Prawdopodobnie sięgną po nią osoby na kolejnym etapie rozwoju w swoim życiu lub ci, którzy szukają różnych metod na lepsze samopoczucie. Nie znajdziesz tu przepisów na stek ani magiczne ciasto z cukrem, jajkami i polewą czekoladową. Co najwyżej recepturę na orkiszowe naleśniki z syropem klonowym.
Jednak, wbrew pozorom, Natalia Rose proponuje nie tylko konsumpcję marchewek czy zielonych liści. Idea jej diety (również jako długotrwałej metody żywienia) opiera się na przekonaniu, że każdy z pokarmów ma swoją energię życiową. W skrócie mówiąc, pewne rzeczy są bardziej harmonijne dla nas, inne mniej. Chodzi tu nie tylko o samą żywność, ale również np. energię słoneczną, to jak oddychamy, czy uprawiamy jakąś gimnastykę relaksacyjną itd. Najlepsze są według autorki rzeczywiście surowe zielone warzywa i świeże soki, ale dopuszcza ona również gotowane warzywa, zboża takie jak proso, kamut, quinoa. W mniejszej ilości poleca surowy nabiał, ziarna, organiczne jajka i ryby, oleje, wino i gorzką czekoladę (ale tylko minimum 70% kakao).
Książka „Surowe pożywienie” podzielona jest na dwie części. W pierwszej z nich mamy prezentację poglądów na temat żywności, tego jak i jaką przyswajamy, co wnosi do naszego życia surowa dieta. Druga część to przykład szczegółowo opisanego trzytygodniowego jadłospisu. Przez dwadzieścia jeden dni mamy szanse na oczyszczenie i wzmocnienie swojego organizmu. Praktyczną część z poradami i przepisami, poprzedza test energii życiowej, pozwalający na ocenę jak bardzo potrzebujemy zmiany diety. Autorka ma świadomość, że nie wszystkich stać na organiczną żywność, która jest droższa niż ta w supermarketach. Dlatego też udziela również porad, jak dokonywać zwykłych zakupów, odpowiada również na inne pytania związane ze stosowaniem jej programu żywieniowego.
Przed lekturą oczekiwałam poradnika, jak mieszać tartą marchewkę z kapustą lub zalecania, by jeść same ogórki trzy razy dziennie. Mimo pewnych plusów takich diet, miałam i mam wątpliwość w doniesieniu do ich długotrwałego stosowania. Jeśli jednak spojrzeć na idee „Surowego pożywienia” z szerszej perspektywy, nie sposób odmówić słuszności pewnych przekonań. Prosta żywność, jak najmniej przetworzona, poszukiwanie metod na redukcję stresu. Te zasady dominują także i w innych zdrowych dietach. Kupować żywność od lokalnych wytwórców, unikać chemii, jeść możliwe najzdrowiej. Jako zwolenniczka takich sposobów żywienia może nie zdecydowałabym się na wszystkie propozycje, które poleca Rose. Na pewno jednak znalazłam tu sporą inspirację do dalszych poszukiwań oraz dużo receptur, które mam zamiar wypróbować. A jeśli starczy mi sił i motywacji, może nawet w to lato, skuszę się na wypróbowanie jej trzytygodniowego programu energii życiowej surowego pożywienia.
Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)
Natalia Rose „Surowe pożywienie. Źródło energii życiowej”, Studio Astropsychologii
Komentarze