Z wielką chęcią zawsze oglądam filmy animowane z meandrów kina familijnego. Wiem, że przypomną mi, jak to jest śmiać się z rzeczy prostych. Poza tym będę miał satysfakcję, gdy twórca puści do mnie oczko, nawiązując do czegoś nieuchwytnego dla młodszego widza. Pozytywnie nastawiony, spodziewałem się po „Kocie w butach”, najnowszym dziecku Dreamworks Animations dużo, a może nawet więcej, przypominając sobie fenomenalnego „Shreka” czy też „Jak wytresować smoka.” Niestety, tym razem się nie udało pobić kasowych poprzedników.
Historia dotyczy stricte „Kota w butach”, któremu w angielskiej wersji językowej podkładał głos sam Antonio Banderas a w polskim dubbingu Wojciech Malajkat. Rudego futrzaka znamy z kocich odsłon ze „Shreka.” Kot jest przedstawiony jako niesforny zawadiaka trudniący się kradzieżami i sianiem niepokoju. Niech nie dziwi, że trafiło mu się zadanie wymagające iście kociego sprytu i zręczności – uprowadzenie gęsi znoszącej złote jajka. Jeżeli dodam, że jednym z głównych bohaterów jest również jajko z „Alicji w krainie czarów”, to bajeczny miks gotowy.
Nie wypada krytykować bajek, bo te z pewnością zawsze znajdą odbiorców – przecież nie wszyscy lubią Shreka… Wielka szkoda, że niektóre dowcipy są jakby wymuszone, odgrzewane z przygód z ogrem, czy po prostu brak im zwiewności. Wydawało mi się, że bardziej śmieję się odruchowo, niż szczerze. Opowieść o uprowadzaniu gęsi nie wydaje się być nazbyt chwytliwa i bardziej jest obyczajowym miksem postaci z dziecięcych opowieści, niż błyskotliwą, nieprzewidywalna fabułą. Można obejrzeć i zapomnieć, bo absolutnie nie mam ochoty powracać do „Kota w butach” z własnej, nieprzymuszonej woli.
Niestety, uważam, że Dreamworks Animations nie stworzyło filmu zapierającego dech w piersiach, mogącego powalić na kolana całą familię w kinie. Nadal nieznacznie ustępuje drugiemu wielkiemu graczowi na rynku filmów animowanych Pixar Animation Studios, który choć ostatnio odgrzał kotleta w postaci „Auta 2”, to nadal może ociekać chwałą „Odlotu” czy „Wall-E.” „Kota w butach” można zobaczyć, lekko się pośmiać i wrócić do Shreka, gdzie drugoplanowy kot był o wiele lepszy.
Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)
„Kot w butach”, USA 2011, reż. Chris Miller
Komentarze