Zebrało mi się na sentymenty, bo w moje recenzenckie ręce trafiło pudełko, którego nazwa przywołuje na myśl te ciepłe i pełne słońca dni. Tym razem to nie książka, to gra planszowa! „RODOS. Bitwa o działkę”, jesteście gotowi na pojedynek o grządki?
Egmont to znany wydawca gier planszowych, w tym kilku naprawdę kultowych tytułów. Kojarzycie może „Ubongo”? Za tą grą stoi Grzegorz Rejchtman – urodzony w Polsce twórca gier planszowych, który na co dzień mieszka w Monako. Z wykształcenia jest informatykiem i ekonomistą, a zawodowo zajmuje się projektowaniem gier. W swoim dorobku ma wiele tytułów, które dotarły do pasjonatów planszówek na całym świecie. Jego znakiem rozpoznawczym są zwykle dość proste, jasne zasady i rozgrywki dostarczające mnóstwo frajdy. Teraz do tego grona dołącza „RODOS”, w którym autor bierze na warsztat swojski, dobrze nam znany klimat polskich ogródków działkowych i przekuwa go w lekką, rodzinną grę strategiczną.

Jestem zachwycona, że tym razem, zamiast walczyć o terytorium w średniowiecznym zamku czy podbijać odległe planety, będziemy walczyć o… największą grządkę. Pomidory, sałata, słoneczniki i kwiaty to sadzonki, o które toczyć się będzie rozgrywka. Wiadomo, każdy gracz zrobi wszystko, aby jego działka okazała się najokazalsza. Hehe, czyżby konkursy na najpiękniejszy ogródek, dobrze znane z polskich ROD, doczekały się właśnie swojej planszówkowej odsłony?
Mechanika „RODOS” jest stosunkowo prosta, ale nie oznacza to, że podczas rozgrywki nie trzeba trochę pogłówkować. Każdy z graczy otrzymuje swój kolor i odpowiadającą mu uprawę. Grządki tworzy się poprzez dodawanie kolejnych kafelków w kształcie litery L lub Z. Kluczowe jest takie ich rozmieszczenie, aby stworzyć jak największy połączony obszar własnego koloru. Początkowo może się wydawać, że to po prostu sympatyczna układanka, jednak z czasem pojawia się drugi, znacznie ciekawszy element – płotki. To właśnie one pozwalają łączyć ze sobą oddalone fragmenty grządki, a jednocześnie mogą skutecznie pokrzyżować plany przeciwników. Panom zapewne spodoba się fakt, że nie jest to gra, w której każdy skupia się wyłącznie na swojej planszy. A ile emocji wywołuje świadomość, że oprócz rozbudowy własnych grządek możemy skutecznie utrudniać życie przeciwnikom, blokując im dostęp do określonych pól! Uwaga, grozi to kłótniami, spaniem na kanapie i cichymi dniami! Przy zdrowej rywalizacji to właśnie ten element nadaje rozgrywce emocji i sprawia, że kolejne partie nie sprowadzają się wyłącznie do mechanicznego dokładania kafelków. Trzeba więc nie tylko patrzeć na własną działkę, ale również obserwować to, co robią pozostali gracze. Jeden nieprzemyślany ruch może bowiem sprawić, że zamiast powiększyć własne terytorium, stworzymy idealne warunki do zwycięstwa sąsiadowi (i w naszych pomidorach wyrośnie sałata). Odpowiednia strategia to klucz.

Cenię Rejchmana za to, że tworzy gry, których instrukcje są proste i łatwe do zrozumienia (naprawdę mam uraz do planszówek, w których reguły gry zamknięte są w stustronicowych broszurach). „RODOS” jest od początku dość intuicyjne, choć jednocześnie niepozbawione elementu kombinowania. Spontanicznie wpada para znajomych, robię jesienną herbatę… zasady tłumaczymy dość szybko, a sama rozgrywka trwa około 30 minut. Czas spędzony razem? Bezcenny. Uśmiech? Witaminy D nam nie brak, tak jak i rozmów! Nie wykluczamy przy tym młodszych uczestników, bo w bitwie o grządki uczestniczyć mogą już ośmiolatkowie. Co ważne, nie jest to gra dla większej grupy, raczej dla pary lub czwórki znajomych chcących miło spędzić wieczór. Nie uważam jednak, że jest to wada. Sama wolę kameralne towarzystwo, niemniej warto o tym ograniczeniu wspomnieć.

Egmont umie w gry pod każdym względem. Technicznie „RODOS” wypada w mojej ocenie bez zarzutu. To solidne pudło mieści 48 kafelków z grządkami – 24 w kształcie litery Z i 24 w kształcie litery L – 24 płotki z siatką, po sześć w kolorze każdego gracza, w tym trzy krótkie i trzy długie, cztery elementy ramki ogrodzenia oraz instrukcję. Elementy wykonano z grubego kartonu, dzięki czemu całość sprawia wrażenie trwałej i przygotowanej na wiele rozgrywek. Po rozłożeniu gra nie zajmuje przesadnie dużo miejsca, choć dla wygody uczestników rekomendowałabym jednak porządny kawałek stołu. W końcu gdzieś trzeba postawić ciepłą herbatę i przekąski! Lubię zwracać uwagę na okładkę, ta jest kolorowa, lekko komiksowa i utrzymana w humorystycznym klimacie, świetnie oddaje charakter całej gry.
Odnalazłam jeden mały minus, bo pewien niedosyt może pozostawić instrukcja. Zabrakło w niej czytelnej ilustracji pokazującej, jak w praktyce powinno wyglądać połączenie poszczególnych fragmentów działki. Co prawda same zasady nie są skomplikowane, ale odpowiedni przykład graficzny z pewnością ułatwiłby ich zrozumienie. To niewielki mankament, ale przy grze, której największą zaletą ma być prostota, instrukcja powinna być absolutnie jednoznaczna.
„RODOS. Bitwa o działkę” to lekka, sympatyczna gra, w której proste zasady łączą się z planowaniem, odrobiną złośliwości i satysfakcją z obserwowania, jak z kilku niepozornych kafelków powstaje całkiem pokaźna działka. Całe szczęście nie znajdziemy tutaj rozbudowanej fabuły ani dziesiątek zależności do zapamiętania (może wyjdę na marudę, ale ostatnie planszówkowe nowości to przesyt reguł, wyjątków, zawiłości… a ja? nie mam czasu na takie skomplikowane formy). Tutaj dostajemy krótką i przystępną rywalizację, do której można usiąść bez wielogodzinnego studiowania instrukcji. Dodatkowym atutem jest humorystyczny, bardzo „polski” temat, który sprawia, że tytuł ma swój charakter.
Ostatecznie „RODOS” jest propozycją przede wszystkim dla osób szukających nieskomplikowanej gry, w której poza szczęściem liczy się również myślenie i obserwowanie przeciwników. To nie jest tytuł, który wywróci świat planszówek do góry nogami, ale też nie musi tego robić. Dla mnie wystarczający. Kilka prostych zasad, odpowiednia dawka rywalizacji i ten jakże szczytny cel – komu uda się stworzyć wymarzoną grządkę. W końcu na działce najważniejsze jest przecież to, żeby mieć bardziej czerwone pomidory i dorodniejszą sałatę niż sąsiad za płotem, czy tak?
PS. Pamiętajcie! Wakacje na RODOS to nie wstyd, ba… to duma!
Klaudia Dydymska
Grzegorz Rejchtman, „RODOS. Bitwa o działkę”, Wydawnictwo Egmont, Warszawa, 23.09.2026.
Komentarze