Autor zapewnia, że w ciągu ostatnich lat wzrosła nawet masa ciała szczurów doświadczalnych. O truciźnie powszechnie dostępnej w naszych domach opowiada dr Robert Lustig.
Według autora winni otyłości nie są tylko dorośli jedzący za dużo cukru i podającego go swoim dzieciom, a również rząd i koncerny spożywcze, które ponoć sterują administracją rządową. Co ciekawe, doktor Lustig uważa, że w mediach zatajana jest prawda o otyłości, a błędne informacje są podawane również przez służbę zdrowia. Okazuje się, że bardzo krzywdzące jest ocenianie osób otyłych, przypisując im metkę obżartuchów. Istnieją pewne defekty genetyczne, zmiany w kodzie, które odpowiadają za przekazywanie do mózgu błędnego sygnału odnośnie sytości. Tym sposobem takie osoby czują się ciągle głodne. Z tego powodu ciągle jedzą, a w konsekwencji tyją. Nie przestają jeść bo są głodni i tak w kółko. Sporo jest w tej książce danych, procentów, statystyk na temat Amerykanów chorych na otyłość. Nie jest to fascynujące, ale jednak uświadamia skalę problemu. Zamiast śmiać się z Amerykanów i ich miłości do niezdrowej żywności, warto zapoznać się z drugą stroną medalu. Czy rzeczywiście sami są sobie winni, czy może żyją nieświadomie w błędnym kole. Najbardziej zainteresowała mnie część o uzależnieniu od jedzenia i o tym, jak nasz mózg jest „zaślepiony” różnymi substancjami, którymi faszerowane jest jedzenie, a później zajadamy konkretnym deserem smutki. Otóż żyjemy dla nagrody, czyli czegoś co jest naszą motywacją i sensem życia. Odpowiada za to uwalnianie dopaminy przy przyjmowaniu tłustych, słodkich posiłków. Stąd biorą się nawet nieświadome uzależniania od konkretnej słodkości, soku czy innych z pozoru nieszkodliwych pokarmów. Bardzo ciekawe były też wzmianki o tym, jak koncerny spożywcze manipulują klientami, by przykładowo zwiększyć liczbę uzależnionych od nikotyny.
Ta wielka anty-fruktozowa księga jest niczym odkrywanie przed narodami zagadki kryminalnej skrywanej od dziesięcioleci. Nie ukrywam, że czasami miałam wrażenie podczas czytania, że autor chyba oszalał na tym punkcie i lekko postradał zmysły, że przesadza. Biorąc jednak pod uwagę amerykańskie pochodzenie i tamtejszą skalę problemu, jest to zrozumiałe. Jako Polacy możemy się tylko cieszyć, że nie dotyczy nas jeszcze ten problem aż tak bardzo, ale niestety podążamy za „zachodem” i może to być tylko kwestią czasu. Jeśli czujecie nad sobą dziwną siłę przyciągania jakiegoś dania czy deseru, lepiej przeczytajcie tę książkę.
Katarzyna Picz
(Katarzyna.picz@dlalejdis.pl)
Robert H. Lustig, Słodka Pułapka; Galaktyka, Łódź 2015
Komentarze