Śmiech to zdrowie a żarty wprowadzają w każdym towarzystwie miłą i swobodną atmosferę. Jednak w dzień taki jak 1 kwietnia, kiedy wzajemne nabieranie się jest niemalże obowiązkiem, wesołość może wydawać się nieco sztuczna lub wręcz wymuszona. Zresztą żartować też trzeba umieć.
Zdecydowanie nie na miejscu są kawały złośliwe. Nigdy nie kpijmy z tematów, które dla innych są ważne lub drażliwe. Mówienie koleżance, która zmaga się z nadwagą: „ale schudłaś...prima aprilis!” jest oznaką zarówno braku dobrego wychowania, jak i braku wrażliwości. Albo jeżeli nasz współlokator od lat marzy o opublikowaniu własnej powieści, nie okłamujmy go, mówiąc, że dzwonili do niego z wydawnictwa z propozycją współpracy. Nie mówmy naszej mamie, która pragnie zostać babcią, że jesteśmy w ciąży... itd. Nie powtarzajmy też co roku tych samych kawałów- nikogo nie rozśmieszymy, raczej tylko znużymy.
Trzeba też zawsze pamiętać, co wypada a co nie. Nie powinnyśmy zbytnio spoufalać się z osobami, z którymi łączą nas oficjalne, formalne relacje (np. służbowe). Chcąc okazać się dowcipne, możemy zrazić do siebie współpracowników lub przełożonego. Wówczas po naszym nieudanym „występie rozrywkowym” zostanie tylko wstyd i niesmak.
Czy to 1 kwietnia, czy też jakakolwiek inna data, wcale nie musimy mieć nastroju na żarty. Wówczas najlepiej nie udawać, że coś nas bawi i nieśmieszne naszym zdaniem wygłupy innych kwitować zaledwie uprzejmym uśmiechem. Nie bójmy się, że nazwą nas ponuraczkami- trzeba być asertywnym, nawet w błahych sprawach.
Życzę wszystkim lubiącym to święto, żeby tego dnia udało im się kogoś nabrać, albo żeby zostali przez kogoś nabrani w naprawdę zaskakujący, niezwykły sposób. A najlepiej jedno i drugie. Ja najbardziej lubię primaaprilisowe złe wiadomości- kiedy okazuje się, że nie są prawdziwe, zawsze pojawia się cień ulgi, nawet jeżeli w nie nie uwierzyłam.
Katarzyna Lewcun
(katarzyna.lewcun@dlalejdis.pl)
Fot. sxc.hu
Komentarze