Specjalny odcinek Ugotowanych

Ugotowani - sezon 4, odcinek 4 z gwiazdami.
Oto pierwszy odcinek Ugotowanych, w którym przenosimy się do Warszawy, by ocenić kulinarne starania osobistości polskiego show biznesu. Komu poszło najlepiej?

Dzisiejszy odcinek był wyjątkowy nie tylko dlatego, że wzięły w nim udział same znane nam osoby. Z góry było także wiadomo, że nie jest to konkurencja czysto kulinarna. W końcu każdy, kto choć raz znalazł się pod lupą portali plotkarskich czy nawet zwykłych gazet, ma coś do ukrycia. Ten sekret – domowe, spokojne życie, dziś przyszło im zaprezentować z jak najlepszej strony. Wiadomo było także, że uczestnicy będą mniej krytyczni, a raczej mniej kąśliwi, niż „zwyczajni” ludzie, by nie zniechęcić do siebie polskiej widowni. Noty musiały być zatem wysokie, niektóre zachowania i uprzejmości nieco przerysowane i teatralne, a gospodarz każdej kolacji znany był wcześniej, co do tej pory zawsze stanowiło część zabawy w zgadywanie „u kogo dziś jemy?”. Pomimo tego, odcinek był ciekawy i nawet kilka razy wycisnął ze mnie pomruk uznania. Szkoda tylko, że uczestnicy nie wysilili się, by zapewnić związane ze swym zawodem atrakcje. Mogłoby być ciekawie.

Stefano Terrazzino
Uczestników tego odcinka nie będę zbyt rozlegle przedstawiać, gdyż myślę, że każda posiadająca telewizor osoba, coś tam o nich wie. Pierwszy gospodarz to tancerz, którego kojarzyć możecie z Tańca z gwiazdami. Narrator podał informację, że w programie wystąpił sześć razy, zwyciężając dwa. „Włoch zagubiony w Niemczech, a teraz w Polsce”. Mój zdecydowany numer jeden jeśli chodzi o kuchnię (włoska = smaczna), charakter (od razu widać różnice kulturowe, jego szczery uśmiech i nieśmiertelny optymizm) oraz wygląd (która kobieta nie zawiesiłaby oka na TAKIM Włochu?). Wnętrze jego domu określiłabym jako minimalistyczne i męskie, przez co dla mnie zbyt proste i nieprzyjazne. Brakuje tam kobiecej ręki i południowych kolorów. Za to menu zdecydowanie bardziej zachęcało do zmysłowej podróży do Włoch, gdyż Stefano zaserwował gościom Sałatkę Don Corleone, Domową lasagne (uświadamiając mi, że w swoim życiu jadłam wyłącznie mrożonki) oraz Don Vito w Szwarzwaldzie (obłędne! Kto nie kocha tiramisu?). Zdobył 25 punktów, co dało mu drugie miejsce.

Małgorzata Potocka
Producentka, reżyserka, aktorka. Lubi kuchnię na ostro i nie przepada za słodkimi deserami. Jej dom jest bardzo „domowy”, czyli tradycyjny, zwyczajny, tak jakbyśmy weszli do sąsiada obok, a nie znanej osobistości. W zasadzie to fajnie, że żyje tak, jak lubi i nie robi remontu na dzień przed programem tylko po to, żeby udawać kogoś innego. Współzawodników ugościła Czardaszem z grzankami, Na przekór kaczkom (ciekawe wykorzystanie imbiru, który do tej pory kojarzył mi się wyłącznie z sushi) oraz Wiśniowym sadem w śniegu, który podała w słoiczkach. Mnie ta kolacja (wizualnie) nie powaliła, ale Małgorzata dostała tyle samo punktów, co Stefano, zabierając mu tym samym połowę miejsca na podium.

Anna Wendzikowska
Dziennikarka, aktorka i kobieta kochająca sport. W przeciwieństwie do Małgorzaty, ceni sobie kuchnię łagodną. Nie lubi puree za jego konsystencję oraz papryki, prawdopodobnie za smak (chociaż można też np. za twardą skórkę). Na własną kolację ubrała przepiękną, szarą sukienkę (która kobieta nie zwróciła na nią uwagi?), choć na ostatniej, u Maćka, też nie wyglądała źle. Przez cały program wyglądała na bardzo spokojną, sympatyczną, uśmiechniętą osobę, niestety na swoim przyjęciu pokazała oblicze przesadnej perfekcjonistki i wprowadziła nerwową atmosferę. Za to minus. W jej menu znalazły się: Zielono mi (zjadłabym), American dream (HAMburger z rybą – czy to nadal dream, czy już nightmare?) oraz Białe szaleństwo. Zyskała najmniej punktów, bo 19, przy czym w „normalnych” okolicznościach dostałaby o wiele mniej. Pamiętajmy bowiem, że w niektórych odcinkach ludzie mieli ledwo po 18, a wygrywali!

Maciej Zień
Projektant – i tyle. Dość dziwna osoba, bardzo „kamienna” i poważna, ale za to szczera i nie bojąca się wygłaszania własnych opinii, nawet tych negatywnych. Nie wiem, czy tylko ja zwróciłam na to uwagę, ale podczas spożywania każdego posiłku krzywił się, jakby nic mu nie smakowało. Może to tylko taka maniera. Jego dom jest ładny, ale trochę zbyt sterylny. Bałabym się tam wpuścić psa. Dopiero na własnej kolacji nieco się wyluzował, co zauważył sam narrator. Gości poczęstował Patriotką, Drgającą szczytówką z fenkułem oraz Zmysłowym duetem, który był posiłkiem numer jeden tego odcinka. Z chęcią wpadłabym na tę kolację tylko po to, żeby zwędzić komuś z talerza owoce z gorącą kruszonką, a to wszystko zapić zmrożonym szampanem w formie piany czy czegoś podobnego. Myślę, że po takim daniu zasłużył na swoje 28 punktów i zwycięstwo, choć trochę szkoda mi Stefano. Gdybym miała skomponować sobie posiłek idealny, na bazie dań tego odcinka, jako przystawkę wybrałabym Zielono mi, na danie główne lasagne (tylko mogłaby być bez groszku), a na deser Zmysłowy duet. A żeby Małgorzata nie czuła się zlekceważona, wzięłabym jej czapkę z uszami!

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Ugotowani, Stefano Terrazzino, Maciej Zień, Małgorzata Potocka, Anna Wendzikowska, fot. TVN/PiotrLitwic.com



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat