Ja się urodziłam w zwyczajnym domu, w którym gazetę kupowało się raz w tygodniu, głównie dlatego, że był w niej program telewizyjny (jednostronicowy, bo program był jeden, a z czasem dwa). Telewizję oglądało się dla prognozy pogody i „Kobry” (kryminalny teatr telewizji) w czwartki. Już w ogólniaku orientowałam się w cenach baryłki ropy naftowej na światowych rynkach, na studiach jeździłam do pracy za granicę i zastanawiałam się, jak oni to robią, że nie stoją w kolejkach. Jako dziennikarz w okresie transformacji gospodarczej wściekałam się, że likwiduje się wszystko, co państwowe, bez względu na to czy funkcjonuje dobrze czy źle. I kto jest winien, że przynosi straty, a kto te straty ponosi. Pozorny rachunek ekonomiczny działał na krótka metę. To były lata 90-te, świat i Polska miały czas zmądrzeć. Ale nie zmądrzały. Zapraszałam do swoich programów polityków wszystkich opcji. Żadnemu nie kłaniałam się w pas. Racja zawsze była po stronie grupy, społeczności, Polski, a nie frakcji. Obserwowałam narodziny Partii Kobiet, ale ona nie poradziła sobie na politycznym rynku. Szkoda. Kobiety w polityce, pod różnymi szyldami, radzą sobie coraz lepiej. Ja wybrałam szyld, który jest dla mnie najuczciwszy. Czy parytet pomógł mi w decyzji o wejściu do polityki? Nie wiem. Ale, że pomoże mi wygrać wybory parlamentarne, jestem pewna. Kobiety, liczę na was!
Jolanta Krysowata-Zielnica
www.kreskawakcji.pl
Komentarze