Dawno, dawno temu, za górami i za lasami, była sobie pewna para, która postanowiła otworzyć hotel. Mijały dni, miesiące i lata, a interes przynosił im coraz większe zyski. Wszystko było stabilne i spokojne. Wtem do głowy wpadł im pomysł – dlaczegóżby nie powiększyć zameczku o kolejne pomieszczenie, urządzając tym samym restaurację dla wczasowiczów? Tak oto powołano do życia „Perłę” – miejsce przeklęte, rzadko odwiedzane, z przyjemnością wykreślane z pamięci. Do jego prowadzenia, a raczej szefowania kuchennej załodze, wybrano 34letniego, szemranego mistrza sztuki kulinarnej, impertynenckiego i nieprzebierającego w kaleczącej ucho polszczyźnie Roberta. Wszystko wiedział najlepiej, choć jednocześnie zdawał sobie sprawę, że nie wie nic. Jakie siły go zatem trzymały? Niewiadomo, w tym zapomnianym miejscu wszystko mogło się zdarzyć. I tak goście otrzymywali surowe, niedopieczone kotlety, niedogotowane kasze, nieprzyprawione posiłki oraz odgrzewane puree ziemniaczane. Niejednokrotnie odsuwali od siebie talerze, dając do zrozumienia, że nie przełkną już ani kęsa. Co na to właściciele? Niestety nic. Ani 30letnia Kasia, ani 29letni Grzegorz nie potrafili sprzeciwić się Grzegorzowi, dając mu tym samym wolną rękę w rujnowaniu opinii o „Perle”. Marzenia podkarpackich restauratorów nie zostały jednak doszczętnie zniszczone, a o ratunek poprosili najznakomitszą ze znanych im kulinarnych czarodziejek – Magdę Gessler.
Miasto Jasło, zimowa pora, zaspy śniegu i białe, wirujące płatki. Pośród nich, pewnym krokiem, ku restauracji „Perła” podążyła prowadząca „Kuchennych rewolucji”, by zdjąć zły czar rzucony na to miejsce. Tym razem obyło się bez ślizgania i upadków, co wróżyło rewolucji nieco lepiej, niż w poprzednim odcinku. Pierwsze wrażenie smakowe wypadło jednak znacznie gorzej, a biorąc pod uwagę wypowiedź Magdy Gessler, najgorzej ze wszystkich dotychczasowych degustacji. Po wstępnych oględzinach prowadząca zaczęła odprawiać swe czary – zrobiła rekonesans wśród okolicznych restauracji poszukując regionalnych potraw, zabrała właścicieli do huty, gdzie nabyli ważne elementy wystroju nowego wnętrza oraz poleciła przerobić sale na bardziej luksusowe, ale jednocześnie przyjazne gościom. Do środka wniosła nie tylko wielobarwne szkło z wcześniej wspomnianej huty, ale także piękne, kwitnące róże oraz starodawny, rzeźbiony kredens. W menu „U Schabińskiej” – tak bowiem, od nazwiska właścicielki, nazwała dawną „Perłę”, pozostała wyłącznie kuchnia lokalna, przygotowywana przez nowego szefa kuchni, czarodzieja smaku, wspomaganego przez zespół kucharek. Sala jadalna zaczęła przypominać dobrze zagospodarowaną salę balową, a ślad po klątwie zniknął. Teraz goście tabunami zaczęli pojawiać się na rodzinnych ucztach, by smacznie oraz tanio konsumować ulubione potrawy. Co więcej, za sto gram soczystego, świeżego i przygotowywanego chwilę wcześniej mięsa, płacić mieli tylko 2zł! Rewolucja okazała się zatem nie tylko udana, ale wręcz bajkowa, magiczna. Właściciele – Kasia i Grzegorz, z pewnością wynieśli z niej lekcję, jak rządzić własnym królestwem i dlaczego nie powinno się oddawać kuchni w ręce czarnych charakterów. W końcu nie zawsze na pomoc może przyjechać Magda Gessler na białym rumaku. Tym razem się udało, ale na przyszłość lepiej się pilnować.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze