Badacze przekazów masowych poświęcili wiele uwagi postaciom ukazywanym przez prasę, radio i telewizję. Jakie osoby, jakiej płci, wykształcenia, pochodzenia, rasy, zawodu itp. są przedstawiane jako bohaterowie, a jakie jako „czarne charaktery”? Jakie motywy nimi kierują i jakimi posługują się środkami, do jakich dążą celów i wartości? Chciałabym tutaj przytoczyć najważniejsze przykłady analiz.
Jednym z najwcześniejszych studiów nad pochodzeniem postaci przedstawianych akurat w amerykańskiej prasie masowej jest analiza Berelsona i Saltera (1946 rok) na temat mniejszości etnicznych. Wykazała ona, że na łamach pisma najczęściej pojawiali się wówczas biali protestanci, bez śladów obcego pochodzenia. Rodzimi Amerykanie na ogół byli przedstawiani w korzystnym świetle, wykonywali najbardziej cenione zawody, zajmowali najwyższą pozycje społeczną. Mniejszości etniczne były ukazywane w rolach stereotypowych, np. Włosi jako gangsterzy, bądź wykonujących nisko oceniane zawody, np. Murzyni jako służba domowa.
Późniejsze studium D. Smythe’a (1964 rok) ujawniło nieco odmienne tendencje. Na przykładzie sztuk teatralnych przygotowywanych dla nowojorskiej telewizji wykazał, że najczęściej pokazywani byli mężczyźni młodzi lub, co najwyżej, w średnim wieku, zajmujący kierownicze stanowiska. Większość postaci to praworządni, zdrowi i normalni obywatele. Złoczyńcy byli na ogół starsi niż bohaterowi pozytywni, i raczej pochodzenia nieamerykańskiego (europejskiego lub orientalnego). Murzyni pojawiali się w rolach neutralnych jako ani dobrzy, ani źli.
Ciekawostką jest to, co w latach sześćdziesiątych przeprowadził M. DeFleur (1964 rok). Dokonał on analizy zawodowej postaci przedstawianych w amerykańskiej telewizji. Stwierdził, że do różnych zawodów przypisane są odmienne charakterystyki społeczne i fizyczne. I tak np. lekarze są nie tylko ukazywani jako dobrze ubrani i towarzyscy, ale również jako przystojni. Zawody były w wysokim stopniu przedstawione stereotypowo; prawnicy jako zręczni, artyści jako namiętni, policjanci jako brutalni, sprzedawcy jako układni. Telewizja koncentrowała się raczej na nietypowych aspektach ról zawodowych, np. lekarze na ogół wykonywali dramatyczne operacje, rzadko natomiast byli pokazywani w codziennych czynnościach.
W Polsce interesujące porównanie cech bohaterów sukcesu sportowego z rzeczywistymi cechami sportowców przeprowadził A. Tyszka (1966 rok). Wynika z niego, iż sportowcy byli przedstawiani na łamach prasy jako wzory pomyślności życiowej i kariery. Byli na ogół ukazywani jako ludzie wyjątkowo przystojni, a nadto jako osoby o wyrobionym charakterze i wysokich wartościach moralnych. Obraz życia rodzinnego sportowców – stwierdza Tyszka – składa się niemal z samych superlatyw. Najczęściej przedstawiano ich jako ludzi opierających swoją pozycje na ważnym stanowisku pozasportowym, traktujących swą karierę w sporcie amatorsko. Jeśli wykonywali jakiś zawód, to był on umieszczony wysoko w hierarchii prestiżu. Sportowcy byli ludźmi uczącymi się, przy czym wyższe studia były pokazywane jako najczęściej spotykana droga zdobywania wiedzy, co wskazywałoby na ich wysokie aspiracje.
Po głębszym zastanowieniu się dochodzę do wniosku, że media zamydlają nam oczy. Szklany ekran serwuje nam piękne dania, które wyglądają zachęcająco i smacznie, a tak naprawdę są nie do spożycia. Siła mediów niejednokrotnie mnie samą przeraża. Telewizja, prasa i radio potrafi zarówno wynieść na szczyt, ale także zdeptać i zniszczyć każdego. A raz stworzony wizerunek utrwala się na bardzo długo i ciężko później go zmienić. Raz przeklejona „łatka” do danej osoby, idzie z nią wszędzie, jest jak cień. Przyszyta grubymi nićmi. Z każdego można zrobić bohatera, albo pozytywnego, albo negatywnego. Z każdego wydarzenia można zrobić widowisko, jak się okazuje nawet ze śmierci. Może być ono tak spektakularne, że niemalże przypominające film akcji. Uważajmy, gdzie zatracamy poczucie rzeczywistości.
Joanna Ulanowicz
(joanna.ulanowicz@dlalejdis.pl)
Fot. pixabay.com
Komentarze