„Street Dance 3D” – ale to już było…

Recenzja filmu Street Dance 3D.
Szkoda, że brytyjski „Street Dance”, do realizacji którego zaproszono finalistów tamtejszych edycji „Mam talent” i „You can Dance”, to kolejny film o tym samym.

Carly (Nichola Burley) zajmuje się w życiu dwoma dziedzinami: rozwożeniem kanapek i tańcem. Jej ekipa przygotowuje się właśnie do udziału w Mistrzostwach Wielkiej Brytanii w tańcu ulicznym. Na mały absurd zakrawa to, że do treningów potrzebują odpowiednio wyposażonej sali, no ale najwidoczniej scenarzysta nie miał pomysłu, jak inaczej skojarzyć grupę tańca ulicznego i domorosłych mistrzów baletu. Niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dziewczyna od kanapek dostaje możliwość trenowania swojej drużyny uliczników w dresach i adidasach na parkietach do piruetów i „Jeziora łabędziego”. Sprawczyni takiego muzyczno-tanecznego mezaliansu – Helena (Charlotte Rampling) – chce upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: pomóc uzdolnionej młodzieży z ulicy i wskrzesić na nowo iskrę pasji w zblazowanych studentach prestiżowej szkoły baletowej. Dalszy ciąg można sobie dopisać, ponieważ kolejne wydarzenia nie odbiegają od standardu przyjętego w takich produkcjach, najbardziej nawiązując oczywiście do dwóch pierwszych części filmu „Step Up”. Wiadomo, kto się w kim zakocha i kto pojawi się akurat w ostatniej chwili. Nietrudno zgadnąć, że wszystko idealnie się kończy.

I gdyby nie taniec, to już nie można by po raz któryś oglądać tego samego. Na szczęście „Street Dance” jest pokazem prawdziwie mistrzowskiego tańca! Precyzyjnie przygotowane i brawurowo wykonane układy zapierają dech w piersiach. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że Brytyjczycy pokonali Amerykanów, którzy poza finałowym tańcem w „Step Up 3D” nie zachwycają. Okazuje się, że utalentowani młodzi tancerze z Wysp świetnie radzą sobie z najbardziej skomplikowanymi figurami tanecznymi. To właśnie ci młodzi ludzie, który nie muszą udawać, by przekonać widzów, że taniec jest ich największą pasją, stanowią najsilniejszy atut filmu. Radośni, żywiołowi i pełni pomysłów, naturszczycy, którzy po prostu przekazują widzom swoją pasję świetnie wypadają na dużym ekranie. Warto zauważyć, że stanowią zwartą całość, każdy ma swoją „rolę” i każdy świetnie się z niej wywiązuje, dzięki czemu ich taneczne popisy nabierają charakteru zabawy grupy przyjaciół, którzy znają się od lat i dzielą wspólne zainteresowania.

„Street Dance” nie jest filmem porywającym ani zachwycającym. Układy taneczne nie przejdą do historii jak duet Patricka Swayze i Jennifer Grey czy nawet final dance, tańczony w deszczu w „Step Up 2”. Jednak mimo wielu oczywistych wad można obejrzeć łatwy, prosty i przyjemny film o tańcu. Ot, kolejna opowieść stworzona dla efektów, a nie dla fabuły.

Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat