Tragiczny Grzegorz
Wieczny aktor, odtwórca kilkudziesięciu ról, konferansjer i choleryk, a wszystko to w osobie pierwszego gospodarza - Grzegorza. Po rozpoczęciu kolacji okazało się, że aktorstwo to nie tylko jego zawód, ale także sposób bycia, co trochę denerwowało współzawodników. Niczego jednak nie dali po sobie poznać, pozwalając mężczyźnie rozwinąć skrzydła i ugościć ich tak, jak to sobie zaplanował. Najważniejszym elementem planu były oczywiście potrawy, którymi chciał skraść serca jedzących. Zaczął od Prologu a la Pinokio, później podał Trylogię smaku, by zakończyć Sekretem Balladyny. Deserem tym rozpoczął malinowe szaleństwo, które trwało przez kolejne dwa dni, bowiem każdy z gospodarzy zaplanował uczynić owe słodziutkie owoce składnikiem podwieczorku. No cóż, natury i witamin nigdy za wiele. W ramach atrakcji Grzegorz zapewnił gościom wątpliwą rozrywkę, jaką było przeczytanie po jedynym zdaniu z repertuaru ćwiczeń na dykcję, jakie można spotkać na zajęciach w szkole teatralnej, czy też w gabinecie logopedy. Cała kolacja została oceniona na 14 punktów, co, szczególnie w porównaniu z pozostałymi wynikami, jest rekordem tego sezonu. Nic dziwnego, że zajął ostatnie miejsce. Co za wstyd.
Czarownica Agnieszka
Królowa przypraw, właścicielka gospodarstwa agroturystycznego, córka zielarki oraz miłośniczka medycyny naturalnej. Kiedyś pracowała w hotelu, dziś ma na koncie aż sześć lat prowadzenia własnej działalności. Po godzinach masuje, czaruje w kuchni oraz sadzi roślinki. Dla swych gości przygotowała wielobarwne, dobrze doprawione menu, w którego skład wchodziły: Pomarańczowa moc natury, Kolorowe smaki późnego lata oraz Czerwony przysmak Hindusa. Po jedzeniu rzuciła na współzawodników urok, dając pokaz masażu twarzy, w którym za model posłużyła Krystyna. Jej dom był mało domowy, gościom przypominał raczej bar, ale później udało im się rozluźnić i poczuli się dobrze. Za pomocą relaksującej i miłej atmosfery, Agnieszka wyczarowała sobie trzy szczęśliwe siódemki, otrzymując łącznie 21 punktów. Strach jednak pomyśleć, jakie zaklęcia miała przyszykowane na wypadek, gdyby wynik jej nie zadowolił!
Doktor Tomasz i pan Barman
Za dnia spokojny, niepozorny lekarz stomatolog, w nocy żywiołowy barman i właściciel pubu w stylu PRL. Uważa, że zęby są odzwierciedleniem człowieka. Choć w swoim gabinecie dba o ich zdrowie, wieczorami nie przeszkadza mu dolewanie klientom kolejnych porcji ulubionych drinków. Opowiadając o sobie starał się wyjść na człowieka energicznego i lubiącego zabawę, ale podczas odcinka był bardzo spokojny, nieco osowiały. Gościom zapewnił atrakcję ruchomą, gdyż deser - Coś na ząb, podał w pubie, później autobusem przewiózł ich do gabinetu dentystycznego, skąd udali się prosto do domu. Tam zaznajomił współzawodników z resztą przygotowanych dań - Złotym butem generała, którego powinien był podać w całości, bo pokrojony wyglądał nieco mizernie, oraz Gorzkim wulkanem, który wcale nie był gorzki. Za całość otrzymał 19 punktów. Warto jeszcze wspomnieć, że chociaż podał czerwone, a potem białe wino w takich samych kieliszkach (czym zniesmaczył Krystynę), zdecydowanie można mu to wybaczyć, gdyż kieliszki były po prostu fantastyczne.
Krystyna, co ma klasę
Ostatnia gospodyni ma klasę, a do tego pilnuje, by inni także ją mieli. Na co dzień zajmuje się zarządzaniem w Centrum Paderewskiego, którego zresztą jest dyrektorką. Swoją pracę traktuje jako misję, a kultywowane tam wartości chciałaby w przyszłości przekazać dzieciom. Dodatkowo potrafi śpiewać operowo, co też poczyniła w ramach atrakcji, już po kolacji. W ramach posiłków przyrządziła: Błękitną rapsodię, Przysmak wirtuoza i Pikantne wariacje. Biorąc pod uwagę fakt, że goście byli otoczeni przez stojące w domu dekoracje muzyczne, pytanie o nazwy potraw nie było konieczne. Ostatecznie, by pokazać mężczyznom ich miejsce, Krystyna dobiła do 21 punktów, remisując z Agnieszką. Wspólnie zawojowały ten odcinek Ugotowanych, udowadniając, kto rządzi tarnowską kuchnią. Panowie byli niepocieszeni, ale cóż zrobić? Kubków smakowych oszukać się nie da, a królowa może być tylko jedna. No, ewentualnie dwie.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze