Ryby na parze i chińszczyzna z poślizgami

Top Chef - sezon 2, odcinek 5.
Dziś szef Amaro przeszedł sam siebie. Zaproponował uczestnikom programu możliwość odejścia z Top Chefa na własną prośbę.

Według jury poziom części szefów osiągnął dno, więc postanowili im pomóc. Ale zacznijmy od początku.

Tematem przewodnim piątego odcinka stały się techniki przyrządzania potraw oraz produkty: ryby i owoce morza. Nigdy nie przyrządzałam ośmiornicy, o ile dobrze pamiętam jadłam ją tylko raz. We mnie ośmiornica w kuchni wywołuje jedynie strach, ale dla jednego z uczestników była to szansa, ponieważ szczegółowo przyglądał się pierwszej edycji Top Chefa. Pamiętał o Martinie, zwycięzcy poprzedniego sezonu, oraz o jego ośmiornicy duszonej na parze z podstawowymi przyprawami. Nie widzę lepszego rozwiązania niż wzorowanie się na poprzedniku, który wygrał. Kolejną nowością dla mnie okazała się technika przygotowywania dania w szczelnie zamkniętej torebce foliowej pod ciśnieniem. Nie miałam nigdy wcześniej do czynienia z podobnym sprzętem. Podczas degustacji miny jury jak zwykle nie podpowiedziały niczego konkretnego. Po dzisiejszym odcinku zapamiętajmy sobie jedno – nie gotujmy tuńczyka na parze! To zabójstwo dla tej wspaniałej ryby. Kolejną rybą była pięknie podany łosoś z kaszą i sosem truskawkowym. W restauracji skusiłabym się na niego z pewnością ze względu na truskawki właśnie. Werdykt dla części uczestników okazał się bardzo przychylny, w dwóch poprzednich odcinkach żaden z członków jury nie powiedział żadnemu z uczestników równie miłych uwag. Z drugiej jednak strony kolejny raz część ekipy zawiodła. Pęczak był niedogotowany, słonecznik nieobrany, krewetki twarde jak kamień, a tuńczyk smakował jak styropian. Dania wyglądały dobrze, ale w smaku zawiodły jury po całości. Pomimo tego, że Magda dostała w poprzednich odcinkach szansę od koleżanki, otrzymała ponowne wejście do programu, w dzisiejszym odcinku poddała się bez ostatecznej walki po pierwszej konkurencji. Myślę, że zarówno uczestnicy jak i widzowie zawiedli się, ponieważ każdy jej po części kibicował. Pomimo swoich pomyłek była osobą charyzmatyczną, silną i pomysłową.

Druga konkurencja to kolejna niespodzianka. Szefowie musieli przygotować potrawy w delikatesach Alma przy użyciu naczyń typu wok. Podczas tego zadania należało przygotować techniką „smaż i mieszaj”, dorzucając składniki od najtwardszych do najbardziej miękkich, następnie chwilę dusząc z dodatkiem sosu. Uwielbiam kuchnię azjatycką, szczególnie indyjską, japońską i właśnie tajską, której reprezentantem był Szef Sanad. Chętnie zjadłabym wszystko, co szefowie przygotowali w tej konkurencji. Zadaniem było dokonanie zakupów w delikatesach, a następnie przygotowanie dania dla 20 porcji dla 20 osób w 20 minut. Zarówno 5 minut czasu na zakupy produktów, które były niektórym uczestnikom niezbyt znane oraz tak duża porcja do przygotowania w tak krótkim czasie to nie lada wyzwanie. Niektóre zespoły dogadywały się dobrze, ale z drużyna Adama  przegrała samych siebie brakiem współpracy i niezrozumieniem. Azjatycką kuchnię przygotowywali polscy kucharze, więc podczas oceny dania przez azjatę nie zdziwiła mnie ocena „w ogóle nieostre, niedoprawione”. Degustację dań przeprowadzili pracownicy delikatesów Alma. Konkurencję miażdżącą przewagą wygrała drużyna Agnieszki, Roberta i Bartka, tym samym otrzymali immunitet i staż w restauracji Szefa Sanada. Do dogrywki z młodą jagnięciną trafili pozostali uczestnicy, a z nich po wyrównanej walce program opuścił Szymon. Myślałam, że dzięki odejściu Magdy w dzisiejszej dogrywce nie odpadnie nikt. Szkoda.

Joanna Swojak
(joanna.swojak@dlalejdis.pl)

Fot. Ipla.tv



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat