Rzymska piękność urodziła się 20 września 1934 roku. Zanim świat poznał ja jako Sophię Loren, nazywała się Sofia Villani Scicolone. Wychowywana w biednych, powojennych Włoszech, w miejscowości Pozzuoli, liczyła przede wszystkim na siebie i swoją urodę. "Talent dodaje urodzie blasku" a uroda i wdzięk odziedziczone po matce, pomogły jej wygrać konkurs piękności, kiedy miała zaledwie 15 lat. Wygrała, a tym samym zdobyła bilet kolejowy do Rzymu, z którego nie zamierzała już ani rezygnować, ani zawracać.
Jej opiekunem i mentorem stał się Carl Ponti. Zaskakująca mieszanka - młoda, niedoświadczona dziewczyna i 22 lata starszy producent filmowy. Mówiono, że w tym związku gwiazda szukała relacji ojciec-córka. Sam Ponti zapewniał jej opiekę, obsadzając ją w wielu filmach, proponując jej drugoplanowe rólki. Małymi kroczkami Sophia Loren wkradała się do serc i pamięci widzów, jak i reżyserów. W 1951 roku została oficjalną niewolnicą Ligią w "Quo Vadis", co stało się jej przepustką do świata filmu. Wkradła się też do serca Carla Ponti, który dla niej rozwiódł się z żoną, by w 1957 roku poślubić Loren. "Człowiek śmieje się z miłości tak długo, póki ta go nie dosięgnie"- nie byłoby w tym nic śmiesznego, gdyby nie to, ze rozpad pożycia miał miejsce w Meksyku, a prawo francuskie nie uznawało zagranicznych rozwodów. Zanosiło się na jawną poligamię" W 1966 roku sprawa dobiegła końca.
W 1958 roku Loren zdecydowała się na podróż do Hollywood. I tam też zawojowała serca widzów. Najbardziej zapamiętana została z roli w "Matka i córka", za którą dostała Oskara dla najlepszej aktorki. Zabłysnęła również w "Cid", "Arabesce"( grała u boku Gregory'ego Pecka) , "Hrabim z Hongkongu" (tym razem z samym Marlonem Brando) oraz "Pret-e-Porter" Roberta Altmana. Jej ostatni film - "Vendredi ou un autre jour", nagrany został w 2005 roku.
Mimo swoich 75 lat, nadal jest uznawana za jedna z najpiękniejszych, a co ważne - również najseksowniejszych kobiet świata. Mówi się, że "na seksapil składa się w połowie to, co kobieta ma, a w połowie to, co myślą, że ma". W przypadku Sophi Loren, składa się na niego również kąpiel w oliwie z oliwek i makaron spaghetti. Wszystkie chwyty dozwolone, jeśli prowadzą do takiego efektu. Można śmiało stwierdzić, że Loren jest jak wino - im starsza, tym lepsza. Która kobieta, w wieku 70 lat zdobyłaby się na odwagę, by pozować do kalendarza Pirelli. Na odwagę zdobył się również arcybiskup Genui, który nie mógł się powstrzymać, by nie powiedzieć, że choć klonowanie ludzi jest wbrew Kościołowi, dla Sophii Loren uczyniłby wyjątek. W 1991 roku magazyn "People" uznał ją jedną z najpiękniejszych kobiet na świecie, a prezydent Francji odznaczył Orderem Legii Honorowej.
Całe szczęście - jej gwiazda jeszcze lśni. Jej czas jeszcze nie minął. Odważną sesją fotograficzną udowodniła, że pasja, wielka uroda i sława nadal noszą jej imię. A Sophia to znaczy "mądrość." Ja dodałabym jeszcze rozwagę i klasę.
Monika Pryśko
(redakcja@dlajdis.pl)
Komentarze