Dane mówią same za siebie. Kobiety zaczynają się liczyć w polityce. Pokazują, że określenie kobieta-polityk brzmi dumnie i nie wzbudza jedynie politowania wśród męskiej części parlamentarzystów na Wiejskiej.
Czy można powiedzieć, że jest to zasługa długo oczekiwanych i triumfalnie wywalczonych parytetów? Oczywiście, zaznaczenie obecności płci pięknej na listach wyborczych miało niebagatelne znaczenie dla kultury politycznej w Polsce, wątpliwe jednak czy przyczyniło się do wzrostu liczby kobiet w ławach sejmowych. Warto wspomnieć, iż liczba pań na najwyższych stanowiskach zarówno politycznych czy biznesowych wzrosła diametralnie. Kobiety w XXI wieku są przebojowe, odważne i pewne siebie, ale co najważniejsze mają doskonałe kompetencje. Co prawda nadal na najwyższych stanowiskach dominują panowie, jednakże nowa pani minister i wicepremier w jednej osobie, Elżbieta Bieńkowska, wydaje się zadawać kłam panującemu trendowi.
Warto sięgnąć nieco do naszego kulturowego dziedzictwa i ową sytuację rozłożyć na czynniki pierwsze. Kobieta od wieków była symbolem domowego ogniska. Oczekiwania wobec nas dotyczyły głównie założenia rodziny, a dopiero długo, długo potem realizacji zawodowej. Angażowanie się w działalność polityczną zawsze odbywa się kosztem innych aspektów życia, najczęściej prywatnego. Trzeba liczyć się z tym, że czas pracy polityka jest ruchomy i nielimitowany. Często wiąże się z podróżowaniem, a nierzadko z przeprowadzką do Warszawy. Jakie utrudnienia w funkcjonowaniu rodziny powoduje nieobecność matki i żony przez 5 czy 6 dni w tygodniu, można łatwo się domyślić. Jednocześnie potrzeba i chęć samorealizacji jest czymś naturalnym. Trzeba pamiętać, że polityka nadal pozostaje męskim światem z regułami „gry”, które nie dają szans na oddech. Każdy najmniejszy błąd jest od razu naświetlany i komentowany. Czego niechlubnym przykładem był brak profesjonalizmu byłej minister sportu Joanny Muchy. Niestety pani minister wykazała się skrajnym nieprzygotowaniem do roli, jaką miała pełnić. Niezaprzeczalnie spowodowało to spadek społecznego poparcia dla piastowania przez kobiety tak wysokich stanowisk. Nie pomogły feministyczne apele minister Muchy o nazywanie jej per „Ministrą”, ośmieszyły natomiast funkcję, którą pełniła.
Wnioski? W kwestii liczby kobiet w parlamencie warto zwracać raczej uwagę na jakość, a nie ilość. Istotnym jest, aby zachęcać panie do uprawiania polityki, bo jak pokazują wydarzenia ostatnich tygodni, kobiety chcą, mogą i potrafią znaleźć równowagę pomiędzy politycznym kunsztem, a życiem rodzinnym.
Iwona Wachel
(iwona.wachel@dlalejdis.pl)
Fot. wikipedia/Ryszard Hołubowicz
Komentarze