Proszę wróć

Nie umiem żyć bez ciebie.
Tabletki odmierzają mój czas - rano biała, popołudniu różowa, wieczorem niebieska.

Pozwalają mi egzystować, wstawać z łóżka, robić śniadanie, przygotować starszą córkę do szkoły, młodszą wysłać do dziadków, ubrać się i iść do pracy. Nie pozwalają na myślenie, na czucie, na rzucanie się pod koła samochodów.

Dzisiaj mija rok. Dzieci są u dziadków. Dzisiaj nie wzięłam tabletek - chcę czuć, wyć, krzyczeć, wyklinać, bo nie umiem sobie poradzić bez twojej obecności. Wszystko jest nie tak.

Wiesz czemu chcę to opowiedzieć, bo muszę to wszystko jakoś poskładać, dla siebie i dla dziewczynek. One są takie małe, ale wiem, że widzą moją beznamiętność i ten wymuszony uśmiech. Muszę się pozbierać dla nich, muszę pokazać, że jakoś się da żyć bez ciebie. Tylko jeszcze nie wiem jak.

Co mam powiedzieć? Byliśmy tacy szczęśliwi, tak normalnie, bez jakiś może fajerwerków, wielkich historii. Poznaliśmy się na przystanku autobusowym. Od razu zwróciłam na niego uwagę - wysoki, barczysty brunet. Chyba tak z kilka miesięcy jeździliśmy tą samą trasą, aż w końcu po miliardowych ukradkowych spojrzeniach i uśmiechów, zapytał czy wybiorę się z nim do kina. Tak zwyczajnie zakochaliśmy się. Później całkiem standardowo - zaręczyny, ślub, praca, dzieci. I to było chyba takie piękne, ta zwyczajność. Myślałam, że skoro nie jesteśmy specjalnie bogaci, mamy tylko taką normalność, jesteśmy bezpieczni. Głupio gadam. Po prostu myślałam, że tak będzie zawsze - wieczorna lampka wina, niedzielne wycieczki, wakacje nad morzem, zdrowe dzieci i te wciąż zakochane spojrzenia. Nie chciałam niczego więcej od życia. Byłam po prostu szczęśliwa.

I nagle samochód wyjeżdżający z wyjazdu zabił moje szczęście. Nie pomogły łzy, krzyki. On umarł. Zostawił nas, tak nagle, bez ostrzeżenia, bez żadnego słowa.

Pamiętam ten dzień, byłam zła na niego, że wziął ekstra zmianę zamiast spędzić z nami wieczór, ale on chciał zabrać nas na wakacje, nie tak jak zawsze nad morze, ale na jakieś egzotyczne… A teraz oddałabym wszystko za dotyk jego ręki, za jego obecność, i już nigdy nie byłabym zła.

Nawet nie wiesz jak jest ciężko kiedy wszyscy dookoła cię pocieszają, mówią, że czas leczy rany, że będzie dobrze. Ja wiem, że nie będzie, bez niego nie będzie dobrze. Może znośnie, może kiedyś przestanę płakać na dźwięk karetki, może dam radę odwiedzić jego grób. Ale nie teraz, nie tego roku. Bo ja cały czas nie wierzę.

Chciałabym tylko, żeby wrócił do nas i żeby było jak kiedyś. Dlatego jutro usiądę w fotelu, obejrzę film ze ślubu i będę piła… Może wtedy nie będzie tak bolało.

Wysłuchała:
Sandra Kortas-Dorsz
(sandra.kortas@dlalejdis.pl)

Fot. pixabay.com



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat