Protesty przed siedzibą Poczty Polskiej

Przed siedzibą Poczty Polskiej odbyły się protesty.
W środę przed siedzibą Poczty Polskiej odbył się protest, w którym demonstranci – głównie pracownicy poczty – wyrażali swoje niezadowolenie z polityki zarządu firmy. Krzyczeli m.in. "Mikosz do roboty za trzy tysiące złotych", domagając się wyjaśnień i zmian w decyzjach dotyczących wynagrodzeń i zwolnień. Od kilku dni trwa okupacja sali negocjacyjnej, w której prowadzone były rozmowy z zarządem, ale rozmowy utknęły w martwym punkcie.

Zarząd Poczty Polskiej planuje zmiany w systemie wynagradzania. Ma zamiar usunąć dodatki stażowe, premie roczne i nagrody jubileuszowe, a zamiast tego zaoferować pracownikom wyższe wynagrodzenie zasadnicze, które od marca ma wynieść 4666 zł brutto. Związki zawodowe jednak stanowczo sprzeciwiają się tym propozycjom, ponieważ obawiają się utraty ważnych świadczeń.

Protestujący, którzy przyjechali do Warszawy z różnych części Polski, wskazują na pogarszającą się sytuację w firmie, z której ma zostać zwolnionych ponad 9 tys. pracowników. Zawodowi pocztowcy skarżą się, że już teraz brakuje ludzi do pracy, a zwolnienia jeszcze bardziej pogorszą sytuację. Jednym z głównych postulatów pracowników jest utrzymanie obecnych świadczeń, które mają kluczowe znaczenie dla wielu pracowników, zwłaszcza tych z wieloletnim stażem.

Pracownicy wyrażają również niezadowolenie z braku komunikacji z zarządem. Jak mówią, mimo długotrwałych protestów i prób kontaktu, przedstawiciele zarządu nie chcą rozmawiać, unikając spotkań i proponując spotkania w innych lokalizacjach, co tylko potęguje poczucie braku transparentności. Przedstawiciele związków, którzy prowadzą okupację sali negocjacyjnej, czują się ignorowani przez zarząd, który nie chce rozmawiać o przyszłości firmy, a jedynie proponuje zmiany, które mogą pogorszyć sytuację pracowników.

W obliczu masowych zwolnień i braku postępu w rozmowach, związkowcy i protestujący są zdeterminowani, by kontynuować walkę o swoje prawa, przekonując, że zmiany w Poczcie Polskiej mogą doprowadzić do jej upadłości. Oczekują oni bardziej szczegółowych informacji na temat finansów spółki oraz dalszych kroków zarządu w tej sprawie.

Ilona Podsiadła
(ilona.podsiadla@dlalejdis.pl)

Fot. freepik.com



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat