Rybno-grzybowa rewolucja w samym środku lasu

Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler w karczmie Leśniczanka w Wielbarku.
Z nieciekawej, niedochodowej karczmy wprost do pachnącego, zielonego lasu. Taką to podróż funduje nam najnowszy odcinek Kuchennych Rewolucji.

Podążając kuchennym szlakiem, wylądowaliśmy w mało znanej miejscowości Wielbark. To tu ponad dziesięć lat temu otworzono karczmę Leśniczankę, która miała zachęcać klientów nawiązaniem do lasu i natury. Niestety, okazało się, że leśna była wyłącznie nazwa. Wnętrze przypominało pierwszy lepszy bar, okna z widokiem na wysokie, wiekowe drzewa przesłaniały stare, komunistyczne firany, a właściciele porzucili swoją własność, jak szczury, które uciekają z tonącego statku. Różnica polega na tym, że wrócili. Wrócili po to, by wykonać telefon do Magdy Gessler.

Właściciele, zarządzająca czy…?
Kto się opiekuje statkiem, który został porzucony przez swych kapitanów? Czy ma on menadżera, który przejąłby kontrolę nad sterem? Nie, ale ma za to ‘zarządzającą’, która z dumą podkreśla, ile pełni obowiązków, ale umywa ręce, jeśli w grę wkraczają jakiekolwiek problemy. Cóż – czterdziestosześcioletnia Justyna z pewnością dobrze się ustawiła. Nie dogląda jej oko szefów, przyjmuje zamówienia płacąc ich pieniędzmi, a przy okazji nie czyta etykiet, zleca kupowanie produktów najniższej jakości (nie twierdzę, że nie dostała takiego polecenia odgórnie) i unika wcześniej wspomnianego tytułu na literę ‘m’. Może brzmi jej zbyt angielsko. Wykonuje wszystkie zadania, którym czoła stawiać powinna o cztery lata młodsza Dorota i jej mąż. Niestety, przed rokiem zdezerterowali oni całkowicie, a wcześniej i tak pojawiali się sporadycznie. Może myśleli, że restaurację wystarczy kupić, a potem będzie się prowadzić sama? Na to pytanie odpowiedzi nie dostaliśmy. Poznaliśmy za to załogę, między innymi dwie kucharki (w tym jedną rudą i mocno ‘charakterną’), które pokazały, że jak się chce, to się potrafi. Na wszystko jednak przyjdzie czas, a teraz po kolei…

Magda Gessler, przekraczając próg Leśniczanki, czuła wiele zapachów, niekoniecznie związanych z lasem. Obyło się bez komentowania wystroju, który wreszcie nie przypominał sali weselnej, co w ostatnich odcinkach nie było rzadkim zjawiskiem. Z menu zamówiła barszcz z krokietem, osobno grzyby – podane w śmietanie oraz świeże ryby (pstrąga w niejadalnym sosie ziołowym i pysznego sandacza). Można by pokusić się o nazwanie odcinka przełomowym, gdyż po raz pierwszy zdarzyło się, by ktoś otwarcie przyznał, że produkty zostały zakupione specjalnie pod Magdę Gessler. Być może wcześniej takie sytuacje miały miejsce (a jest to więcej, niż pewne) oraz istnieje szansa, że ludzie się przyznawali, ale nigdy wcześniej tego nie emitowano. Wracając do wstępnej degustacji – w tym odcinku prowadząca złożyła wyjątkowo oszczędne zamówienie. Bywało przecież, że zastawiano talerzami cały stół, a widzowie zastanawiali się, gdzie ona to wszystko pomieści. Ostatnio (a dziś szczególnie) zaczęła naprawdę ‘smakować’ czyli degustować – w dosłownym tego słowa znaczeniu. Może producenci stwierdzili, że szkoda marnować czas antenowy na ujęcia jedzącej Magdy Gessler. To kolejna zagadka. Ze standardowych, znanych już rzeczy, było rzucanie produktami, przeglądanie zamrażarek i wywlekanie na światło dzienne spożywczych znalezisk. Nowość stanowiła za to mała ‘afera fakturowa’ i wstyd, jakim okryły się kucharki. To, że przeciętny człowiek nie zwraca uwagi na skład produktów spożywczych, jest (jeszcze!) na porządku dziennym. Naszą samoświadomość podnoszą programy typu Wiem, co jem. Natomiast niewiedza osób związanych z gastronomią – np. kucharek – jest rzeczą nie do pomyślenia. Chodzi tu o kolejną ‘aferę’, tym razem maślaną. Niestety, prawo wciąż nie wzięło się za uregulowanie przepisów i margaryna z dodatkiem 1% masła można chełpić się swoją ‘maślanością’. Możemy mieć tylko nadzieję, że kiedyś się to zmieni.

Wykańczanie, dopieszczanie
Promocyjna kolacja przebiegła leśnie. Wystrój zmienił się bowiem na plus – z okien poznikały firany, na ścianach i lampach zawisło pachnące i świeże igliwie, a kominek zaczął pełnić swoją pierwotną funkcję. Do menu na stałe wprowadzono leśne grzyby, jeziorne ryby i inne potrawy, tym razem przygotowywane na maśle i prawdziwych ziołach. By uzyskać ten efekt, przeprowadzono dwufazową operację. Pierwszą fazą była mała zabawa integracyjno-edukacyjna, czyli wspólne obieranie i patroszenie złowionych ryb, natomiast druga wymagała standardowej promocji lokalu, czyli chodzenia po mieście i częstowania przechodniów kanapkami z sandaczem i sosem tatarskim.

Po tak cudownej i efektownej rewolucji, nie było mowy o zawodzie po powrocie. Magda Gessler po raz kolejny opuściła Leśniczankę zadowolona. Nam – widzom – musiała wystarczyć sama myśl o zapachu drzewek iglastych i smaku podawanych potraw. U nich trwał wrzesień, u nas już połowa listopada. Niejednego widza dopadła zapewne nostalgia i refleksja na temat świąt Bożego Narodzenia. Zrobiło się tak miło, przyjemnie i nastrojowo. Nic w tym złego! Po co sobie odmawiać? Zawsze warto czerpać z życia pełnymi garściami. Skoro wszyscy uczestnicy odcinka wyszli ze swych sytuacji cało i szczęśliwie, i my zafundujmy sobie chwilę radości. Zapalmy leśne kadzidełko, spójrzmy na świat za oknem i odetchnijmy z ulgą, bo problemy ze źle prosperującymi restauracjami to, na całe szczęście, nie nasza sprawa.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat