Ania, Magda i Michel w pierwszym zadaniu dzisiejszego odcinka przyprawili uczestników programu o szybsze bicie serca. Na każdym stoisku do gotowania stało, bowiem nie pozorne akwarium, z równie (nie) pozornym mieszkańcem. Najszlachetniejszym z owoców morza, a jednocześnie najtrudniejszym do przygotowania, czyli z homarem.
Nie dość, że homar, to jeszcze żywy. Dla Marii i Daniela „uśmiercenie” go we wrzątku stanowiło chyba cięższe zadanie, od tego, w jaki sposób go przyrządzili.
Charles postawił na pieczonego homara. W trakcie jego przyrządzania zorientował się, że zamiast śmietany, do sosu użył sera mascarpone. Przypuszczał, że to może być jego ostatnie danie w programie. Ania była nim jednak zachwycona, a Michel stwierdził, że i on zamiast cukru dodał kiedyś do potrawy soli i ni stąd ni zowąd wyszło mu fantastyczne danie.
Leszek podał homara duszonego w maśle i salsą z mango, Ania ravioli z dodatkiem homara, a Jola homara w sosie podała ze szparagami. Jury stwierdziło, że grillowany homar Daniela, homar w tajskim bulionie kokosowym z curry i bobem Beaty, oraz pieczony homar Marii są całkowicie bez smaku, za to risotto z dodatkiem skorupiaka w wykonaniu Krzysztofa było mocno przesolone. Brawa samego Michela zgarnęła natomiast Diana, za homara w dwóch wersjach: zapiekanej i na zimno, w sałatce.
Jak nie trudno można było się domyśleć po uwagach Magdy, Ani i Michela za trzy najlepsze potrawy tego zadania uznano homara w wersji Diany, Charlesa i Ani. Ponownie zwycięzcą konkurencji został Charles. Najgorzej z zadaniem poradzili sobie Daniel, Maria i Leszek, jednak, żadne z nich nie musiało oddać fartucha.
W kolejnym zadaniu z dzisiejszego odcinka jury zapragnęło zabrać uczestników MasterChef’a w podróż w przeszłość, do krainy smaków z dzieciństwa. Mieli oni, bowiem z produktów zebranych ze spiżarni przez przedstawicieli ich rodzin, przyrządzić danie, które uwielbiali, jako dzieci.
Na przygotowanie takiej potrawy mieli 60 minut. Charles, jako zwycięzca poprzedniej konkurencji mógł dobrać potrzebne produkty, bądź gotować o 10 minut dłużej. Wybrał drugą opcję, dzięki czemu zyskał niezwykle potrzebne w kuchni MasterChef’a minuty.
Do przygotowania kucharze mieli dwie porcje swojego dania, dla jury i dla siebie oraz bliskiego. Każdy z członków rodziny mógł raz zejść z balkonu by im pomóc, czy udzielić jakiś wskazówek.
Jola przygotowała pyzy szczebrzeszyńskie, czyli zawiniętą we włoską kapustę kaszę gryczaną z grzybami. Charles wykonał zapiekankę z mięsa mielonego, kukurydzy i puree ziemniaczanego. Ulubioną potrawą Daniela w dzieciństwie były smażone drożdżowe pierogi, a Beaty eklerki z kremem waniliowym. Maria zrobiła naleśniki z białym serem, rodzynkami i sosem pomarańczowym, Diana roladki z bakłażana i papryki, a Krzysztof kurczaka w warzywach po chińsku. Ania przygotowała zaś polędwiczki wieprzowe, natomiast Leszek kotleta de volaille z zasmażaną kapustą i ziemniakami.
Na podium trzech najlepszych dań, najlepszych smaków z dzieciństwa stanęły potrawy Krzysztofa, Charlesa i Diany. I to ona właśnie zwyciężyła drugą konkurencję dzisiejszego odcinka. Według Ani, Magdy i Michela najgorszymi potrawami były te wykonane przez Jolę, Anię i Beatę. Fartuch MasterChefa musiała dziś oddać Jola.
Czy w przyszłą niedzielę kucharzom uda się poradzić sobie w prawdziwej restauracji, pod okiem prawdziwego szefa kuchni? Dowiemy się już za tydzień.
Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)
Fot. TVN / Jacek Wrzesiński
Komentarze