Roztańczeni, rozśpiewani, ostatecznie Ugotowani!

Odcinek 2, sezon 4 Ugotowanych.
Poznaj wynik drugiego, białostockiego odcinka czwartego sezonu Ugotowanych!

B. R.
B – jak Beata, R – jak radosna. Oto gospodyni, którą mieliśmy przyjemność poznać jako pierwszą. „Kobieta w czerwieni z wielkim biustem”. W życiu prywatnym zajmuje się nauczaniem gry na instrumentach i śpiewaniem. Na studiach zgłębiała wiedzę politologiczną, dziś wczytuje się w poradniki dla przyszłych matek. Dla swych gości przygotowała halloweenowe menu, serwując Krwawą rozkosz (czyli zapiekane pomidorki, które niestety rozczarowały degustujących), Zabójczy przysmak (wątróbki – a trzeba przyznać, że to odwaga podać oceniającym podroby) i Czekoladowe truposze. Menu było interesujące, choć myślę, że większą furorę zrobiłoby na podstawówkowej lub gimnazjalnej imprezie halloweenowej. W ramach atrakcji zaprezentowała rockowe, wokalno-instrumentalne popisy, którymi zachwyciła współzawodników. Podczas gdy ona śpiewała, jej orkiestrą i wsparciem byli uczniowie, specjalnie zaproszeni na tę okazję. Została pozytywnie przyjęta i, jak na ten odcinek, całkiem nieźle oceniona. Zyskała bowiem dziewiętnaście punktów.

G .Z.
G – jak Gracjan, Z – jak zabawny. „Narcyz”. Na co dzień nauczyciel wychowania fizycznego i miłośnik tańca towarzyskiego. Powiedział, że jest kucharzem, a także nie lubi ludziom niczego pożyczać. W swoim menu zaproponował Kremowy swing (który nie tylko mi, ale także Beacie, skojarzył się ze swingersami), Sprawdzian z łososia (o powalającym wyglądzie) oraz Serową kontrę. Podczas ujęć przygotowywania przez niego posiłków, można było zauważyć, że wcześniej reklamowana Alma została wypchnięta przez Lidla. Co więcej, sklep był zupełnie pusty (bez innych klientów), kiedy Gracjan robił w nim zakupy. Po przybyciu gości i podaniu posiłków, nastąpił czas zabawy. Przygotowaną atrakcją były disco-przebieranki, które stanowiły wstęp do krótkiej disco-potańcówki w oddzielnym pokoju. Było kolorowo, wesoło i głośno. Z uwagi na to, że było także smacznie, Gracjan zyskał o jeden punkt więcej od poprzedniczki. Tym sposobem stał się chwilowym zwycięzcą.

I. M.
I – jak Iwona, M – jak marudna. Francuski piesek i zdecydowanie najgorsza postać odcinka. Wiecznie niezadowolona, narzekająca i kręcąca nosem. W życiu prywatnym zajmuje się prowadzeniem salonu z sukniami ślubnymi, a także śpiewaniem w chórze (w cerkwi), gdzie poznała się ze swym obecnym mężem. Posiada 160 par butów, które zamierza uzupełnić o kolejnych parę (dziesiąt?) oraz śliczne, piórkowe kolczyki (ilości sztuk nie podała, ale na każdą kolację przychodziła w innych, kolorystycznie dobranych). Gości chciała oczarować Kieszonkami Iwonki, Wieprzem na chruście oraz Puzzlami pszczelarza. Dania okazały się jednak zbyt ciężkie i tłuste, jako że każde było smażone. W ramach atrakcji zaprezentowała swe umiejętności wokalne, które wspierał zaproszony chór (gdzie był m.in. jej mąż). Całość okazała się nieporównywalna, gdyż występ został oceniony bardzo dobrze, ale znacznie gorzej poszło z jedzeniem. Koniec końców pewna siebie i marudna Iwona zdobyła punktów piętnaście, lądując tym samym na ostatnim miejscu.

R. W.
R – jak Robert, W – jak wyluzowany. Indianin. W życiu codziennym zajmuje się dokładnie tym, kim jest, kim się czuje. Mieszka w jednoosobowej (?), indiańskiej wiosce, ma tam swoje ukochane konie, ogniska, tipi i mięso. Choć nie zdradził współuczestnikom swojej pasji, nikt nie był zaskoczony, gdy zobaczył miejsce jego zamieszkania. W menu pojawiła się Crazy Tatanka, Psin Talo z ognia (poprzedzone przerażeniem gości, że będą musieli zjeść psa) oraz Naleśniki mustanga. W ramach atrakcji zaplanował kilka rzeczy. Można by nawet powiedzieć, że cały ten wieczór był jedną wielką atrakcją. Przystawkę zjedzono w domu, na danie główne przeniesiono się do tipi (pierwszy raz żałowałam, że to nie ja jestem w programie), po napełnieniu brzuchów zmierzono się z indiańskimi sportami i tańcem, a na koniec dosłodzono żołądki naleśnikami z bitą śmietaną i jabłkami, ukochanymi przez mustanga. Robert za całokształt (w sumie bardziej za osobowość, niż smak potraw) otrzymał dwadzieścia punktów, remisując tym samym z Gracjanem. I tu nie pozostało już nic innego, jak napisać wam: hawk!

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. Archiwum TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat