Pułapki życia w Internecie

Relacje międzyludzkie w Internecie.
Dlaczego współcześnie lepszą formą utrzymywania znajomości są rozmowy na komunikatorach, a nie spotkania twarzą w twarz? Odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta – bo Internet to wygoda!

Wirtualne meetingi
Nowoczesna technika, kolejne wynalazki i coraz to bardziej innowacyjne technologie sprawiają, że w dzisiejszych czasach sukcesywnie podupadają relacje międzyludzkie. Niezależnie od wieku, płci, czy też wykonywanego zawodu ludzie zamykają się w wirtualnym i nierealnym świecie. Kilkugodzinne ślęczenie przed monitorem coraz częściej staje się zjawiskiem zupełnie powszechnym i co najgorsze nie budzącym żadnych obaw. Przyzwyczajeni do komfortu ludzie są na tyle leniwi, że wolą korzystać z mało wyszukanych form spędzania wolnego czasu. Ucieczka w Internet stanowi więc nic innego jak skuteczną maskę chroniącą przed prawdziwymi problemami i naturalnymi kontaktami z drugim człowiekiem. Po co się bowiem fatygować i wychodzić z domu, jak można przycisnąć zaledwie jeden magiczny klawisz i spotkać się z kilkoma osobami równocześnie?

Co się za tym kryje?
Drastyczny rozwój techniki postępuje tak szybko, że społeczeństwo wielokrotnie nie jest nawet świadome negatywnych konsekwencji wynikających z biernego siedzenia przed komputerem. Niejednokrotnie badania psychologów wykazały, że osoby nadmiernie korzystające z Internetu stają się znacznie bardziej skryte w życiu codziennym. Nierzadko zdarza się, iż zupełnie rutynowe czynności takie jak zwykłe, przypadkowe spotkanie znajomego na ulicy staje się dla tychże osób sytuacją niezwykle stresującą. Kumulowanie napięć wynikających z braku normalnych, tradycyjnych relacji z innymi ludźmi sprawia, że wyalienowana jednostka zamyka się w sobie jeszcze bardziej, stając się tym samym zupełnie nieświadoma własnego problemu. Z drugiej strony z kolei, nie ma co ukrywać, że Internet i znajdujące się w nim przeróżne fora, portale oraz czaty stały się gratką dla ludzi z natury nieśmiałych i spokojnych. Niekiedy bowiem to właśnie za pośrednictwem dostępnych dziś wynalazków, takich jak komputer czy Internet bojaźliwe i skrępowane w towarzystwie jednostki otwierają się na innych, doskonale zdając sobie sprawę z tego, iż nikt ich nie widzi i nie kontroluje. Przecież nawet. kiedy rozmowa się nie klei można podbudować swą pozycję poprzez wysłanie emotikonu w postaci uśmiechniętej buźki, zalotnie puszczanego oczka, bądź słodkiego całusa. Kiedy zaś przyjaciel ma poważny problem, wystarczy kliknąć w listę i wybrać z niej obrazek „głaszcze”, „przytul” lub „pociesz”. Nie ma także problemu, jeśli chodzi o wyrażanie uczuć. W przypadku złego humoru mamy do dyspozycji emoty „foch”, „zły”, „płacze”, jeśli natomiast jesteśmy szczęśliwi klikamy w „jupi”, „radocha”, „ok”. Na dobry żart zareagujemy „rotel” bądź „lol2”. W realu tego typu gesty dla wielu stanowią istotną trudność. Dzięki Internetowi królować w towarzystwie może zatem każdy.

Co u Kasi? Nie wiem, nie ma jej na Fejsbuku
Trendem jest również posiadanie konta na portalach społecznościowych. Wszędzie głośno o rozmaitych możliwościach integracji, okazjach do spotkania przyjaciół, czy nawet poznania tej wymarzonej drugiej połówki. Niebywanie na Naszej Klasie lub co gorsze Facebooku jest niemalże wstydem. Wśród młodzieży, przeważnie tej w wieku gimnazjalnym, notorycznie usłyszeć można hasła typu „Nie jesteś na Facebooku, więc nie wiesz”. Obserwując sytuację zupełnie z boku, śmiało można posunąć się o stwierdzenie, że sukcesywnie następuje diametralna zmiana priorytetów. Dziś znacznie bardziej ceniona niż przyjaźń, jest chęć akceptacji i zarazem dominacji. Kiedyś potrzeba uczestnictwa w życiu społecznym była o wiele mniejsza. Ludziom wystarczało jedynie grono najbliższych, z którymi w każdej chwili można się spotkać, porozmawiać, do których ma się pełne zaufanie i którym powierza się najskrytsze sekrety. Obecnie pojęcie prywatności jest jednakże rozumiane w całkowicie innych kategoriach. Na najpopularniejszych stronach internetowych portali bez problemu odnaleźć można masę fotek niekiedy dość osobistych, a nawet wręcz intymnych. Nie brakuje zdjęć przedstawiających badanie USG, księdza chrzczącego niemowlaka, kaca po niedzielnej imprezie, żenującą wpadkę „przyjaciela” czy salę szpitalną wraz z pięcioma umierającymi obok pacjentami. Każda z fotografii koniecznie musi być opatrzona stosownym opisem, nierzadko przekraczającym wszelkie granice moralno i taktu. Na topie są teraz komentarze w stylu: „wspomnienia ze szpitala – a oto moi sąsiedzi” - zbliżenie na schorowanych znajomych z oddziału, „to było coś, stary dałeś czadu!” – czyli fotka nieprzytomnego kumpla z głową przy sedesie – niezapomniane wrażenia z minionej imprezy, czy też „moje szczęście” – zeskanowane zdjęcie badania USG kobiety w zaawansowanej ciąży. Czego chcieć więcej?

Hipokryzja w internetowym wcieleniu
Zastanawiający jest fakt, że ludzie w zdecydowanej większości oburzają się na widok rozebranych pań na okładkach popularnych gazet, podczas gdy sami w sobie kompletnie nie dostrzegają braku chociażby minimalnych zasad. Kręgosłup moralny polskiego społeczeństwa pozostawia wiele do życzenia. Z jednej strony rzec można, iż stanowimy kraj dość konserwanty, z drugiej jednakże dość prymitywny. Rozluźnienie wszelkich granic etycznych sprawia bowiem, że ludzie z każdym krokiem posuwają się coraz dalej tylko po to, by królować w sieci. Nie można przecież pozwolić na to, aby znajomy miał więcej wpisów pod fotką, bądź by jego profil obejrzało więcej użytkowników. Zdecydowanie można więc stwierdzić, że pomimo dobrodziejstw dzisiejszej techniki Polacy nie potrafią właściwie korzystać z tego, co jest im dostępne. Wszystko jest bowiem dla ludzi… jednakże z umiarem.

Anna Waliłko
(anna.walilko@dlalejdis.pl)



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat