„Siedem dalekich rejsów” - recenzja

Recenzja książki „Siedem dalekich rejsów”.
„Siedem dalekich rejsów” Leopolda Tyrmanda to opowieść, która od pierwszego zdania porywa w wir wydarzeń – z pozoru prozaicznych, a w głębi absolutnie fascynujących. Zalewa czytelnika falą emocji tak osobistych i ponadczasowych, że długo po przewróceniu ostatniej strony trudno złapać oddech, by wynurzyć się z powrotem do rzeczywistości.

Zaczyna się niewinnie: dwoje nieznajomych, przelotne spojrzenia. Szybko jednak okazuje się, że pod warstwą codzienności tka się gęsta sieć intryg. W Darłowie nikt nie znalazł się przypadkiem. Każde wypowiedziane zdanie ma tu swoje miejsce i czas. Każdy uśmiech, przytyk i podziw prowadzą do celu. Do samego końca wchodzimy w psychologiczną grę, nie wiedząc, komu tak naprawdę warto zaufać – choć po cichu kibicujemy każdemu z bohaterów.

Akcja powieści toczy się w kameralnym, owianym morską bryzą miasteczku, a Tyrmand mistrzowsko zderza ten nadmorski klimat z brutalną rzeczywistością powojennej Polski. Cięty język, błyskotliwe, iskrzące napięciem dialogi oraz duszna perspektywa damsko-męska sprawiają, że książki po prostu nie można odłożyć. Charakterystyczną atmosferę potęguje wszechobecny strach przed ustrojowymi przemianami i nową władzą, która krok po kroku, bezlitośnie eliminuje prywatną własność.

Pisarz hipnotyzuje czytelnika kwiecistym stylem, wciągając go coraz głębiej w nadbałtyckie realia. W tamtym Darłowie można przecież załatwić niemal wszystko: rubinowy, palący gardło alkohol spod lady, dwuosobowy skuter, jedwabną bluzkę prosto z warszawskich salonów, wędzone szprotki... a może nawet i bezcenne, zaginione dzieło sztuki?

Malownicze Darłowo kryje w sobie o wiele więcej. To arena wielkich namiętności, w których pozornie błahe spotkania prowadzą prosto do nieuniknionego punktu kulminacyjnego. Gdzie zaczyna się, a gdzie kończy miłość? Czym jest to obezwładniające uczucie, dla którego jesteśmy gotowi rzucić w diabły wszystkie plany, byle tylko wreszcie poczuć, że naprawdę istniejemy?

„Siedem dalekich rejsów” to zadziwiająco trafny obraz polskiego społeczeństwa, pełnego sprytu, radosnego kombinowania  i sztuki przetrwania, ale też niepoprawnego romantyzmu. To piękny, tętniący życiem hołd dla nadziei ukrytej w szarej codzienności. Opowieść, która udowadnia, że mimo wszystko po prostu chce się żyć.

Karolina Janetta

Leopold Tyrmand, „Siedem dalekich rejsów”, Wydawnictwo MG, Kraków, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat