Panna Dokładka
Pierwszą gospodynią w tym odcinku była śmieszka Anna, fotoreporterka gazety codziennej, singielka i ogromny łasuch. Jej szery śmiech robił za ścieżkę dźwiękową podczas wszystkich nagrań. W kuchni, jak sama o sobie powiedziała, „jedzie na spontanie”, a do garnka wrzuca wszystko, co tylko znajdzie w lodówce. Podczas przygotowywania posiłków – Warzywnej głębi ostrości, Mięsnych odbitek w kolorze i Fioletowej fantazji w kadrze – sprawiała wrażenie, jakby nigdy wcześniej nie przebywała w kuchni. Była tak niezdarna i rozkojarzona, że nietrudno było uwierzyć jej na słowo, gdy zadeklarowała, że nie liczy na wygraną. Gości, a także mnie jako widza, urzekła za to osobowością, poczuciem humoru i energią, którą częściowo czerpała z wielkich porcji oraz ciągłych dokładek. Zdobyła 17 punktów, zajmując ostatnie miejsce, a ponadto zdobyła tytuł najzabawniejszej uczestniczki tej edycji Ugotowanych. Miła odmiana po „narzekaniach i marudzeniach” z ostatniego odcinka!
Pan Sprężynka
Drugim gospodarzem był dyrektor rodzinnej firmy zajmującej się mediami, hobbystyczny trener w klubie fitness oraz przyszły tata – Rafał. Z racji, iż dziecko urodzi mu się lada chwila, a od czasu kręcenia odcinka być może już przyszło na świat, postanowił podzielić się tym faktem ze współzawodnikami, dzięki czemu dostał w prezencie od Sylwii pampersy. Nie samym rodzicielstwem i opowiadaniem o nim jednak człowiek żyje, w związku z czym Rafał musiał gości również nakarmić, decydując się na podanie Robaczków w kubraczkach, Polędwicy Wellingtona oraz Deserku w oparach. Najbardziej zachwycił Annę, z racji iż jego polędwica była bardziej sucha, niż ta podana kolację wcześniej. Nie zadowolił za to Krzysztofa, organizując – w ramach atrakcji – rozciąganie się na sprężynce tuż po zjedzeniu posiłku, co mogło skutkować pokolorowaniem podłogi. Tak się na szczęście nie stało, a Pan Sprężynka zyskał 20 punktów, przebijając poprzedniczkę, ale nie mając szans w starciu z następnymi gospodarzami.
Pani Porządnicka
Trzecią gospodynią była Sylwia – Pani Porządnicka – i choć tytuł ten może brzmieć zbyt srogo czy negatywnie, bynajmniej nie o to chodzi. Jest to kobieta bardzo poukładana, żona i matka dwóch niesfornych synów, perfekcyjna pani domu kochająca porządek i czystość. Na co dzień właścicielka gabinetu kosmetycznego, która wcześniej planowała zostać konserwatorką zabytków. Do programu przyszła, by wygrać, a pieniądze postanowiła przeznaczyć na wycieczkę z mężem, na której spłodziliby trzecie dziecko. Niestety, jak się miało wkrótce okazać, dziecka nie będzie, a przynajmniej nie za pieniądze z TVNu. Sylwia dla gości przygotowała Francuską płaczkę, Amerykanina w ziarnie i Brazylijskie perły w mango, czyli menu „delikatne i urozmaicone”, wedle jej upodobań smakowych. Byłaby wygrała, gdyby jej oryginalny deser nie przypominał Annie gniazda pająków. Przykra sprawa. Tak czy inaczej trzecia gospodyni wniosła do odcinka dużo pozytywnej energii, wpłynęła na miły nastrój podczas kolacji i zgromadziła 23 punkty, zajmując drugie miejsce.
Pan z Sekcji IX
Ostatnim gospodarzem tego odcinka był Krzysztof – właściciel salonu fryzjerskiego oraz dwóch shih tzu, działający w Związku Kynologicznym w obrębie Sekcji IX, czyli psów ozdobnych tudzież do towarzystwa. Dla swych gości przygotował nawet atrakcję, podczas której mieli okazję przespacerować się po wybiegu z takimi przyozdobionymi na wystawę maluchami. Niestety, uczestnicy nie ocenili tej atrakcji zbyt wysoko. Ja też nie czułam się usatysfakcjonowana, jako że nie znalazłam tam żadnego chihuahua. Po psim wstępie przyszedł czas na posiłki, czyli Meduzę Mary, Pigi a la Polonia oraz Gruchała na jajach. Na szczęście dla gospodarza w posiłkach nie znalazł się żaden produkt przypominający Annie gniazdo pająków, dzięki czemu mogła ocenić jego kolację na więcej punktów, niż Sylwii. Tym sposobem mężczyzna dostał ich aż 25, wygrywając pięć tysięcy i zapewne przeznaczając je na drobiazgi dla swoich dwóch kudłaczy.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze