W rodzinie uczymy się podstawowych wartości: zdobywamy pewność siebie, trenujemy umiejętność konwersacji, zasady współżycia, stajemy się indywidualnym człowiekiem. Rodzina chroni nas przed poczuciem wyobcowania, zaspokaja podstawowe potrzeby, chroni, wspiera, daje poczucie bezpieczeństwa.
Wydaje się jednak, że powyższe rozważania to tylko pobożne życzenia, bo w dzisiejszym świecie króluje kult indywidualności, a miarą wartości człowieka jest sukces, więc potrzeba przynależności do rodziny odchodzi na dalszy plan. Aktualnie dominujący model rodziny, to: rodzice, dwoje lub częściej jedno dziecko. Dziadków odwiedzamy od święta, a z dalszą rodziną bywa, że nie widujemy się przez lata. Żeby spotkać się z bliskimi trzeba podjąć jakiś wysiłek. Po ciężkim dniu łatwiej odpoczywać przed telewizorem. Wydaje nam się, że nie potrzebujemy więzi rodzinnych, bo jesteśmy niezależni, zaradni finansowo. Specjaliści alarmują: konsekwencje takiej izolacji mogą doprowadzić do zubożenia naszego życia, o wartości, których nie można inaczej doświadczyć, jak właśnie przez wspólne przeżywanie. Niektórym z nas wydaje się, że w razie problemów zawsze możemy pójść do psychologa, który „utuli” nas słowem i dobrą radą. Tak jest, dopóki wierzymy, że codzienne potrzeby bytowe są dla nas priorytetem, dopóki nie żyjemy w pełni. Ale zawsze mamy wybór – możemy się zatrzymać i dostrzec siebie nawzajem, bo tęsknota za poczuciem więzi i przynależności żyje w każdym z nas. Są okresy, kiedy ujawnia się z wielką siłą.
Co powoduje oddalenie się od siebie członków rodziny? Czasem jest to dotkliwa tragedia (np. nieoczekiwana śmierć jednego z jej członków), sprawiająca, że czujemy się bezradni, nie wiemy jak pomóc, jak się zachować, tracimy wiarę i rozsypujemy się jak domek z kart. Jeżeli w odpowiednim momencie nie znajdzie się ktoś pragnący np. odtworzyć drzewo genealogiczne, lub „szaleniec” organizujący rodzinne zjazdy, kuzyn z możliwościami logistycznymi pragnący zobaczyć seniorów i najmłodsze kuzynostwo – być może nigdy nie uda nam się poznać najbliższych i tych dalszych.
Współczesne społeczeństwo dzieli, nawet w obrębie rodziny, mnóstwo czynników: poglądy polityczne, pieniądze, władza, wiara, spojrzenie na świat i rzeczywistość. Starsze pokolenie nie chce przyznać racji młodszemu i odwrotnie, nie ma czasu na kompromis i ochoty na dyskusje. Nie ma czasu również na rytuał wspólnego spożywania posiłku. To właśnie on zatrzymuje nas w miejscu, uwalnia na moment od ciągłej pogoni, wtedy jest czas na spokojne bycie razem i skupienie uwagi na sobie nawzajem. Przy stole najsilniej przeżywamy fakt bycia rodziną, nic tak nie jednoczy jak stół. Kiedyś niedzielne obiady rodzinne: rosół z makaronem, schabowy z ziemniaczkami i surówką traktowane były jak coś oczywistego. Zbierały o stałej godzinie wszystkich domowników. Dzisiaj wolimy skoczyć do miasta, przekąsić coś szybkiego i spędzić czas ze znajomymi. A szkoda, bo nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile tracimy.
Anna Kafel
(anna.kafel@dlalejdis.pl)
Komentarze