Odpowiedzi próbowała udzielić amerykańska lekarka, dr Elisabeth Kübler-Ross, autorka książki „Rozmowy o śmierci i umieraniu”. Sformułowała pięć etapów według których postępujemy.
Pierwszy z nich to negacja. Co się dzieje, gdy tracimy pracę, a szef nas informuje, że przestaliśmy być wydajni w agencji/sklepie/redakcji? Co czujemy, gdy zauważamy, że mąż coraz częściej rozmawia z przyjaciółką, która przypadkiem jest oszałamiającą blondynką? Najczęściej zaprzeczamy i tłumaczymy sobie: „przecież byłam takim dobrym pracownikiem”, „to na pewno pomyłka”. Mąż? „Nie rozmawiamy od tygodni, a on nie interesuje się moimi sprawami, ale przecież mnie kocha, tyle lat jesteśmy małżeństwem”, te oraz inne myśli pojawiają się spontanicznie, jednak to, czego nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, może się wydarzyć. Gdy zaczynamy rozumieć co się zmieniło, opanowuje nas gniew: „czemu właśnie mnie to spotyka”? Mąż rzeczywiście przestał zauważać naszą obecność w domu, przypadkowe paradowanie w ręczniku kwituje słowami: „czemu się nie ubierzesz?”. Szef nie chwali najlepszego projektu, tylko gani, że został za późno zrealizowany. Wtedy uświadamiasz sobie, że nie jesteś główną bohaterką komedii romantycznych. Brakuje szczęśliwego zakończenia z muzyką w tle: „when a men loves a women”, kiedy wielka miłość zwycięża wszystko. Płyta się zatrzymuje, a ty zostajesz... właśnie z czym? W sumie to i tak ta praca nie była satysfakcjonująca, a mąż za niski. Przez to wszystko rzeczywistość staje w twoich oczach w... płomieniach. Później następuje targowanie się i modlitwy do Boga, rozmowy z mężem (czemu nie jest tak, jak kiedyś...) rozpoczyna się nieznośna uprzejmość w biurze. Starasz się wszystkimi siłami zatrzymać to, co dla ciebie ważne. Depresja pojawi się kiedy zrozumiesz, że zmiana pracy, mieszkania, czy męża jest nieunikniona. Wtedy nastąpi pustka i niepewność przyszłości. Przyzwyczajenie i tęsknota za przeszłością, w której pojawia się mnóstwo wspomnień ze wspólnych wakacji czy miłych momentów w pracy. Z depresją poczujesz niepewność przyszłości, bo jak żyć kiedy nie ma wymarzonej codzienności? Wtedy przychodzi akceptacja i pogodzenie się z losem oraz poszukiwanie nowych wyzwań.
Interesujące, że uczucia, które przeżywamy zostały sformułowane przez lekarzy i opatrzone określeniem etapów akceptowania zmian. Dziwne zachowania, gniew i okłamywanie siebie, nie są oznaką choroby, ale sposobem na radzenie z problemami. Przypuszczalnie każda z nas zmiany przeżywa według wzorca, ale na swój, indywidualny sposób. Posiadanie pewnej wiedzy, może nas uchronić od oczekiwania ustalonego porządku, bo zmiany nie zawsze są synonimem złego. I niestety, nie ma uniwersalnej rady, żaden psycholog nie wymyślił przepisu na życie - każdy z nas poszukuje swojego sposobu na radzenie sobie z problemami. Może to być ucieczka w religijność, nadmierne życie towarzyskie, praca, obowiązki... najważniejsze, by pokochać siebie, bo wtedy dajemy szansę na to, by pokochał nas ktoś inny. Mądrości ludowe głoszą, że optymista to człowiek, który uważa, że krok w tył zaraz po zrobieniu kroku naprzód to nie katastrofa lecz cha-cha. Oby wszystkie zmiany były po prostu tańcem!
Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)
Fot. sxc.hu
Komentarze