„Social Network” - przyjaźń, zdrada i Facebook

Recenzja filmu Social Network.
- Fejsbuknij mnie i umówmy się na drinka - śliczna dziewczyna prosi średnio ciekawego kolegę z uniwersytetu.

Pewnie w innych okolicznościach nawet nie zwróciłaby na niego uwagi, ale teraz Eduardo (Andrew Garfield) funkcjonuje w świadomości kolegów jako współzałożyciel Facebooka. To strona, dzięki której studenci Harvardu mogą kontaktować się ze sobą, wymieniać zdjęciami i komentować aktualności znajomych.

Najnowszy film twórcy takich produkcji jak „Siedem”, „Fight Club” czy „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”, to opowieść o powstaniu największego fenomenu sieciowego ostatnich lat, czyli Facebooka. Mark Zuckerberg, jego twórca, w wieku 26 lat jest najmłodszym miliarderem na świecie. Obraz Finchera, to próba odtworzenia sytuacji, w której powstało dzieło życia niespecjalnie towarzyskiego studenta w zbyt luźnej bluzie z logo Harvardu.

Film „Social Network” utrzymany jest w konwencji retrospektywy. Mark (Jesse Eisenberg) spotyka się u prawników naprzeciw dawnych kolegów, którzy oskarżają go o przywłaszczenie pomysłu, działanie na szkodę ich interesów, a także po prostu o kłamstwo i nieuczciwe załatwienia spraw biznesowych. W trakcie kolejnych rozmów na jaw wychodzą wszystkie elementy całej „fejsbukowej” gry, która rozpoczęła się na uniwersytecie.

Mark jest świetnym programistą. Pierwszym harwardzkim serwisem założonym przez niego jest strona do oceniania koleżanek, które, oczywiście, o niczym nie widzą. Gdy sprawa wychodzi na jaw, dziewczyny są obrażone, a dyrekcja zdegustowana, ale chłopak przestaje być anonimowy. Jego sława dociera do kolegów ze starszych lat, którzy mają pomysł i pieniądze i do szczęścia potrzebny im tylko znakomity programista. Mark zgadza się z nimi współpracować. Jednak zamiast zgodnie z umową informować ich o postępach, chłopak unika spotkań. W tym czasie wraz z dwoma kolegami – Eduardem i Dustinem (Joseph Mazello) zakłada The Facebook, serwis oparty na pomyśle braci Winklevossów (ciekawostka: bliźniaków gra jedna osoba – Armie Hammer). Finansowe wsparcie uzyskuje od Eduarda.

The Facebook rozrasta się, zdobywa nowych użytkowników i zaczyna wychodzić poza Harvard. W ten sposób dowiaduje się o nim Sean Parker (Justin Timberlake), twórca Napstera, czyli pierwszego programu, pozwalającego na swobodą wymianę plików metodą p2p. Dołącza do ekipy pomimo wyraźnych sprzeciwów Eduarda. Od tej chwili Facebook bez „the” zaczyna działalność komercyjną i przekracza granicę Stanów...

„Social Network” to film dobrze zrobiony, dynamiczny, wciągający. Widz z napięciem obserwuje licznik użytkowników „fejsa”, czekając na pierwszy milion. Z niedowierzaniem patrzy, jak po kilku piwach Mark błyskawicznie stuka w klawiaturę, wpisując kolejne kody. Z uwagą słucha rozentuzjazmowanych chłopaków, liczących w myślach zarobione miliony. I w duchu nieco potępia geniusza, który stracił przyjaciół z własnej winy, dla którego pieniądze i sukces są ważniejsze niż przyjaźń. Stąd uważam, że amerykańskie hasło reklamowy filmu - „Nie zdobędziesz 500 milionów przyjaciół bez zdobycia kilku wrogów” - świetnie oddaje charakter głównego bohatera. I, jak przyznał sam Zuckerberg, film w 100% oddaje charakter tamtego czasu. W wywiadzie na amerykańskiej stacji CBS zdradził nawet, że Jesse Eisenberg nosi jego rzeczy, w których przechadzał się po Harvardzie.

Finch stworzył niepokojący obraz, który sprawia, że człowiek zaczyna zadawać sobie pytanie o to, ile sam byłby w stanie poświęcić dla osiągnięcia sukcesu. I jak by się czuł, siedząc z dawnym przyjacielem po dwóch stronach stołu, negocjując warunki ugody. „Social Network” to ciekawe studium relacji międzyludzkich i przyczyn ich rozpadu. Warto obejrzeć ten film, bo nie dość, że dotyczy witryny, z której wielu z nas korzysta, to jeszcze jest ciekawą historią genialnych młodych ludzi, którzy jednak niekoniecznie umieją poradzić sobie z przytłaczającym sukcesem. Ostrzegam jednak, że nie-informatyk nie pojmie, o czym rozmawiają chłopaki tworzący „fejsa”, bo używany przez nich język to czysto techniczne słownictwo. Niemniej, dobrze wiedzieć, dzięki komu możemy dziś grać w Farmville, sprawdzać, kto z naszych znajomych jest naszym „Lover of the day” i dostawać zaproszenia na różne wydarzenia. Bo Facebook przestał być tylko stroną internetową. To styl życia. Życia w sieci.

Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat