Co stałoby się, gdyby wszystkie kury i jajka wpadły w ręce szalonego naukowca? Dla miłośników jajecznicy byłaby to prawdziwa katastrofa, dla wegan – być może całkiem dobra wiadomość. Jedno jest pewne: świat stanąłby na głowie, a na ratunek musieliby ruszyć ci, po których nikt nie spodziewałby się bohaterskich czynów. Właśnie tak zaczyna się jajeczna przygoda w książce Kasi Keller.
Policja prowadzi śledztwo, ale zwierzęca ekipa nie zamierza siedzieć bezczynnie. Szalony Sebasstian marzy o zostaniu potentatem branży jajecznej, a jego omlety mają podbić świat. Problem w tym, że po drodze znikają kury i wszystkie jajka, a sytuacja robi się coraz bardziej podejrzana. Do akcji wkraczają chomiczka Zdzisława, Puszek, Rambo Profesorek, Mia, brygada patyczaków i papuga Arara. Nie mają wielkiego doświadczenia w ratowaniu świata, za to dysponują całkiem sporą dawką fantazji. A kiedy plan zaczyna się sypać? Cóż, zawsze pozostaje improwizacja!
Szczególnie rozbawiła mnie brygada patyczaków. To właśnie te niepozorne stworzonka wpadają na najlepsze pomysły, tyle że mówią tak cicho, że nikt nie potrafi ich usłyszeć. Zdzisława, jakby od niechcenia, chwilę później przedstawia identyczne rozwiązanie, a reszta ekipy ochoczo zabiera się do działania. Trudno nie uśmiechnąć się na widok takiego zespołowego „olśnienia”. Zresztą umówmy się: misja ratunkowa nie wymaga tutaj skomplikowanej strategii. Wystarczy odrobina odwagi, kilka niekonwencjonalnych pomysłów i przekonanie, że jakoś to będzie.
Wśród bohaterów uwagę przyciąga również Arara – papuga z lękiem wysokości, która unika latania i ma wadę wymowy. Trudno o bardziej przewrotny zestaw cech u ptaka! A jednak to właśnie takie drobiazgi sprawiają, że zwierzęta zyskują charakter i nie są jedynie kolejnymi uczestnikami zwariowanej przygody. Szczególne miejsce w moim sercu zajął też ślimak Żan Klod, który zdecydowanie kradnie finał. Nie będę zdradzać, w jaki sposób, ale warto dotrwać do końca.
Kasia Keller posługuje się prostym, przystępnym językiem, a humor wynika przede wszystkim z charakterów bohaterów i ich nie zawsze udanych pomysłów. Fabuła jest nieskomplikowana, ale w przypadku książki dla początkujących czytelników to raczej zaleta niż wada. Nie każda historia musi przecież przypominać wielowątkowy kryminał. Tutaj liczą się przygoda, sympatyczni bohaterowie i dobra zabawa. Autorka pokazuje przy okazji, że nawet najmniejszy członek drużyny może mieć coś ważnego do powiedzenia – choć czasem trzeba się naprawdę dobrze wsłuchać.
Dużym atutem są ilustracje Pauliny Mingiacchi. Dynamiczne, utrzymane w czerni, bieli i żółci, świetnie współgrają z energią opowieści. Warto przyglądać się im uważnie, bo na kolejnych stronach ukryto jajka. Na końcu czeka pytanie o ich liczbę, więc lektura zamienia się również w małą zabawę spostrzegawczości. Czy uda się znaleźć wszystkie? To już zadanie dla młodych detektywów.
„Tajne sprawy chomiczki Zdzisławy. Misja omlety” to lekka, zabawna i przyjazna książka dla dzieci rozpoczynających samodzielne czytanie. Prosta fabuła, pozytywni bohaterowie i nieco nieporadna, ale pełna zapału ekipa sprawiają, że trudno się nudzić podczas lektury. A jeśli potem młodzi czytelnicy z dozą podejrzliwości spojrzą na swoje chomiki, papugi, świnki morskie, to już wina Kasi Keller i jej wyobraźni.
Anna Wasyliszyn
Kasia Keller, „Tajne sprawy chomiczki Zdzisławy. Misja omlety”, Wydawnictwo Wilga, Warszawa, 2026.
Komentarze