Psiara Teresa
Pierwszą gospodynią tego odcinka była Teresa - lokalna patriotka, szefowa fundacji wspierającej miejscowych artystów, opiekunka i miłośniczka łódzkich murali, a ponadto oddana sierściuchom psiara i kociara. Swoje serce oddaje czterołapom w potrzebie, szczególnie tym najbrzydszym, które mają najmniejsze szanse na adopcje. Jej marzeniem jest zostać szefem kuchni, jako że najbardziej lubi to, co ugotuje sama. By do swojej opinii przekonać współzawodników, na kolacji zaserwowała im Barszczyk raz, dwa, trzy, następnie Roladki tutti frutti, na koniec zaś Ta mała piła dziś. Niestety, dania nieco rozczarowały próbujących. Ponadto Teresa nie przygotowała żadnej dodatkowej atrakcji, przez to otrzymała tylko dwadzieścia punktów, lądując na trzecim miejscu. Porównując ten wynik z punktacją padającą w poprzednich odcinkach, to i tak nie wypadła wcale źle!
Żartowniś Wojciech
Człowiek-dowcip, artysta-malarz, natchniony sportowiec. Oto drugi gospodarz czwartego odcinka, czyli Wojciech. Jeśli do tej pory nie mogliście wyobrazić sobie artysty - zwykle cherlawego albinosa z miotłą zamiast włosów - który byłby aktywny fizycznie, nie unikał szkolnych lekcji wfu, a ponadto z własnej, nieprzymuszonej woli ćwiczył judo - dziś mieliście okazję go zobaczyć. Wojciech przyjął gości w swym "hardcorowym" mieszkaniu-pracowni, gdzie prawdopodobnie na co dzień pomieszkuje z żoną i czterema kotami. Choć kocha kuchnię polską, która doprowadziła jego męskie ciało do stu kilogramów, tym razem ugotował coś bardziej orientalnego, a mianowicie Chapati zdrowego mnicha, Ucztę potomka Czyngis-chana oraz Gorące słodkości maharadży. Potrawy okazały się jednak zbyt spieczone czy nawet spalone, a przez to twarde i trudne w konsumpcji, żeby nie napisać, że niejadalne. Znacznie lepiej od tych finezyjnych "potraw pięciu przemian" udała mu się przygotowana atrakcja, czyli krótka gra na afrykańskich bębnach. Ostatecznie otrzymał jednak o cztery punkty mniej niż poprzedniczka, zajmując zaszczytne pierwsze miejsce, tyle że licząc od końca.
Uduchowiony Robert
Robert to właściciel agencji reklamowej i PR-owej, miłośnik wsi, a także domorosły jogin. Wraz z partnerką marzy o przeniesieniu się poza obszar miasta, gdzie mógłby oddawać się prozdrowotnemu, uduchowionemu trybowi życia. Jego filozofia polega na zatrzymywaniu się w pędzie dnia codziennego i autorefleksji, co też postanowił przemycić w swej przystawce - Czerwonym żubrze. Zawiązał wcześniej gościom oczy, by nasycili się najpierw zapachem i smakiem, a dopiero potem wizualnymi aspektami dania. Następnie przyszła kolej na Poliki na łące i Ciemny sad, a wszystko to wykonane zostało z produktów matki natury. Przed deserem Robert zmusił - i jest to słowo idealnie odzwierciedlające uczucia uczestników - do ćwiczenia jogi. Nie dziwię się, że nie byli z tego powodu zbyt zadowoleni, gdyż w pozycji psa wszystko musiało im zjechać z żołądków z powrotem do przełyków. Glup. Ponadto Robert - najwyraźniej znający ćwiczenia tylko z opowieści swojej partnerki - powinien wiedzieć, że przez rozpoczęciem nie wolno nic jeść przez kilka godzin. Ba, nawet ostatnią herbatę można wypić najszybciej na godzinę przed! Pomimo niewygód spowodowanych niewczesną gimnastyką, dania przypadły gościom do gustu i z rej racji docenili gospodarza, przyznając mu 22 punkty.
Rajdowa Joanna
Czwarta gospodyni to miłośniczka samochodów i wyścigów - szczególnie wtedy, gdy w nich wygrywa. Jak sama powiedziała, w jej żyłach płynie adrenalina, a do Ugotowanych zgłosiła się po to, by otrzymać na mecie puchar. Jej życie to chaos, w którym "wszystko dachuje". Gościom zaproponowała kolację w tymże klimacie, pełnym szybkiego tempa, miszmaszu i bezkompromisowości. Zaczęła od atrakcji, zapraszając wszystkich po kolei do samochodu wyścigowego. Teresa i Robert bawili się przednio, Wojciech natomiast narobił w majtki. Po burzącej krew w żyłach przygodzie, cała ekipa wybrała się do stojącego obok busa na ciepłą, rozgrzewającą przystawkę o nazwie Kremowe zapoznanie. Później, po przeniesieniu się do mieszkania Joanny, na samochodowo udekorowanym stole-makiecie, przypominającej mi dywan z przedszkola, gospodyni zaserwowała Trzybiegowy odcinek specjalny oraz O rety! Szybko do mety! Nad wspaniałością tak przygotowanych potraw najbardziej ubolewała Teresa, wiedząc, że teraz już na pewno nie wygra. Nie wiedziała bowiem, że w punktacji tak czy inaczej przegonił ją już Robert. Była jednak na tyle sprawiedliwa, nie jak niektórzy uczestnicy poprzednich odcinków, że przyznała Joannie odpowiednią liczbę punktów. Tym samym czwarta gospodyni rzeczywiście wygrała łódzki rajd kulinarny, zdobywając 24 punkty. Zamiast pucharu otrzymała zaś świeżutkie pięć tysięcy polskich złotych.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Fot. TVN
Komentarze