Rodzina Gallagherów zostaje przeniesiona do Chicago, obsada całkowicie zmieniona, a angielskie idiomy zastępuje slang zza oceanu. Serial różni się od dotychczasowych hollywoodzkich produkcji, bohaterowie nie mają drogich kostiumów, nie otacza ich zjawiskowa scenografia. Ubóstwo materialne pozwala skupić się na emocjach, wartościach i zastanowić się nad znaczeniem rodziny, miłości i przyjaźni w życiu.
Serial przedstawia losy dysfunkcyjnej rodziny Gallagherów, dla których każdy dzień to walka o przetrwanie. Obowiązki rodziców pełni najstarsza z rodzeństwa Fiona, podczas gdy samolubny ojciec Frank sięga po kolejny kieliszek wódki. Pod jej opieką pozostaje błyskotliwy Phillip, homoseksualny Ian, dojrzewająca Debbie, łobuz Carl i najmłodszy, malutki Liam. Problem alkoholizmu ojca i ciągły brak pieniędzy to tylko początek zmartwień rodzeństwa. Codzienne wyzwania dały im siłę, by godnie iść przez życie, nie przejmować się krytyką i ponad wszystko kochać swoją rodzinę. Wielokrotnie pakują się w kłopoty, łamią prawo, ranią ludzi, jednak widz ani na chwile nie traci do nich sympatii. Czy to przez ubogie warunki w jakich żyją?
Nietuzinkowe osobowości jakie posiadają? Nie wiem, ale biedne ulice Chicago z Gallagherami pod ręką wydają się niezwykle fascynujące.
Genialny William H. Macy bardzo autentycznie odgrywa rolę degenerata, kłamcy i pełnego sprzeczności alkoholika. Postać Franka choć z założenia negatywna, budzi pozytywne emocje, a jego problemy pokazują jak nisko jesteśmy w stanie upaść w szponach nałogu. Dobrym punktem obsady jest również postać Fiony, grana przez młodziutką Emmy Rossum, która wzrusza i imponuje siłą i zaangażowaniem. Joan Cusack, postawiona została przed niełatwym zadaniem, zagrania zdezorientowanej Sheilii, która nie radzi sobie z życiem, izoluje się od świata, a swoje frustracje uwalnia w towarzystwie seks zabawek przy intymnych igraszkach. Złożoność postaci, absurd jej uosobienia obfituje w komiczne sytuacje, które choć czasem kończą się tragiczne, bawią do łez.
"Shameless" szokuje ostrymi scenami seksu, ciętym językiem i samolubnymi, nieludzkimi postawami niektórych bohaterów. Widza przyzwyczajonego do wykwintnej aranżacji wnętrz zaskoczy stary, wymagający remontu dom, widoczna bieda, ciągła pogoń za szczurami i eksplodująca kanalizacja. Bohaterowie noszą skromne ubrania, wąchając każdą część garderoby przed założeniem, tak dla sprawdzenia świeżości. Wprowadzeni w świat ubóstwa z czasem się przyzwyczajamy i zaczynamy dostrzegać te małe, istotne rzeczy i chwile.
Widzimy ludzi gotowych oddać za siebie życie, pełnych poświęceń, którzy nie gubią pogody ducha i radości. Przesuwają nasze granice moralności, czasem postępują bezwstydnie pokazując, że nie ma ludzi idealnych. Polecam, wpadnijcie na chwilkę z wizytą do Gallagherów, nie pożałujecie.
Marta Bronowicka
(marta.bronowicka@dlalejdis.pl)
Komentarze