Tajemniczość i intuicja - dziedzictwo kobiecości

Kobieta z tajemnicą i intuicją.
"W oczach tkwi siła duszy" - pisał Paulo Coelho. I miał rację. Bez względu na kształt, wielkość czy kolor tęczówki są najbardziej niezwykłym elementem twarzy.

Są opowieścią o nas. O naszych emocjach, uczuciach. Zajrzawszy w nie, możemy odbyć podróż po ludzkiej duszy. Ale czy my kobiety każdemu pozwalamy ją zwiedzać? Czy każdego wpuszczamy w jej najciemniejsze, najbardziej skrywane zaułki? Czy w ogóle kogoś tak faworyzujemy? Nie byłybyśmy sobą bez tajemnic. Nie byłyśmy też sobą bez swoich nadprzyrodzonej siły - intuicji.

W błędzie jest ten, kto myśli, że osobowość kobiety to nowiutka, darmowa autostrada, którą pokona z szybkością kilkuset km/h i już wszystko będzie wiedział o jej właścicielce. Tymczasem, zwiedzi niewiele. Co więcej, szybka przejażdżka sprzyja mylnej interpretacji. Efekt bliższego poznania, znacznie przewyższa swą rangą efekt pierwszego wrażenia. Droga po kobiecej duszy jest kręta i rozgałęziona, a dla niechcianych wędrowców niezwykle wyboista i pełna pułapek. Zniechęcająca, ale jednocześnie kusząca. Bo nieznana. Brak do niej mapy, bo i brak konkretnego celu podróży. Wszystkie zakątki są niezwykle ciekawe. W dodatku krajobraz zmienia się jak w kalejdoskopie. Czasem wiruje, rozmazuje się. Wcześniej istniejące ścieżki nagle znikają, a na ich miejsce pojawiają się nowe. Wszystko zależy od emocji, jakim w danej chwili kobieta da upust. Najbardziej pożądane przez zwiedzających są jednak miejsca spowite mrokiem. Miejsca, w których wszechobecny jest zapach tajemnicy. Miejsca elitarne, do których mało kto ma wstęp.

To czarne jak węgiel źrenice są bramą strzegącą kobiecych tajemnic. Nie wystarczy w nie spojrzeć, żeby móc brodzić w gąszczu sekretów, półsłówek, łowiąc je w swoje gęste, rządne wiedzy sieci ciekawości. Nie każdy może przekroczyć wrota tej bramy. Nie da się ich rozbroić, wyważyć. W wyniku prób otworzenia ich na siłę, wskóra się wyłącznie ich wzmocnienie. Trzeba mieć do nich klucz. I to nie byle jaki. Klucz, na który trzeba sobie solidnie i wytrwale zapracować. Jest nim zaufanie. Ale, kiedy już poczuje się jego niewyczuwalną fizycznie obecność, można mieć problem z dopasowaniem go do odpowiedniego zamka. Bo mieć do kogoś zaufanie nie znaczy, że bez oporów, do reszty, obnażamy się przed tym człowiekiem. Istotne jest też, by klucza użyć we właściwy sposób. Ostrożnie. Inaczej można go zgubić. Często na zawsze.

Kobiety cenią swoją zakodowaną genetycznie tajemniczość. Dzięki niej są ostrożne w dozowaniu innym informacji o sobie. Jak bardzo są powściągliwe, zależy od tego, w jakim stopniu rozwinęły w sobie czarny pigment tajemniczości. Są takie, które posiadają go niewiele, ufają wszystkim dookoła. Klucz do ich cienkiej bramy jest stosunkowo łatwo zdobyć. Ale są i takie, które pilnie strzegą tych zakątków swojej osobowości. Ich tajemniczość, być może wynika to z tego, że same lubią wchodzić po kolejnych szczebelkach drabiny znajomości. Odkrywać. Czuć niedosyt informacji, dążyć do tego, by je wyłowić. Wypłoszyć z najciemniejszych zakamarków. Dlatego też, by poznać mroczną stronę ich osobowości, jest się zdanym wyłącznie na siebie. Taka kobieta niechętnie bywa przewodnikiem, który weźmie za rękę i oprowadzi po wszystkich zakątkach swojej duszy. Chcąc ją poznać na wskroś, trzeba długo poruszać się, po omacku, po jej czarnym labiryncie naszpikowanym tajemnicami.

Poza aurą tajemniczości, jaką wytwarzają wokół siebie kobiety, w skład mrocznej, bo niewiadomej, niewytłumaczalnej części ich osobowości wchodzi szósty zmysł, którego działania nie jest w stanie nikt wytłumaczyć. Nierozerwalnie obdarzone tą, tajemniczą nawet dla nich mocą, potrafią przewidywać, wyprzedzać zdarzenia. Intuicja jest więc ich niewidzialnym okiem na przyszłość, osobistą wróżbitką. To jej się radzą, jej zawierzają, ona poniekąd kieruje ich życiem. Niekiedy mówią, że ich zawodzi. Ale czy to prawda? Chyba nie ma co zrzucać winy na intuicję. Mam wrażenie, że kobiety czasem zacierają granicę między przeczuciami i własnymi pragnieniami. Wydaje im się, że to intuicja coś im podpowiada, a tak naprawdę ona nie ma z tym nic wspólnego. Stają się niewolnicami świata iluzji. A iluzjonistą są one same. Wtedy kontrolę nad nimi przejmuje chęć realizacji ambicji, marzeń, a one błędnie twierdzą, że ich intuicja zaczyna szwankować.

Mrok wypełnia oczy kobiety, czyniąc ją zagadkową. Balansującą na krawędzi rzeczywistości i iluzji. Tajemnica pociąga. Można by rzec, że jest taką marchewką dla osła. Ale nie zawsze. Zdarza się, że gryząc jej fragment, chęć dalszego smakowania mija. Pojawia się strach. Potem ucieczka.

Oczy są w nas, a tak naprawdę, my jesteśmy w nich. Dlatego chcąc stworzyć z kartki papieru zwierciadło najgłębszych pokładów kobiecej duszy, należy po prostu namalować czarną farbą duże oczy. Szczególną uwagę poświęcając źrenicom. Ważne jest, by nadać im głębię, niepowtarzalny wyraz, by nie stały się tylko czarnymi, kołami znajdującymi swe miejsce pośrodku tęczówek. W końcu, to one tworzą bramę do pełnego poznania.

Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)

Fot. Łukasz Bera



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat