Sprawa rozpoczęła się w maju 2026 roku w Australii. Profesor prawa Joanna Howe, jedna z najbardziej rozpoznawalnych australijskich działaczek sprzeciwiających się aborcji, opublikowała w mediach społecznościowych emocjonalne nagranie.
Twierdziła, że otrzymała wiadomość od kobiety opisującej własną aborcję farmakologiczną. Do e-maila dołączone było zdjęcie przedstawiające dwa niewielkie różowe ciała.
Howe przedstawiła je jako bliźniaczki i nadała im imiona "Ruth" i "Emma".
Według wersji przedstawionej przez aktywistkę kobieta miała zostać sama po przyjęciu środków wywołujących aborcję i urodzić bliźnięta w łazience swojego domu. Historia została wykorzystana jako jeden z argumentów kampanii przeciwko obowiązującym przepisom aborcyjnym.
Zdjęcie szybko zaczęło krążyć po mediach społecznościowych.
Historia "Ruth i Emmy" nie pozostała jedynie internetowym wpisem.
Howe zapowiedziała, że planowane na 2 czerwca 2026 roku zgromadzenie przed parlamentem Nowej Południowej Walii w Sydney zostanie poświęcone właśnie rzekomym bliźniaczkom.
Fotografia została wykorzystana również na materiałach promujących demonstrację.
Manifestacja była związana z projektem ustawy przygotowanym przez libertariańskiego parlamentarzystę Johna Ruddicka. Projekt miał wprowadzić wyraźny prawny zakaz wykonywania aborcji ze względu na płeć płodu i przewidywać sankcje dla lekarzy łamiących przepisy.
Wtedy zdjęciem zainteresowali się dziennikarze.
Guardian Australia zlecił analizę fotografii specjaliście zajmującemu się cyfrową analizą obrazów.
Wniosek był zaskakujący.
Prawdopodobieństwo, że fotografia przedstawia ludzkie embriony, określono jako "ekstremalnie niskie".
Kształt ciał, proporcje głowy i kończyn miały znacznie bardziej odpowiadać młodym torbaczom.
Ekspert uznał, że najprawdopodobniej są to młode lotopałanki karłowatej (Petaurus breviceps), nazywanej po angielsku sugar glider. To niewielki australijski torbacz potrafiący szybować między drzewami.
Podobną ocenę przedstawił lekarz weterynarii specjalizujący się w tych zwierzętach.
Wątpliwości wzbudzał również sam wygląd fotografii.
Eksperci medyczni zwracali uwagę, że gdyby przedstawione na zdjęciu obiekty rzeczywiście były efektem aborcji lub poronienia na opisywanym etapie ciąży, należałoby spodziewać się obecności m.in. błon płodowych, pępowiny i innych tkanek.
Na zdjęciu ich nie było.
Profesor Jeremy Thompson, specjalista zajmujący się rozwojem embrionalnym i płodowym, zauważył, że fotografia nie wyglądała jak obraz odpowiadający historii przedstawianej przez działaczkę.
Ale najbardziej zaskakujące odkrycie miało dopiero nadejść.
Analiza wykazała, że fotografia wykorzystana przez Howe niemal na pewno pochodziła z filmu opublikowanego wcześniej na TikToku.
Nagranie pojawiło się w styczniu 2026 roku i przedstawiało ratowanie młodych lotopałanek.
Film był niezwykle popularny. W momencie opisywania sprawy przez "The Guardian" miał prawie 24 mln wyświetleń i około 750 tys. polubień.
Zestawienie klatek z TikToka z fotografią przedstawianą jako "Ruth i Emma" wskazywało, że mamy do czynienia z tym samym obrazem.
Tak rozpoczęła się jedna z najbardziej osobliwych afer związanych z australijską debatą o aborcji.
Po publikacji ustaleń "The Guardian" do redakcji zgłosiła się osoba, która twierdziła, że to ona wysłała Howe wiadomość, posługując się pseudonimem "Lynn".
Według tej osoby był to celowy eksperyment, który miał sprawdzić, czy działaczka zweryfikuje otrzymaną historię i zdjęcie przed wykorzystaniem ich publicznie.
Do wiadomości miała zostać dołączona klatka z filmu pokazującego młode torbacze.
"The Guardian" zapoznał się z e-mailami i poinformował o jeszcze jednej istotnej różnicy.
W wiadomościach nie miała znajdować się część dramatycznej historii przedstawionej później przez Howe, w tym twierdzenie, że kobieta została pozostawiona sama przez lekarzy i "urodziła" płody na podłodze w łazience.
Po ujawnieniu pochodzenia fotografii Howe odniosła się do sprawy w mediach społecznościowych.
Przyznała, że wygląda na to, iż przesłane jej zdjęcie rzeczywiście przedstawiało młode lotopałanki i że najprawdopodobniej padła ofiarą prowokacji.
Nie wycofała się jednak ze swojej kampanii.
Argumentowała, że kwestia autentyczności fotografii nie zmienia jej stanowiska wobec aborcji. W jednym z nagrań pytała nawet, czy fakt, że na fotografii mogą znajdować się lotopałanki, rzeczywiście ma znaczenie dla przesłania prowadzonej przez nią kampanii.
Jeszcze po ujawnieniu pomyłki przez pewien czas nadal odwoływała się do imion "Ruth i Emma".
Afera nie zatrzymała planowanej demonstracji.
2 czerwca przed parlamentem Nowej Południowej Walii odbył się protest przeciwników aborcji. Jednym z przemawiających był australijski polityk Barnaby Joyce.
Manifestanci popierali projekt zakazujący aborcji wykonywanych wyłącznie ze względu na płeć płodu.
Zwolennicy projektu argumentowali, że wybór płci nie powinien stanowić powodu zakończenia ciąży.
Przeciwnicy nowych regulacji wskazywali natomiast, że nie ma dowodów na powszechne wykonywanie takich zabiegów w Nowej Południowej Walii, a obowiązujące wytyczne NSW Health już wskazują, że lekarze nie powinni przeprowadzać aborcji wyłącznie ze względu na płeć płodu.
Historia brzmi niemal jak internetowy żart, ale pokazuje znacznie poważniejszy problem.
Materiały dotyczące aborcji często wywołują bardzo silne emocje, dlatego zdjęcia przedstawiane jako fotografie ludzkich embrionów lub płodów mogą błyskawicznie rozprzestrzeniać się w sieci, zanim ktokolwiek sprawdzi ich pochodzenie.
W tym przypadku wystarczyło odnalezienie pierwotnego nagrania i konsultacja ze specjalistami, aby historia przybrała zupełnie inny obrót.
Dwie niewielkie lotopałanki, które pierwotnie pojawiły się w internecie w materiale dotyczącym ratowania zwierząt, niespodziewanie zostały nazwane "Ruth i Emma", przedstawione jako ludzkie bliźnięta i wykorzystane w kampanii politycznej dotyczącej jednego z najbardziej kontrowersyjnych tematów społecznych.
I właśnie dlatego ta historia obiegła Australię, a później cały internet.
PMP
Fot. Wygenerowano AI
Komentarze