Kryzys goni kryzys, a my musimy być wciąż lepsi, mądrzejsi, bogatsi, by otoczenie nie przeoczyło naszej obecności. Nie jest łatwo sprostać oczekiwaniom współczesności, trudno jest też pogodzić się z sobą samym. Życie nigdy nie było proste i jak dotąd nie doczekało się rzetelnej instrukcji obsługi. Najważniejsze, że nauczyliśmy się wyciągać wnioski i w chwilach zwątpienia potrafimy prosić o pomoc. Krzepi fakt, że nareszcie dostrzegliśmy w psychologu sprzymierzeńca, a nie, wspomnianego już, szarlatana, dołuje natomiast to, że nas- potrzebujących specjalistycznego wsparcia- jest coraz więcej.
W dzisiejszych czasach prywatne poradnie psychologiczne rosną jak grzyby po deszczu. Gdyby nie było zapotrzebowania, niewiele z nich miałoby szansę utrzymać się na rynku. Fantastycznie, że współczesny Kowalski nie wstydzi się tak jak jego ojciec skorzystać z pomocy psychologów wtedy, kiedy sam nie potrafi poradzić sobie z problemami. To duży krok naprzód. Martwi tylko kwestia, że ten sam XXI wiek, który zdarł z człowieka maskę niezawinionego wstydu, wpędza coraz młodszych do gabinetów psychoterapeutów.
Badania przeprowadzone przez Akademickie Centrum Psychoterapii Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej wskazują, że w latach 2007- 2009 22-latkowie stanowili 10% ogólnej liczby pacjentów, na przestrzeni 2009- 2011 wynik wzrósł do 20%. Wynik zapewne nie uległ obniżeniu, możemy więc tylko przypuszczać ile wynosi w chwili obecnej.
Najczęstszym problemem, z którym młodzi udają się do psychologów jest chroniczne poczucie bezsensu i smutku. Często to wynik zbyt wysokich wymagań otoczenia i nieumiejętność sprostania im. Ofiary tzw. wyścigu szczurów zaczynają dręczyć się wyrzutami sumienia, drastycznie obniża się samoocena, co powoduje niechęć do życia i niemożność zaakceptowania siebie. U młodych ludzi obserwuje się wzrastającą frustrację spowodowaną nieśmiałością, nieumiejętnością odnalezienia się w kontaktach towarzyskich, co w efekcie prowadzi do samotności. Koło się zamyka.
Zadowalające jest jednak to, że młodzi ludzie są odpowiedzialni za siebie i innych, nie wybierają drogi na skróty, ale podejmują walkę z problemem. A co najważniejsze- pozbyli się zaściankowego myślenia- nie traktują terapii jako ujmy, ale dostrzegają w niej szansę na normalne, zdrowe życie. Zgodnie z zasadą- lepiej zapobiegać niż leczyć- powinniśmy w porę zadbać o nasze zdrowie psychiczne (szczególnie jesienią, w porze, w której nasz nastrój znacznie się obniża), by móc cieszyć się dniem dzisiejszym, niekoniecznie w towarzystwie psychologa.
Paulina Kryca
(paulina.kryca@dlalejdis.pl)
Fot. sxc.hu
Komentarze