Ugotowani mieszkańcy Miasta Pierników

Ugotowani - sezon 4, odcinek 7.
Co ma piernik do wiatraka? W zasadzie to nic, ale piernik jest smaczny, więc warto wybrać się po niego do Torunia, albo przynajmniej obejrzeć nowy odcinek „Ugotowanych”.

Dyrektor w podróży dookoła świata
Wojciech, pierwszy gospodarz siódmego odcinka „Ugotowanych”, to zakochany w podróżach dyrektor toruńskiego hotelu, który po godzinach uczy ludzi dobrych manier. Widać, że przywiezionymi pamiątkami lubi ozdabiać swój dom, choć atrakcyjność tego przedsięwzięcia może wzbudzać pewne kontrowersje. Granica pomiędzy wrażeniem egzotyczności, a podobieństwem do rupieciarni bywa bowiem cienka. Na równi z podróżami stawia gotowanie. Swym gościom zaproponował światowe menu, serwując Bangkok zanurzony w cytrynowym kokosie, Włoską ulicznicę w czerwieni oraz Domowy Specjał. Na stole ustawił piękne, wielkie kieliszki. Niestety, nie zapewnił żadnych atrakcji. Tym razem zdradzę już na początku, że wygrał, choć współzawodnicy obstawiali raczej innych. Cóż, ten odcinek naprawdę był pełen niespodzianek!

Mała Joanna
Przedstawicielka farmaceutyczna, kociara i pasjonatka kolorowych oprawek okularów. Można by powiedzieć, że jeśli Ala ma kota – Joasia ma i kota i okulary. Podobnie, jak druga Asia, wyróżnia się niecodzienną, asymetryczną fryzurą, w której część włosów jest ścięta „na jeża”. Na przygotowywanej przez siebie kolacji podała różnego typu francuskie wina, jednakże tylko pierwsze kieliszki zrobiły na mnie wrażenie. Reszta nie była w moim typie (starodawna, kryształowa). W zaserwowanym przez Joannę menu znalazły się Kocie Uszka, Byczek Fernando oraz słodkie, cudowne Serce w butonierce – raj dla prawdziwych łasuchów. Asia przygotowała także atrakcję, którą była gra w okrągłe, autorskie karty. Gościom bardzo się podobało, mi także. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że ta gospodyni była najsympatyczniejszą uczestniczką dzisiejszego odcinka i gdybym miała oceniać wyłącznie po charakterze, oddałabym jej zwycięstwo. Niestety, inni uznali, że Wojciech gotował lepiej, a na dodatek Mirosław ukruszył sobie ząb na łupince od orzecha, która pechowo znalazła się w jego porcji Serca w butonierce. No cóż, szkoda.

Militarny ksiądz
Największa zagadka odcinka, a przy okazji bardzo dziwna, specyficzna osoba – Mirosław. Na co dzień ksiądz kościoła polsko-katolickiego, ojciec kilkuletniej dziewczynki, instruktor samoobrony, jazdy konnej, płetwonurkowania i innych sportów, których lista ciągnie się niemalże w nieskończoność, a ponadto oddany patriota, kapitan – oficer rezerwowy oraz profesor filozofii. Przez cały odcinek rzucał różnego typu filozoficzne hasła i żarty, które miały być śmieszne, ale nie były – przynajmniej dla mnie. Dla swoich gości przygotował Łososia na zielonej łączce, Koniki morskie i Zaczarowane gruszki. Danie główne było spalone, ale nawet gdyby było dobre, reszta dań nie uratowałaby jego sytuacji. Wszystko było bardzo suche i niezbyt atrakcyjne. Po kolacji zabrał ugości na strzelnicę, czym nie trafił w gust Wojciecha. Koniec końców otrzymał dwanaście punktów i trzecie miejsce. Sam oceniał w dziwny sposób, sugerując się szkolną skalą, jakby nie istniało nic ponad szóstkę. Dziwny człowiek.

Duża Joanna
Konsultantka dydaktyczna w szkole językowej, mama i motocyklistka. Powiedziała także, że „wariatka”, ale jakoś tego nie zauważyłam. To określenie zawsze fajnie brzmi, ale w jej przypadku zdecydowanie było nadużyciem. Miałam wrażenie, że Asia jest nieco fałszywa, a już na pewno ma zbyt wysokie mniemanie o sobie. O własnej kuchni powiedziała, że jest zdrowa i bez konserwantów, ale królują w niej eksperymenty. Cóż, kolacje współzawodników zweryfikowały tę deklarację, np. kiedy powiedziała, że nie wyobraża sobie połączenia tuńczyka z pomidorami (ja nie widzę w tym nic dziwnego) oraz skrytykowała innych za używanie gotowej bitej śmietany, poczym sama kupiła mrożone ciasto francuskie. Dla gości przygotowała Nostalgię motocyklisty, Trajką nad morze oraz Autostradę do nieba. W zasadzie to nie trafiła w niczyje gusta, chyba łącznie ze swoim, gdyż nie dojadała do końca. Podając wino do obiadu, pomyliła się i nalała słodkiego, a także nie przygotowała żadnych dodatkowych atrakcji. Zyskała tylko jedenaście punktów, lądując na ostatnim miejscu. Może zabrzmi to złośliwie, ale zasłużyła.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat