonaną czynność.. w tym bezruch.  Doskonale zdawała sobie sprawę, że nie może bezmyślnie zapatrzyć się w ścianę, ponieważ sprytnie skonstruowany system dopatrzy się choćby trzyminutowego braku aktywności. Przerwa dopiero za 4 godziny, w tym czasie mogła wyjść dwa razy do toalety? Miała poważne wątpliwości czy liczba możliwości skorzystania z ubikacji, aby na pewno jej wystarczy? "Obóz pracy" - pomyślała i zaśmiała się w duchu na myśl o tym, że jutro mogłoby być inaczej.

Ile w tym prawdy?
Niejedna z nas, pomyślałaby, że sytuacja opisana powyżej, jest po prostu niemożliwa - a jednak, zdarzyła się. Karykatura rzeczywistości okazuje się nie być karykaturą, a tylko nowym wcieleniem korporacjonizmu.

Obecnie, w praktyce, to właśnie pracownicy tworzą korporacje, związani są "sznurem" ze swoim pracodawcą, często nie wiedząc nawet jak ten wygląda. Co bardziej złośliwi nazywają się nawzajem "niewolnikami dusigroszy".

Czy powracamy do czasów XIX-wiecznego kapitalizmu? Ówczesne postrzeganie człowieka, jako dodatku do urządzenia, tak mocno dziś krytykowane, powraca jak bumerang i wtapia się w realia współczesnego świata. Teoretycznie zjawiska nie ma, w praktyce jednak, czytając publikacje na temat stresu, wywoływanego nadmiernym wykorzystywaniem pracowników, problem ujawnia się jako globalny.

W opozycji do zachowań nieuwzględniających  sytuacji psychicznej człowieka, stoją różnego rodzaju organizacje, teorie, procesy naprawcze i związki zawodowe. Nie ulega jednak wątpliwości, że człowiek pod wpływem nacisku z zewnątrz zaczyna się stresować. O ile dawka stresu nie jest zbyt duża, wpływa to na pracę wręcz dobrze, wzrasta też jej efektywność. Jednak zachowanie równowagi w tym względzie jest czymś niesamowicie trudnym, zwłaszcza w dobie dzisiejszych czasów. Wielu pracodawców jest pewnych skuteczności stosowanych metod, nie uważając, by motywacja była czymś szczególnie ważnym. Nie mają pojęcia, w jak ogromnym błędzie funkcjonują. Dopiero gdy "n-ty" pracownik postanowi opuścić firmę, zaczynają analizować, a odpowiedzialność za niekorzystną atmosferę pracy zrzucają na podwładnych, dyrektorzy na kierowników, kierownicy na pracowników, wracając tym samym do punktu wyjścia.

Czym jest stres?
Stres stanowi pewnego rodzaju relację pomiędzy jednostką a otoczeniem, środowiskiem. Różne są przyczyny pojawienia się tego zjawiska, lecz właśnie praca w atmosferze wyścigu szczurów stanowi jedno ze źródeł "dystresu", czyli stresu w wersji niepożądanej.

Chyba każdy z nas lubi, gdy inni dostrzegają jego wysiłki, motywują (choćby słownie) i doceniają rezultaty ciężkiej pracy. Co innego dzieje się, gdy bez względu na poświęcony czas i energię włożoną w realizację zadań - otrzymujemy informacje, ze mogłoby być lepiej i że stać nas na więcej. Człowiek w takich warunkach traci wiarę we własne możliwości i w konsekwencji zaczyna  funkcjonować gorzej. Wielu pała nienawiścią do swojego zajęcia.

Nie bójmy się zmian!
Zadajemy sobie pytanie, dlaczego, skoro praca w korporacjach jest taka fatalna, ludzie wciąż i wciąż się na nią decydują, a potem poznając już realia panujące wewnątrz - nie odchodzą?

Odpowiedzią na to pytanie w wypadku osób w wieku 40+ jest strach przed nowością, przed możliwością ewentualnego pozostania bez środków do życia. Inna sytuacja panuje wśród osób młodych, ambitnych. Ci z kolei, gdy tylko zasmakują rutyny i zrozumieją, że ich wysiłki i starania są niczym w porównaniu z wymaganiami szefów, po prostu zostawiają za sobą kiepskie doświadczenia i odchodzą w poszukiwaniu lepszego jutra. Nie mniej jednak wyciągają wnioski i większość z nich już nigdy do korporacji nie trafia.

Czy zatem jest szansa, by zminimalizować proces wyzysku? Ograniczyć stres? Spowodować, by to pracodawca zmieniał podejście do pracowników, a nie odwrotnie? Część odpowiedzialności za obecną sytuację na rynku ponoszą niejasno sformułowane przepisy Kodeksu Pracy, ilość i sposób przeprowadzania kontroli w zakładach pracy. Wiemy jednak doskonale, jak może to wyglądać w praktyce. Skuteczność tego typu działań jest ograniczona, a czas przeznaczony na zmianę przepisów bardzo długi.

Wobec powyższego trzeba wyciągnąć wnioski. Siła tkwi w pracownikach. W ich woli zmiany czegoś na lepsze. Chodzi tu o proces masowy, który nie może pozostać bez wpływu na decyzje zatrudniających i sposób traktowania swoich podwładnych. Pracodawca musi zrozumieć podstawową kwestię - bez swoich podwładnych nie istnieje on, a jego firma przestaje funkcjonować.

Nikt nie mówi, że będzie łatwo, ale czy nie chcemy wreszcie zaznać spokoju, postarać się o lepsze samopoczucie i uśmiech na myśl o poniedziałku...

Anna Kafel
(redakcja@dlalejdis.pl)


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat