- wszyscy w pełnej krasie wystąpili dziś w Polsacie na żywo w finałowym odcinku Top Chef.
Szefowie musieli przygotować w ciągu trzech godzin pięciodaniowe menu degustacyjne, odzwierciedlające ich charakter w kuchni. Dokonali zakupów w Almie bez ograniczeń finansowych. Mogli uzyskać pomoc od byłych uczestników drugiego sezonu Top Chefa, których wybierali dzięki losowaniu noży z ich imionami. Byli dość wybredni, chcieli pracować z naprawdę dobrymi zawodnikami. Ostatecznie Przemek wylosował Adriana, z którego był niesamowicie zadowolony, Adam trafił na Agnieszkę, a Sebastian dostał do pary Pawła, człowieka wędzącego nawet fasolę. Adam zdecydował się podać młodziki opolskie, łososia, żubra, kaczkę, a na deser tartę czekoladową. Sebastian zaserwował buraka z kozim serem, foie gras, halibuta, zająca i ravioli z ananasa. Daniami Przemysława były tatar z żubra z emulsją z czosnku niedźwiedziego, łosoś z lodami chrzanowymi, grasica cielęca, sandacz i na deser mus czekoladowy z kaczą krwią. Pycha! Trzy godziny to dużo czasu w porównaniu do konkurencji, podczas których szefowie mieli mniej niż godzinę. Zaczęli od dań, do których przygotowania potrzebowali więcej niż dwie godziny, czyli min. od lodów i bezów. Niektórzy pomocnicy jednak bardziej chyba przeszkadzali szefom, niż nieśli pomoc. Naruszali pomysły, unicestwiali składniki potraw, zagłuszali myśli i plątali się pod nogami. Po ukończonym daniu szefowie prezentowali je jury, a pomocnicy finiszowali kolejne potrawy. Komisja próbowała niektórych z zachwytem, do innych miała niemałe pretensje. Kucharze uwijali się jak w ukropie, zupełnie jak w kuchni z prawdziwego zdarzenia. Według szefa Amaro finał drugiej edycji programu przebił jakością finał pierwszej serii Top Chefa.
Jury szukało człowieka poruszającego się swoimi instynktami, niebojącego się wyzwań i przedstawiania degustatorom swoich pomysłów, odważnego indywidualisty. Każdemu z finalistów powiedzieli na koniec wiele miłych słów, ale najlepiej według nich wypadł Sebastian Olma – szef kuchni szlifujący swoje umiejętności w Londynie. Trzymałam za niego kciuki od początku drugiej edycji i cieszę się, że to właśnie Sebastianowi się udało. Mam nadzieję, że zgodnie z obietnicą wróci teraz do Polski, dzięki czemu wzbogaci profesjonalną polską kuchnię.
Joanna Swojak
(Joanna.swojak@dlalejdis.pl)
Fot. ipla.tv
Komentarze